TYLKO U NAS. Pożar miejskiego archiwum w Krakowie. Ujawniamy skalę zniszczeń

Bartosz Dybała
Bartosz Dybała
Spalone archiwum UMK
Spalone archiwum UMK Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polska Press
Udostępnij:
Z kolejnych miejskich dokumentów wyłania się coraz większa skala strat, spowodowana pożarem miejskiego archiwum przy ulicy Na Załęczu w Krakowie. Wskazuje na to raport specjalnego zespołu, powołanego do zabezpieczenia cennych archiwaliów. Okazuje się, że z jednego z magazynów (były cztery), w którym przechowywano ponad 4,7 tys. metrów bieżących cennych akt, nie udało się uratować ani jednej strony. Z kolei z ponad 25 tysięcy książek meldunkowych uratowano zaledwie... 18 sztuk. Z raportu nie wynika, czy przetrwały te dotyczące wielkich krakowian, czyli m.in. noblistki Wisławy Szymborskiej, czy Stanisława Lema. W spalonym archiwum przechowywano też ważne dokumenty Wydziału Skarbu Urzędu Miasta Krakowa: z 832 metrów udało się wydobyć... 33 m. Co ważne, okazuje się, że na pewnym etapie akcji ratowania cennych archiwaliów miejscy urzędnicy naciskali, by szybciej rozpoczynać kolejne prace. Widzieli bowiem, że dokumenty niszczeją w bardzo szybkim tempie. Przemoczone akta gniły.

FLESZ - PZPN ukarany za zachowanie kibiców!

Minęło już prawie dziewięć miesięcy od głośnego pożaru miejskiego archiwum, w którym magazynowano ponad 20 kilometrów cennych akt. Dokumenty pochodziły m.in. z Wydziałów Skarbu oraz Architektury i Urbanistyki Urzędu Miasta Krakowa. W uszkodzonych przez ogień halach przechowywano także księgi meldunkowe wielkich krakowian, czyli Stanisława Lema, Marka Grechuty oraz noblistki Wisławy Szymborskiej, ale także tysięcy mieszkańców.

Akcja strażaków podczas pożaru archiwum miejskiego w Krakowie

Prawie 600 kilogramów uszkodzonych dokumentów z pożaru krako...

Dotychczas miasto nie informowało, jakie akta zostały uratowane. Teraz nastąpił przełom. Urzędnicy otrzymali raport z działalności specjalnego zespołu, który zajął się zabezpieczeniem pochodzących z pożaru archiwaliów. Jego przewodniczącym został sekretarz Krakowa Antoni Fryczek. Dokument nie pozostawia złudzeń: skala strat jest ogromna, wielu akt nie udało się wydobyć ze zgliszczy, uległy całkowitemu zniszczeniu.

Ale od początku. Pożar, który wybuchł 6 lutego br., objął swoim zasięgiem cztery magazyny w dwóch halach archiwum. Jeszcze podczas akcji gaśniczej strażakom udało się wynieść z płonących budynków, wybudowanych za ponad 15 mln zł, ok. 18 metrów bieżących akt.

Lista niektórych uratowanych dokumentów
Lista niektórych uratowanych dokumentów UMK

Zostały przetransportowane do Archiwum Narodowego w Krakowie, posegregowane i zabezpieczone. Stamtąd podróżowały do Archiwum Państwowego w Katowicach, gdzie poddano je specjalnemu procesowi liofilizacji, podczas którego woda odparowuje z uszkodzonych dokumentów, nie wyrządzając archiwaliom dalszych szkód.

12 kwietnia rozpoczęły się prace wyburzeniowe jednego z magazynów, znajdującego się w hali numer 2. Równolegle wydobywano akta, które były porządkowane w trzech namiotach, zlokalizowanych przy ulicy Na Załęczu. Do prac zaangażowano zatrudnionych przez miasto konserwatorów oraz pracowników Archiwum Narodowego w Krakowie. 14 maja zakończono rozbiórkę magazynu, z którego łącznie wydobyto ok. 196 metrów bieżących akt.

