A jednak zdecydowana większość ludzi sądzi, że był on wojskowym, utalentowanym dowódcą, doskonałym artylerzystą. Tym był także, ale z zawodu był inżynierem - i o tej części jego chwalebnej biografii chciałbym Państwu opowiedzieć.
Zawód zdobył studiując w warszawskiej Szkole Elementarnej Artylerii i Inżynierii, a następnie (w 1811 roku) kończąc elitarną Szkołę Aplikacyjną Artylerii i Inżynierów. W 1812 roku wyruszył wraz z wyprawą Napoleona do Moskwy i za zasługi na polu walki dostał Legię Honorową. Niestety, Napoleon wojnę z Rosją przegrał i Bem musiał swoje wojskowe talenty wykorzystywać w wojsku Królestwa Polskiego, gdzie go dość mocno ograniczano. Nie mogąc się wykazać inwencją na placu boju, postanowił wykorzystać swój talent techniczny budując i badając rakiety bojowe. Stał się w tym zakresie międzynarodowym autorytetem, a jego książkę na temat doświadczeń z tzw. rakietami kongrewskimi, przetłumaczoną na język niemiecki i wydaną w Weimarze, czytano w całej Europie.
Oczywiście sukcesy Bema sprowadziły na niego zawiść rodaków, więc wytoczono mu proces, zdegradowano i wyrzucono z wojska.
Wrócił wtedy do czysto inżynierskiej profesji i na zlecenie hrabiego Franciszka Potockiego w 1826 roku zajął się uprzemysławianiem jego majątku w Brodach (Galicja).
Zbudował Potockiemu wiele cukrowni i gorzelni, które znacząco zwiększyły dochody z tego majątku, ale społecznie kierował także przebudową klasztoru Karmelitanek we Lwowie. Opracował też nowy system ogrzewania w pałacu Lubomirskich w Przeworsku, a także napisał i wydał książkę "O machinach parowych". Słowem, był bardzo aktywny jako inżynier i menedżer, odnosząc sukcesy także na tym polu.
Jednak wielka polityka ponownie się o niego upomniała. W 1830 roku wybuchło powstanie listopadowe. Bem wziął w nim udział; wykazał się doskonałym kunsztem wojskowym, został mianowany dowódcą artylerii armii czynnej, odznaczony Złotym Krzyżem Orderu Virtuti Militari oraz awansowany do stopnia generała brygady. Niestety, znowu był bohaterem przegranej sprawy i po klęsce powstania musiał emigrować do Paryża.
Tu znowu przypomniał sobie, że jest inżynierem i postanowił podnieść swoje kwalifikacje techniczne, więc został słuchaczem paryskiej Szkoły Dróg i Mostów, a chcąc pomóc w zdobyciu pracy innym Polakom biedującym na emigracji, założył w 1835 roku Towarzystwo Politechniczne Polskie. Ale o Towarzystwie napiszę w następnym felietonie.