Trochę w życiu poszaleliśmy i teraz nas kręci święty spokój

Redakcja
Anna i Darek są razem  19 lat, ślub wzięli 17 lat temu - w 1993 r. - w Krakowie
Anna i Darek są razem 19 lat, ślub wzięli 17 lat temu - w 1993 r. - w Krakowie Adam Wojnar
Anna i Dariusz Gnatowscy z centrum Krakowa przenieśli się pod miasto. Na wsi mniej odczuwają skutki popularności niż w mieście. Wszyscy już się przyzwyczaili, że tam mieszkają. Trochę martwili się, że znajomi nie będą ich odwiedzać, bo daleko, ale nic bardziej mylnego. Zjeżdżają się na grilla przez cale lato - pisze Barbara Sobańska

Darka często utożsamiają z Panem Boczkiem. Jedenaście lat na ekranie popularnego serialu komediowego robi swoje. Dziś nawet kupowaliśmy kwiatki i sprzedawczyni rzuciła mężowi taki oto komplement: "Pan w rzeczywistości to dużo lepiej wygląda niż w telewizji!".

Aktorstwo to bardzo trudny zawód. Chyba jeden z najtrudniejszych. Życie jest zupełnie zwariowane. Darek czasem pracuje 24 godziny na dobę, a czasem ma wolny tydzień. Trudno cokolwiek zaplanować. Choć oczywiście jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Wiedziałam z kim się wiążę, żyjemy tak od lat. Nie mamy syndromu stewardesy: gdy mąż wraca do domu po dłuższej nieobecności, nie przeszkadza mi, nie wadzi. Wręcz przeciwnie!

W domu nie ma go dosyć często. Gra w teatrze, w serialu, w kabarecie. I jeździ po całej Polsce. Czasem na półtoragodzinny występ jedzie pół doby albo dłużej. W domu Darek nie ma "okresów ochronnych", np. przed premierą. Pewnie dlatego, że się wówczas nie widzimy. Gdy Darek wychodzi na próbę o 10, to mnie i córki już nie ma. Gdy wraca o 23 - już śpimy.

Córka nie narzeka na popularność ojca. Nie wykazuje ciągot w kierunku aktorstwa, co go bardzo cieszy. Zna ten zawód od podszewki i nie jest to łatwy kawałek chleba. Julka interesuje się fotografią i literaturą. Darek też uwielbia czytać. Doskonale gotuje. Nigdy nie porwałabym się na przygotowanie dania, które on świetnie przyrządza. W kuchni walczy z nudą, ciągle pichci coś nowego. Często serwuje nam "danie na życzenie" - moje albo córki. Ostatnio jedliśmy makaron z kurczakiem i ze szpinakiem. Palce lizać. Tylko że z Darka to taki "weekendowy" kucharz, bo w tygodniu zwykle jemy na mieście.
Wakacje najchętniej spędzamy w domu, w ogrodzie. Pielęgnuję sobie kwiaty, które wtedy kwitną. Latem robię dżemy, a Darek nalewki. Zamyka w butelkach smak lata. Utrwala nastroje. Potem zimą spogląda na butelkę i mówi, że widzi wiśnię, która wisiała w naszym ogrodzie.

Urlopy wolimy brać wiosną, gdy ogródek jeszcze śpi. Córka ma 15 lat i jeszcze chce jeździć z nami na wakacje. Czasem wybieramy się nad ciepłe morze, czasem zwiedzamy polskie miasta. Improwizujemy. Zresztą to w stylu Darka. Jest wesoły, wybuchowy, niecierpliwy, inteligentny, bardzo błyskotliwy.
Domową księgową jestem ja, ale wszystkie rachunki płacę przez internet. Rzadko kiedy mamy gotówkę, posługujemy się kartami płatniczymi. A to na wsi bywa kłopotliwe. Zdarzyło się na przykład, że przyszli kolędnicy, a my nie mieliśmy w domu ani grosza. Korzystamy z dobrodziejstw nowoczesności, ale świetnie czujemy się pod Krakowem. Julkę za to ciągnie do miasta.