Przez jakiś czas wstrzymane były prace przy rozbiórce magazynu w hali nr 1. Miało to związek z działaniami krakowskiej prokuratury, która wszczęła śledztwo w sprawie pożaru i na miejscu prowadziła czynności. Prace wznowiono 7 czerwca. W raporcie czytamy: "przedłużający się okres wydobywania akt spowodował, że ich stan z każdym dniem ulegał znacznemu pogorszeniu. Przemoczone akta zaczęły gnić, pojawiła się pleśń oraz grzyb. Przeprowadzone badania mikrobiologiczne potwierdziły znaczne skażenie biologiczne".

Widząc, w jak szybkim tempie cenne dokumenty ulegają niszczeniu, zespół z sekretarzem miasta na czele zobowiązał nadzór budowlany, by ten skonsultował z ekspertami z Politechniki Krakowskiej możliwość przyspieszenia wydobycia akt z kolejnego magazynu. Ostatecznie faktycznie prace rozpoczęły się wcześniej niż pierwotnie zakładano.

Prace wyburzeniowe oraz wydobywanie akt prowadzono do 5 sierpnia br., rozbiórka dwóch hal kosztowała ponad 1,3 mln zł. Łącznie w trakcie akcji ratowania archiwaliów wydobyto i zabezpieczono ok. 877 mb akt - zamrożono ok. 800 z nich, pozostałe poddano suszeniu.

Z magazynu nr 3 nie udało się uratować żadnych akt
Z magazynu nr 3 nie udało się uratować żadnych akt UMK

Z rozebranych hal magazynowych zostały tylko fundamenty, z pożaru ocalał natomiast budynek administracyjny oraz korytarze łączące go z halą nr 3. Do ratowania akt zaangażowano nie tylko ekspertów z Katowic, ale też Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz firmę BELFOR, która zajmuje się usuwaniem szkód po pożarach. Łącznie przekazano im ok. 78 mb akt. Mają zostać zwrócone urzędowi miasta do końca marca 2022 r.

O skali strat mówią same liczby: z magazynu nr 1 większość akt uległa spaleniu, jak czytamy w raporcie, odzyskano jedynie szczątkową ilość. Przed pożarem przechowywano tam ponad 5 tys. mb dokumentów, w tym karty rejestru mieszkańców, karty osobowe mieszkańców, koperty dowodów osobistych oraz książki meldunkowe. Tych ostatnich przed pożarem było ponad 25 tys., ocalało jedynie... 18 sztuk. Łącznie z tego magazynu wydobyto nieco ponad 5 metrów bieżących akt. Wciąż nie wiadomo, ile dokumentów udało się uratować z magazynu numer 2, gdzie przechowywano materiały z Wydziału Architektury i Urbanistyki UMK (jego pracownicy wydają pozwolenia na budowę). Łącznie udało się z niego wydobyć 663 mb z przechowywanych tam blisko 6 tys. metrów. Z trzeciego magazynu nie wydobyto nic: wszystkie akta (dokumentacja niearchiwalna w większości z krótkim okresem przechowywania) uległy zniszczeniu w wyniku pożaru bądź zainfekowania biologicznego.

Najwięcej wiemy na temat odratowanej dokumentacji z magazynu nr 4. Z ponad 4,5 tys. mb wydobyto 196 metrów. W tym przypadku skala strat też robi wrażenie. W magazynie przechowywano 832 metry akt, pochodzące z Wydziału Skarbu UMK - wydobyto jedynie 33 metry. Odratowana dokumentacja dotyczy sprzedaży nieruchomości, wywłaszczeń, przekształcenia użytkowania wieczystego oraz wykupu mieszkań.

Z kolei z 501 metrów bieżących akt z Wydziału Geodezji urzędu miasta uratowano 15 m dokumentów, dotyczących podziałów gruntów czy komunalizacji mienia Skarbu Państwa.

