Tymek omal nie umarł przez "kreta". Możesz pomóc

Paweł Chwał
Tymek w szpitalu w Polanicy Zdroju tuż przed wtorkową operacją. Zabieg zakończył się sukcesem. Dziecku przeszczepiono do buzi skórę z innej części ciała. Przed nim wieloletnia rehabilitacja
Tymek w szpitalu w Polanicy Zdroju tuż przed wtorkową operacją. Zabieg zakończył się sukcesem. Dziecku przeszczepiono do buzi skórę z innej części ciała. Przed nim wieloletnia rehabilitacja archiwum rodzinne
Chłopczyk bez problemu otworzył opakowanie ze żrącymi granulkami do udrażniania rur i włożył jego zawartość do ust. Przypłacił to poważnymi obrażeniami przełyku i krtani. Dziecko oddycha przez specjalną rurkę, a pokarm przyjmuje przez sondę podłączoną bezpośrednio do żołądka. Operacja, którą przeszedł we wtorek, daje cień nadziei, że uśmiech znów zagości na jego buzi.

Maleńki Tymek dostał się do fabrycznie zamkniętego opakowania z granulatem do udrażniania rur, otworzył je i zaczął połykać. Spanikowani rodzice próbowali go ratować przepłukując buzię wodą, ta jeszcze spotęgowała działanie żrącej trucizny. Chłopiec przeżył, ale granulki wypaliły mu przełyk i krtań. Oddycha przez specjalną rurkę, a pokarm przyjmuje jedynie w płynie przez sondę podłączoną bezpośrednio do żołądka. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek będzie mówił.

Trucizna leżała na ławie

Wystarczył moment, chwila nieuwagi rodziców. - Tymek zaczynał akurat chodzić, wszystko go interesowało. Zostawiłem go na 30 sekund bez opieki - wzdycha Robert Kasprzyk, tata Tymoteusza. - Teraz już wiem, że nie powinienem był tego robić. Wtedy nie przypuszczałem jednak, że cokolwiek złego może mu się przytrafić we własnym domu. Przecież był tuż za ścianą, pięć metrów ode mnie.

Mężczyzna do dzisiaj nie może sobie darować tego, że przyniósł do mieszkania plastikowy pojemnik z granulatem do udrażniania rur, czyli z popularnym "kretem". - Był zamknięty fabrycznie oryginalną zakrętką, którą teoretycznie dzieci, zwłaszcza takie małe jak Tymek, nie powinny były odkręcić. Położyłem opakowanie na ławie w przedpokoju i poszedłem przywitać się z żoną, która akurat przygotowywała obiad w kuchni. Po chwili usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk starszej córki Lilianki - relacjonuje dębiczanin.

Wypaliło mu buzię

Gdy rodzice wybiegli sprawdzić co się stało, zobaczyli w przedpokoju synka z pianą wydobywającą się z ust i otwartym "kretem" w dłoniach maluszka. Dziecko nie było w stanie już krzyczeć. Błyskawicznie rzucili mu się na ratunek, starając się przede wszystkim usunąć żrącą substancję z buzi. - Nie wiedzieliśmy co robić, jak mu pomóc. Próbowaliśmy przemyć mu usta wodą, ale ta jeszcze przyspieszyła rozpuszczenie granulek. Dopiero potem dowiedziałem się, że jeśli już chciałem mu przepłukać usta, to powinienem był użyć mleka, a nie wody - mówi pan Robert.

Kasprzykowie mieszkają w centrum Dębicy. Nie zastanawiając się długo, wsadzili syna do samochodu i po kilku minutach byli już na izbie przyjęć miejscowego szpitala. W ciągu kwadransa karetka z poparzonym dzieckiem jechała już na sygnale do szpitala w Rzeszowie, gdzie lekarze zdecydowali o założeniu Tymkowi rurki tracheostomijnej. Było to niezbędne, aby zapobiec uduszeniu się dziecka. Chłopczyk miał obrzęk górnych dróg oddechowych i pokarmowych oraz silnie spuchnięte usta i przełyk.
Nazajutrz przetransportowano go do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. Przez 5 tygodni utrzymywany był w śpiączce farmakologicznej, aby rany mogły się zagoić.