Dariusz Gnatowski
Aktor filmowy, teatralny i dubbingowy. Absolwent
PWST w Krakowie (1985). Zadebiutował jako Pyzo w "Ferdydurke" według Gombrowicza w reżyserii Macieja Wojtyszki. Na małym ekranie pojawił się w pierwszym odcinku serialu "Carmen" (1988) jako członek sekty kosturowców. Rozgłos przyniosła mu rola Arnolda Boczka, sąsiada Kiepskich w serialu "Świat według Kiepskich" (1999-2002). Dziś występuje w Teatrze STU w Krakowie i w kabarecie. Jest współautorem promującej zdrowy styl życia książki "Dieta bez wyrzeczeń".

Poznaliśmy się w galerii Teatru STU na ul. Brackiej na jakimś wernisażu. Żona miała charakterystyczne buty z blaszkami. Śmialiśmy się z tych blaszek i tak to poszło... od rzemyczka do kamyczka... u szyi. No, ale powiedzmy wprost: zaczęło się od butów.

Zamieszkaliśmy razem jeszcze przed ślubem - w malutkim mieszkaniu na Krupniczej. Wszyscy mieli do nas blisko, więc znajomi przychodzili o rozmaitych, czasem bardzo abstrakcyjnych, porach. Mieszkaliśmy na parterze od strony ulicy, więc studenci, gdy wracali z imprez na miasteczko studenckie, przechodzili obok naszego mieszkania. Naprzeciw z kolei był Dom Literatów. Towarzystwo doborowe.

Potem przez lata całe mieszkaliśmy na Kazimierzu - w Domu Aktora na ul. Józefa. I tam ekipa była ciekawa. Prowadziliśmy bujne życie towarzyskie. Robiliśmy sobie kino domowe, urządzaliśmy wspólne sylwestry. Nie można się tam było nudzić. Ciągle coś się działo. W czasie, gdy tam mieszkaliśmy, urodziło się chyba z piętnaścioro dzieci, w tym nasze. Trochę to wpływało na częstotliwość imprez. Ale miało i swoje plusy. W razie czego dziecko można było komuś na godzinę czy dwie podrzucić. Większość bawiła się w piaskownicy na środku dziedzińca. Koledzy i sąsiedzi byli świetni, ale warunki mieszkaniowe fatalne: pokój ze ślepą kuchnią, 30 metrów kwadratowych.

Dziś mieszkamy pod Krakowem. Obawialiśmy się trochę, że to daleko i nikt nas nie będzie odwiedzał. Nic podobnego! Gdy się tylko przeprowadziliśmy, przez cały rok co sobotę była parapetówka. Mamy duży ogród z tarasem, więc imprezowaliśmy na świeżym powietrzu. Żona jest fascynatką ogrodu. Ja zdecydowanie wolę w nim odpoczywać niż pracować.

Na wsi mniej odczuwamy skutki popularności niż w mieście. Wszyscy już się przyzwyczaili, że tam mieszkamy. Choć bywają śmieszne sytuacje. Pewnego razu w ogródku słyszałem rozmowę:
- "A tu mieszka Boczek".
- "Taaak? Tu mieszka Boczek? ".
- "No przecież gdzieś musi mieszkać".
Pewnie facet sądził, że mieszkam na Ćwiartki 3/4 we Wrocławiu.

Żona fajna jest. Bardzo ładna, sympatyczna. Gdy się czymś pasjonuje, to do końca. Ze mnie to raczej słomiany ogień. Ania jest świetną matką i żoną, bez zarzutu prowadzi nasz rodzinny interes. Oboje jesteśmy optymistami. Choć Ania jest bardziej stonowana. Wariackie impulsy wychodzą raczej ode mnie.
Przyznam jednak, że troszkę już w życiu poszaleliśmy i teraz najbardziej nas kręci święty spokój.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
mik
jadą do kolegi ,mijam jego dom w gorzkowie
b
bajjaderka
Jeśli bylibyście zainteresowani szkoleniami z uwodzenia mogę wam polecić świetną szkołę, z której oferty sama skorzystałam mianowicie Wyższą Szkołę Uwodzenia, Wywierania Wpływu i Rozwoju Wewnętrznego (www.wyzszaszkolauwodzenia.pl.) ich oferta jest przeznaczona dla kobiet i mężczyzn w różnym wieku, prowadzą szkolenia profesjonalnie i efektywnie. Ja dzięki nim stałam się kobietą przebojową i otwartą, dla której nawiązanie kontaktu z mężczyzną nie jest żadną trudnością :) mają oni wysokie oceny w testach branżowych są więc sprawdzeni :)
M
M
za dużo danych jest w tym wywiadzie - powinni być bardziej skryci dla swojego dobra.
Dodaj ogłoszenie