Urzędnicy naciskali, by szybko rozpoczynać wydobywani kolejnych akt, widząc, jak dokumenty szybko niszczeją
Urzędnicy naciskali, by szybko rozpoczynać wydobywani kolejnych akt, widząc, jak dokumenty szybko niszczeją UMK

Tymczasem miasto przekonuje, że planuje odbudowę zniszczonych hal. Kiedy? Tego jeszcze nie wiadomo. Gmina chce wyciągnąć wnioski z pożaru, możliwe, że budynki będą miały inne zabezpieczenia niż te, które uległy zniszczeniu, jednak by te wnioski wyciągnąć, miasto musi poczekać na ustalenia prokuratury, która wciąż bada, co było przyczyną pojawienia się ognia w archiwum. - Odbudowywane obiekty muszą uwzględniać te okoliczności, tak aby sytuacja, która miała miejsce, już się nie powtórzyła - może chodzić tutaj zarówno o system przeciwpożarowy jak i samą konstrukcję poszczególnych obiektów budowlanych - tłumaczy Monika Chylaszek, rzecznik prezydenta Jacka Majchrowskiego. Śledztwo toczy się pod kątem umyślnego sprowadzenia zdarzenia, które zagraża mieniu wielkich rozmiarów.

Na wyniki postępowania trzeba jeszcze poczekać, podobnie jak na pełną listę dokumentów, które uległy zniszczeniu. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że straty faktycznie są bardzo duże. - Z punktu widzenia historyka, zajmującego się dziejami miasta, jego budynków oraz mieszkańców, mogę stwierdzić, że w wyniku pożaru utraciliśmy wspaniałe źródła informacji, których przeważnie nie da się niczym zastąpić, bowiem nie zostały odnotowane w innej dokumentacji. Szczególnie cenne były koperty dowodów osobistych - pochodzące z czasów powojennych, a zawierające dokumenty sięgające czasów wojny i wcześniejsze, zdjęcia, a czasem także przyznane odznaczenia - mówi w rozmowie z nami dr Kamila Follprecht, zastępca dyrektora Archiwum Narodowego w Krakowie. Wielu osobom takie materiały przydawały się do udowadniania trudnej historii swojego życia w okresie powojennym.

Follprecht dodaje, że z utraconych niestety ksiąg meldunkowych można było się dowiedzieć, pod jakim adresem dana osoba mieszkała i skąd przybyła do Krakowa. - Był to świetny materiał nie tylko dla historyków, ale również genealogów - podkreśla.

Jej zdaniem wciąż nie wiadomo, czy wszystkie akta, które udało się wydobyć i zamrozić, przetrwają. - Teraz będą przekazywane specjalistom, którzy zajmą się ich ratowaniem - będą przez nich rozmrażane i osuszane. Cały proces potrwa bez mała lata. Gdy się zakończy, będziemy następnie ewidencjonować dokumenty i wtedy tak naprawdę okaże się, które będą dalej mogły służyć archiwum czy urzędom - dodaje wicedyrektor Archiwum Narodowego. Co ważne, jeżeli np. na zachowanych dokumentach pieczęć urzędowa, podpis czy ważna część pisma będzie nieczytelna, wówczas jego wartość dowodowa może być podważona.

Przy ulicy Na Załęczu wciąż trwa ratowanie cennych dokumentów

Kraków. Do ratowania cennych akt z pożaru archiwum zaangażow...

Zrozpaczeni skalą strat są pasjonaci, którzy w archiwum odnajdywali cenne dokumenty. Kilka lat temu obiekty przy ulicy Na Załęczu odwiedził Bogdan Cisak, który interesuje się historią piłki nożnej. W archiwum badał sprawy związane z klubami piłkarskimi. - W spalonych budynkach znajdowały się m.in. akta dotyczące Hutnika Kraków, pochodzące z lat 1956 do 1975 roku. Gdy usłyszałem o pożarze, byłem w głębokim szoku. Niektóre dokumenty pokrywają się co prawda z tymi, które znajdują się w Archiwum Narodowym w Krakowie, ale na pewno nie wszystkie - podkreśla Cisak.