Ponieważ Tymek ma uszkodzony przewód pokarmowy, początkowo był żywiony dożylnie. Później założono mu na brzuszku sondę, przez którą pokarm jest bezpośrednio podawany do żołądka.

Operacja dała nadzieję

Leczenie Tymka może potrwać nawet kilka lat i nie ma gwarancji, że uda się przywrócić jego pierwotną sprawność. U chłopca doszło bowiem do całkowitego zwężenia przełyku oraz deformacji krtani, które mogą zostać usunięte jedynie w sposób operacyjny. W obrębie jamy ustnej jest jednocześnie mnóstwo zrostów, które powodują, że dziecko nie było w stanie otworzyć buzi szerzej niż na 2 centymetry.

Pierwszym krokiem do tego, aby mu pomóc była wykonana w miniony wtorek operacja w Polanicy Zdroju. - Profesor jest zadowolony. Pobrano z pośladka i przeszczepiono skórę o powierzchni większej niż dłoń. Wszystkie zrosty i przykurcze usunięto, a przy okazji uwolniono dolną wargę i policzki. Jest dobrze. Czekamy na gojenie. Chwała Panu Bogu - napisał do nas tuż po operacji w SMS-ie pan Robert.

Cierpi dziecko, cierpi tata

Teraz chłopca czekają kolejne 3-4 tygodnie cierpienia. Aby przeszczepy się przyjęły, a rany pooperacyjne zagoiły, dziecko nie może gwałtownie ruszać ustami i buzią. Te muszą zostać unieruchomione. - Serce kraje mi się patrząc na synka, bo on nie rozumie tego, dlaczego każe się mu leżeć nieruchomo, że to dla jego dobra. Najgorsze jest to, że on nie jest niczemu winien, że to co go spotkało, to skutek zaniedbania dorosłych - mówi z goryczą w głosie Robert Kasprzyk. - Ja nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Będzie mnie to prześladować do końca życia. Nie zdałem egzaminu jako ojciec. Mogę jedynie przestrzegać innych, aby pilnowali swoje dzieci najlepiej jak potrafią i nie spuszczali z nich oczu, zwłaszcza kiedy są w takim wieku, jak Tymek i zaczynają poznawać świat.

Mężczyzna zastanawiał się nad tym, czy nie pozwać producenta granulatu o to, że zamknięcie pojemnika, w którym był on sprzedawany, nie spełniło swojej funkcji, ale ostatecznie zrezygnował z tego. - Nie mam pieniędzy na adwokatów. Są mi one bardziej potrzebne na leczenie synka - tłumaczy.

Wykonana we wtorek operacja daje nadzieję na to, że Tymek będzie mógł kiedyś w miarę normalnie funkcjonować. - Do pełni szczęścia jest jeszcze długa droga. Nie wiadomo przede wszystkim, czy uda się odtworzyć nagłośnię, która zamyka wejście do krtani w czasie połykania i zapobiega wpadnięciu do niej pokarmu i śliny, a jednocześnie odpowiada za wytwarzanie głosu - mówi już niczym lekarz Robert Kasprzyk, który wciąż nie traci nadziei na to, że usłyszy jeszcze, jak Tymek powie do niego "tata".

Możesz pomóc

Tymoteuszowi można pomóc wpłacając datki na konto fundacji Śnieżki "Twoja Szansa: nr konta 23 8642 1139 2013 3902 8554 0001 lub przekazując 1 proc. podatku w zeznaniu PIT - nr KRS 0000231088.

Pomaga mu również fundacja "Zdążyć z pomocą" (nr konta: 15 1060 0076 0000 3310 0018 2615, KRS: 0000037904 wpisując cel szczegółowy: 25277 Kasprzyk Tymoteusz.

Przerażające wypadki ze żrącymi chemikaliami

Dwa lata temu przed sądem w Szczecinie zapadł wyrok, który wytoczył jednej z firm produkujących granulat do udrażniania rur ojciec 2,5-letniego Adrianka. Decyzją sądu firma miała zapłacić rodzicom 100 tysięcy złotych odszkodowania. Chłopiec był z rodzicami na zakupach w markecie. W pewnym momencie ściągnął opakowanie z granulatem z półki. Prawdopodobnie myślał, że to cukierki. Żrące granulki poparzyły mu twarz, gardło, przełyk. Miesiąc leżał w śpiączce, przeszedł szereg operacji. Po wypadku firma wprowadziła w opakowaniach nowe nakrętki , które wymagają większej siły docisku przy otwieraniu. Wprowadzono też dodatkową folię zabezpieczającą, której otwarcie jest niemożliwe bez ostrego narzędzia.