W krakowskim archiwum znajdowały się również akta, dotyczące statutów i sprawozdań klubów piłkarskich. - Można się było z nich dowiedzieć, kiedy klub zmieniał nazwę i kiedy uzyskiwał osobowość prawną oraz kto zakładał klub. To bardzo ważne, bo np. Hutnik Kraków został założony w 1950 roku, ale najpierw funkcjonował jako koło sportowe, dopiero w 1957 roku uzyskał osobowość prawną. W teczce Hutnika na przykład znajdowała się lista założycieli. Mało kto wie, że po 1957 funkcjonował taki klub jak Legia Kraków. Takie informacje można było odnaleźć właśnie w archiwum - dodaje. Czy takie dokumenty również uległy zniszczeniu w wyniku pożaru bądź w trakcie akcji gaśniczej? Na razie odpowiedzi brak.

- Nawet nie wiedziałem, że dokumenty dotyczące Hutnika się tam znajdują - mówi prezes Hutnika Artur Trębacz. - Są to na pewno dokumenty jeszcze sprzed powstania stowarzyszenia (Nowy Hutnik 2010 - przyp. red.). Formalnie, jako stowarzyszenie, nie mamy do nich praw. Należały do sportowej spółki akcyjnej Hutnik, która upadła i jej dokumentacja gdzieś została zdeponowana, najprawdopodobniej w archiwum miejskim - dodaje Trębacz.

A jeśli okazałoby się, że dokumenty lub ich część uległy zniszczeniu? Jak duża byłaby to strata dla Hutnika? W archiwum znajdował się np. odpis z wykazu członków założycieli KS Hutnik Nowa Huta. - To byłaby strata dla wszystkich, bo odtwarzanie tej historii byłoby później utrudnione dla dalszych pokoleń. Publikacji o Hutniku zbyt wiele się nie ukazało. Ta wiedza czekała może nawet na to, żeby ktoś się podjął spisania tej historii. W przypadku utraty dokumentów będzie to utrudnione - analizuje Trębacz.

Dodaje: - Możemy tylko czekać na rozwój wypadków. Na pewno istnieje lista dokumentów, które znajdowały się w archiwum, teraz ktoś pewnie będzie je inwentaryzował. Pewnie w którymś momencie dowiemy się, czy zniszczone zostały dokumenty dotyczące Hutnika.

Dokumenty dotyczące Hutnika Kraków
Dokumenty dotyczące Hutnika Kraków Bogdan Cisak

Potężną skalą strat zszokowani są również miejscy radni. - Pojawiają się coraz bardziej niepokojące dane. Niepokojący jest już sam fakt wybuchu pożaru w dwóch halach, które powinny stanowić swoistą zaporę przeciwogniową, a mimo to uległy zniszczeniu. Jeśli chodzi zaś o same straty, trzeba pamiętać, że w archiwum znajdowały się nie tylko dokumenty ważne z punktu widzenia historycznego. Były tam również akta indywidualnych spraw mieszkańców - niektóre mogłyby się przydać podczas postępowań administracyjnych czy sądowych, ale zapewne większości nie uda się uratować - podkreśla Michał Drewnicki z PiS.

Współpraca: Tomasz Bochenek

Wideo

Komentarze 20

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Pozizoe
Co się miało spalić, to się spaliło... Nikt mnie nie przekona że pożar w nowoczesnym archiwum wybuchł przypadkowo i że mimo instalacji przeciwpożarowej przez tyle dni nie dało się go ugasić. Mój siedmioletni syn może by to łyknął ale nikt dorosły i o zdrowych zmysłach nie ma wątpliwości co się tutaj stało. Mamy cholernego pecha zarówno do władz lokalnych, samorządowych jak i centralnych - banda kryminalistów kręcąca swoje ciemne interesy w superbezczelny, prawie jawny sposób. Boże, jeśli tylko istniejesz, miej to miasto w swojej opiece. Chociaż może to bez sensu i sprawa jest na tyle beznadziejna że powinniśmy podzielić los Sodomy i Gomory??
G
Gość
26 października, 15:19, MAX:

Zabawne przyczyną pożaru ma być zły projekt hali? :-)))))))) Czy komuś się coś zapaliło kiedy z wrażenia bo bo to był zły projekt?? :-)))

Jak to możliwe ze ludzi można tak strasznie ogłupić żeby nie widzieli co się stało?!!! Pożar w dwóch halach!! Czy wy myślicie że dokumenty leżały na kupie luzem że się zapaliły? Co w takiej hali mogło być tak łatwo palne, że pożar tak szybko się rozwinął i w takiej skali? Dlaczego nie zadziałał system antypożarowy? Naiwni myślicie, że to papier dlatego tak się zapaliło i myślicie że papier tak szybko się zapala i pali. To spróbujcie spalić jakąś książkę to się zdziwicie jak trudno ją spalić. I nie chodzi o sam fakt pożaru bo temperatura jaka się wytwarza po pewnym czasie jest ogromna i wszystko pochłonie, ale chodzi o moment rozpalania się ognia. W takich warunkach zwarcie instalacji elektrycznej nie zrobiło by nic! Tylko wysiadł by prąd. To widać jak na dłoni że ktoś ordynarnie podpalił archiwum i jakiś powód tego był dla kogoś kto to zlecił. Jakimś dziwnym trafem nie ma informacji o tym co było powodem pożaru. Magistrat to sitwa która ma prokuraturę na posyłki. Można by powiedzieć że archiwum dlatego się tak długo paliło bo Majchrowski kazał dowozić tam kolejne dokumenty.

Najzabawniejsze jest to że naiwniacy piszący i mówiący o błędach w projekcie itp. nie widzą tego że przy byle gównianym zapaleniu się nawet śmietnika zawsze ktoś szybko powiadamia straż, a tu dopóki się dobrze nie zaczęło hajcować nikt nie widział że coś się dzieje? Pożar bez dymu? To tylko benzyna. Miejcie trochę wyobraźni i nie łykajcie propagandy dla idiotów że to wada projektu itd. Poukładane dokumenty, odizolowane od kabli elektrycznych, tlących się papierosów, wszystkiego co może powodować pożar, w Hali kable elektryczne nie były układane przez Januszy tylko elektryków którzy mieli szefa odbierającego prace. Takie rzeczy nie dzieją się same i musza mieć certyfikat odbioru. Nie rozumiecie że takiej budowy nie robi się na oko i Januszami z łapanki? Wszystko musi być na papierze i z pieczątką. Archiwum wyglądem przypomina serwerownię. Tylko że w serwerowni wszystko jest podłączone do prądu! Słyszeliście o pożarze w serwerowni? A tu ma co się zapalić. Każdy kto ma pojęcie o instalacjach elektrycznych wie, że w świeżo wybudowanym budynku pożar może powstać ale w Rosji gdzie nawaleni elektrycy pomylili przyłącza i poszło napięci trzy razy większe niż powinno. Tu tak się nie stało bo obiekt działał.

Niby tak niby nie. Dokumenty w zwartej formie są trudno zaplane fakt, ale w archiwach często przechowuje się również pudła archiwalne, które są zazwyczaj zrobione ze zwykłej tektury falistej i do tego magazynowane w arkuszach więc o zapłon nie trudno to raz. Dwa do zapłonu niekoniecznie potrzebne jest zwarcie w instalacji wystarczy wadliwy odbiornik.

M
MAX
26 października, 6:54, Ehh:

Majstersztyk na miarę PORTU w Libanie.