W kwietniu 2012 roku półtoraroczny Witek w prywatnym Żłobku w Zielonkach pod Krakowem wypił żrący płyn do zmywarek. Chłopiec bez problemu sięgnął po płyn, który przelano do butelki po popularnym "Kubusiu" i zostawiono go w ogólnodostępnej jadalni połączonej z szatnią dla dzieci. Właścicielka żłobka w śledztwie przyznała, że to ona przelała płyn z oryginalnego pojemnika do mniejszego. Dziecko doznało poparzeń drugiego stopnia przełyku i żołądka.

Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
"Gazeta Krakowska" na Youtubie, Twitterze i Google+
Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kasia

wasze komentarze są żałosne. Nawet nie wyobrażacie sobie jaką traume przechodzą rodzice i dziecko. To był nieszczęśliwy wypadek. Tata zostawił torbę z zakupami na stole poszedł przywitać się z żoną, zdjąć buty to wystarczyła chwila.
Poznałam osobiście tatę Tymka i Tymusia. Bardzo grzeczne dziecko, kochający ojciec. Wystarczy to, że sam siebie obwinia chodź nie powinien. Straszny ból dla całej rodziny. Ja wierzę, że z czasem wszystko wróci do normy i Tymek zacznie mówić.
DUŻO modlitwy i cierpliwości.

K
Kaja

Jestescie naprawde bez serca. OK stalo sie cos strasznego, czy te osoby ktore takie komentarze napisaly moga same powiedziec ze zadnej pomylki w zyciu nie zrobily?....Ze nic nigdy niestalo sie przez ich nieuwage? Niesadze!
Niestety ta pomylka kosztowala dziecinke bardzo duzo, a wy jako DOROSLI LUDZIE zamiast pomoc i wspierac, krytykujecie i takie rzeczy piszecie? Jakie to smutne ze w innych krajach ludzie pomagaja jak moga, a wy zamiast pomuc tylko obrazacie.
Ktos kiedys powiedzial : "Jesli niemasz nic madrego do powiedzenia .....lepiej nic niemow".

M
Marta - zwykla mama

Czytajac wszystkie komentarze , poczulam ogromny smutek i wstyd . Dodajmy otuchy rodzicom i malemu Tymkowi . Okazmy serce i czlowieczenstwo . Skad mamy pewnosc ,ze to my w przyszlosci nie bedziemy potrzebowac zwyklej ludzkiej dobroci . Tak latwo jest krytykowac , jeszcze latwiej ranic innych. Do Roberta i Marty i slicznego Tymka: wierze ze wszyscy jestesmy w stanie wam pomoc i goraco sie modle o to ,aby tylko ta mysl przyswiecala wszystkim ludziom.

a
aga

piszesz tak ,bo nie masz masz dzieci!!!

k
kret

najlepiej , gdy na konto wpłacą: tatuś i mamusia !! Oni to właśnie winni opiekować się małym dzieckiem!!

d
dana

Tez jestem babcią i widzę jak dzisiaj młodzi rodzice są beztroscy dziecko swoje oni swoje.Mam pod nosem plac zabaw i widzę te mamusie komórka w ręce gadu gadu a dziecko się pląta bo kto się z nim pobawi.A o zachowaniu w sklepach nie wspomnę tragedia !!!!!!!!!!!!!!!!

m
matka

Od 11 lat-czyli odkąd pojawiło się w moim domu dziecko nie zakupiłam żadnego środka żrącego.I żyję.Po co kusić los.A już zostawiać dziecko sam na sam z taki m środkiem-bez komentarza.

m
matka i babcia.

Dzisiejsi rodzice sami zachowują się jak dzieci ,bo kto przy zdrowych zmysłach zostawia truciznę w zasięgu ręki dziecka. Dziecko też należy nauczyć słów NIE WOLNO , NIE RUSZ, CZEKAJ itp.Jedyne pocieszenie to ,że ojciec do końca swojego życia będzie patrzył na cierpienie swojego dziecka i może innych ostrzeże. Szanowny rodzicu zacznij od dziś.

Dodaj ogłoszenie