Jak ktoś powiedział, że długo się pali bo Majchrowski kazał dowozić kolejne dokumenty.

M
MAX
26 października, 8:20, Gość:

Art. 30 ust. 1 pkt 3 ustawy o samorządzie...zadania wójta czyli prezydenta to gospodarowanie mieniem komunalnym czyli za spalenie obiektu powinien odpowiadać kto?

26 października, 08:30, Gość:

Zakładając, że prokuratura ustali, że do pożaru doszło z powodu zaniedbań a nie wypadku, albo błędów projektowych.

26 października, 10:29, Gość:

urząd kontrolny nadzorujący UMK powinien pierwszy się tłumaczyć z zaniedbań....chyba są jakieś normy dla archiwów

26 października, 10:50, Gość:

Chyba Archiwa Państwowe sprawują taki nadzór.

26 października, 13:19, Gość:

a nie Wojewoda? a poza tym za digitalizację powinien odpowiedzieć Nadzorca budynku archiwum

26 października, 15:09, Gość:

Archiwa Państwowe odpowiadają za narodowy zasób archiwalny, to one wydają wytyczne i przeprowadzają kontrole, a co digitalizacji to niestety nie ma obowiązku, a wiadomo jak nie trzeba to się nie robi bo kasy szkoda.

Ty z powodu jakich zaniedbań? Ktoś zostawił zapaloną świeczkę pod sznurkiem do kanistra z benzyną? Widziałeś żeby coś się zapaliło z powodu błędów projektowych? Rozumiem że nie rozumiesz i nie wiesz jak wygląda odbiór takiego budynku, ale żeby pieprzyć o pożarze z powodu błędów projektowych to chyba trzeba być pracownikiem TVN. Może błędów projektowych instalacji bo chyba nie ma człowieka który rozumie że to jedyne możliwe źródło zapalenia się archiwum i to w dwóch halach naraz :-)))) W archiwum dokumentów środki łatwo palne? :-))) Janusz z papierosem na butelką substancji wybuchowej? :-))) Zamiast rozliczać to się zabierz najpierw za myślenie.

M
MAX
Zabawne przyczyną pożaru ma być zły projekt hali? :-)))))))) Czy komuś się coś zapaliło kiedy z wrażenia bo bo to był zły projekt?? :-)))

Jak to możliwe ze ludzi można tak strasznie ogłupić żeby nie widzieli co się stało?!!! Pożar w dwóch halach!! Czy wy myślicie że dokumenty leżały na kupie luzem że się zapaliły? Co w takiej hali mogło być tak łatwo palne, że pożar tak szybko się rozwinął i w takiej skali? Dlaczego nie zadziałał system antypożarowy? Naiwni myślicie, że to papier dlatego tak się zapaliło i myślicie że papier tak szybko się zapala i pali. To spróbujcie spalić jakąś książkę to się zdziwicie jak trudno ją spalić. I nie chodzi o sam fakt pożaru bo temperatura jaka się wytwarza po pewnym czasie jest ogromna i wszystko pochłonie, ale chodzi o moment rozpalania się ognia. W takich warunkach zwarcie instalacji elektrycznej nie zrobiło by nic! Tylko wysiadł by prąd. To widać jak na dłoni że ktoś ordynarnie podpalił archiwum i jakiś powód tego był dla kogoś kto to zlecił. Jakimś dziwnym trafem nie ma informacji o tym co było powodem pożaru. Magistrat to sitwa która ma prokuraturę na posyłki. Można by powiedzieć że archiwum dlatego się tak długo paliło bo Majchrowski kazał dowozić tam kolejne dokumenty.

Najzabawniejsze jest to że naiwniacy piszący i mówiący o błędach w projekcie itp. nie widzą tego że przy byle gównianym zapaleniu się nawet śmietnika zawsze ktoś szybko powiadamia straż, a tu dopóki się dobrze nie zaczęło hajcować nikt nie widział że coś się dzieje? Pożar bez dymu? To tylko benzyna. Miejcie trochę wyobraźni i nie łykajcie propagandy dla idiotów że to wada projektu itd. Poukładane dokumenty, odizolowane od kabli elektrycznych, tlących się papierosów, wszystkiego co może powodować pożar, w Hali kable elektryczne nie były układane przez Januszy tylko elektryków którzy mieli szefa odbierającego prace. Takie rzeczy nie dzieją się same i musza mieć certyfikat odbioru. Nie rozumiecie że takiej budowy nie robi się na oko i Januszami z łapanki? Wszystko musi być na papierze i z pieczątką. Archiwum wyglądem przypomina serwerownię. Tylko że w serwerowni wszystko jest podłączone do prądu! Słyszeliście o pożarze w serwerowni? A tu ma co się zapalić. Każdy kto ma pojęcie o instalacjach elektrycznych wie, że w świeżo wybudowanym budynku pożar może powstać ale w Rosji gdzie nawaleni elektrycy pomylili przyłącza i poszło napięci trzy razy większe niż powinno. Tu tak się nie stało bo obiekt działał.
G
Gość
26 października, 8:20, Gość:

Art. 30 ust. 1 pkt 3 ustawy o samorządzie...zadania wójta czyli prezydenta to gospodarowanie mieniem komunalnym czyli za spalenie obiektu powinien odpowiadać kto?

26 października, 08:30, Gość:

Zakładając, że prokuratura ustali, że do pożaru doszło z powodu zaniedbań a nie wypadku, albo błędów projektowych.

26 października, 10:29, Gość:

urząd kontrolny nadzorujący UMK powinien pierwszy się tłumaczyć z zaniedbań....chyba są jakieś normy dla archiwów

26 października, 10:50, Gość:

Chyba Archiwa Państwowe sprawują taki nadzór.

26 października, 13:19, Gość:

a nie Wojewoda? a poza tym za digitalizację powinien odpowiedzieć Nadzorca budynku archiwum

Archiwa Państwowe odpowiadają za narodowy zasób archiwalny, to one wydają wytyczne i przeprowadzają kontrole, a co digitalizacji to niestety nie ma obowiązku, a wiadomo jak nie trzeba to się nie robi bo kasy szkoda.

G
Gość
26 października, 13:14, Gość:

Przestańcie już z tymi książkami meldunkowymi Lema i Szymborskiej! Raport powinien wyglądać jasno i czytelnie: miło nam poinformować, że akcja niszczenia dowodów świadczących o korupcji i niekompetencji ekipy zarządzającej Krakowem w ciągu ostatnich lat, została uwieńczona pełnym sukcesem. Nie ostał się żaden dokument z którego wynika, że wiele decyzji w zakresie inwestycji były wydawanych z rażącym naruszeniem przepisów lub nawet wbrew obowiązującemu prawu. Co wybudowane - zostanie, czego jeszcze nie zbudowano - zbuduje się, a wszyscy spać będą spokojnie zadowoleni z korzyści osiągniętych uczciwą pracą. Dziękuję za wypowiedź.

Jak wiesz, że doszło do przestępstwa to zgodnie z prawem masz obowiązek poinformować prokuraturę, aha tylko poza teorią spiskową trzeba mieć uzasadnione podejrzenie :-)

G
Gość
26 października, 8:20, Gość:

Art. 30 ust. 1 pkt 3 ustawy o samorządzie...zadania wójta czyli prezydenta to gospodarowanie mieniem komunalnym czyli za spalenie obiektu powinien odpowiadać kto?

26 października, 08:30, Gość:

Zakładając, że prokuratura ustali, że do pożaru doszło z powodu zaniedbań a nie wypadku, albo błędów projektowych.

26 października, 10:29, Gość:

urząd kontrolny nadzorujący UMK powinien pierwszy się tłumaczyć z zaniedbań....chyba są jakieś normy dla archiwów

26 października, 10:50, Gość:

Chyba Archiwa Państwowe sprawują taki nadzór.

a nie Wojewoda? a poza tym za digitalizację powinien odpowiedzieć Nadzorca budynku archiwum

G
Gość
Przestańcie już z tymi książkami meldunkowymi Lema i Szymborskiej! Raport powinien wyglądać jasno i czytelnie: miło nam poinformować, że akcja niszczenia dowodów świadczących o korupcji i niekompetencji ekipy zarządzającej Krakowem w ciągu ostatnich lat, została uwieńczona pełnym sukcesem. Nie ostał się żaden dokument z którego wynika, że wiele decyzji w zakresie inwestycji były wydawanych z rażącym naruszeniem przepisów lub nawet wbrew obowiązującemu prawu. Co wybudowane - zostanie, czego jeszcze nie zbudowano - zbuduje się, a wszyscy spać będą spokojnie zadowoleni z korzyści osiągniętych uczciwą pracą. Dziękuję za wypowiedź.
G
Gość
26 października, 8:20, Gość:

Art. 30 ust. 1 pkt 3 ustawy o samorządzie...zadania wójta czyli prezydenta to gospodarowanie mieniem komunalnym czyli za spalenie obiektu powinien odpowiadać kto?

26 października, 08:30, Gość:

Zakładając, że prokuratura ustali, że do pożaru doszło z powodu zaniedbań a nie wypadku, albo błędów projektowych.

26 października, 10:29, Gość:

urząd kontrolny nadzorujący UMK powinien pierwszy się tłumaczyć z zaniedbań....chyba są jakieś normy dla archiwów

Chyba Archiwa Państwowe sprawują taki nadzór.

G
Gość
a ktoś zbadał w ogóle, że MDK przy al. 29 Listopada ucierpiał w pożarze? Wykonawca zrobił remont....coś się pokłócili między jednostką miejską...za chwilę wszystko spłonęło...przypadek? podobno Wykonawca przegrał w Sądzie ale nie znam ostatecznych decyzji
G
Gość
26 października, 8:20, Gość:

Art. 30 ust. 1 pkt 3 ustawy o samorządzie...zadania wójta czyli prezydenta to gospodarowanie mieniem komunalnym czyli za spalenie obiektu powinien odpowiadać kto?

26 października, 08:30, Gość:

Zakładając, że prokuratura ustali, że do pożaru doszło z powodu zaniedbań a nie wypadku, albo błędów projektowych.

26 października, 10:29, Gość:

urząd kontrolny nadzorujący UMK powinien pierwszy się tłumaczyć z zaniedbań....chyba są jakieś normy dla archiwów

ale przede wszystkim winny inspektor, który zmodyfikował projekt archiwum i na czyje zlecenie to robił?

G
Gość
26 października, 8:20, Gość:

Art. 30 ust. 1 pkt 3 ustawy o samorządzie...zadania wójta czyli prezydenta to gospodarowanie mieniem komunalnym czyli za spalenie obiektu powinien odpowiadać kto?

26 października, 08:30, Gość:

Zakładając, że prokuratura ustali, że do pożaru doszło z powodu zaniedbań a nie wypadku, albo błędów projektowych.

urząd kontrolny nadzorujący UMK powinien pierwszy się tłumaczyć z zaniedbań....chyba są jakieś normy dla archiwów

G
Gość
Czy naprawdę prokuratura musiała tak długo trzymać teren zamknięty, przecież wiadomo było że czas jest najważniejszy.
G
Gość
26 października, 8:20, Gość:

Art. 30 ust. 1 pkt 3 ustawy o samorządzie...zadania wójta czyli prezydenta to gospodarowanie mieniem komunalnym czyli za spalenie obiektu powinien odpowiadać kto?

Zakładając, że prokuratura ustali, że do pożaru doszło z powodu zaniedbań a nie wypadku, albo błędów projektowych.

Dodaj ogłoszenie