Wracamy do naszego nowego cyklu "Góral z importu". Tym razem poznamy Sky'a, czarnoskórego sprzedawcę pamiątek z Krupówek, który już na dobre zadomowił się pod Tatrami.
Pochodzi z Akry - stolicy Ghany w Zachodniej Afryce. Od dziecka zajmował się handlem różnymi souvenirami. Jednak jego kraj do potęg ekonomicznych nawet Afryki nie należy. Dlatego 11 lat temu wyjechał z rodzinnego domu w poszukiwaniu lepszych zarobków. - W moim kraju jest tak, że kiedy kończy się osiemnaście lat, to trzeba utrzymywać siebie i pomagać rodzinie. Wiedziałem, że w Europie jest lepsze życie. W Niemczech miałem wielu kolegów, dlatego postanowiłem tam pojechać - wspomina Sky. Jak pomyślał, tak zrobił. W 2004 roku poszedł do niemieckiej ambasady, prosząc o wizę. Cudów się nie spodziewał, wiedział, że będzie ciężko. Wizy do Niemiec nie dostał, ale że Polska jest blisko i jest w Unii Europejskiej, uznał, że pojedzie nad Wisłę, skąd "przeskoczy" sobie do Berlina. Polacy wizę mu dali bez problemów.
- Przyjechałem do Opola. Tam dowiedziałem się, że nie mogę legalnie przekroczyć granicy polsko-niemieckiej. Polska wówczas nie była w strefie Schengen - mówi Sky. W Opolu kolega zaproponował mu pomoc. Za 700 dolarów chciał go przemycić do Niemiec. Wtedy czarnoskóry góral nie miał tyle w portfelu.
Musiał zostać w Opolu. Jednak wiza, którą dostał w Afryce, była jedynie na rok. Nie miał pieniędzy na powrót do domu, na przemyt, ani na życie. Postanowił poszukać pracy. Pracował na zmywaku, odśnieżał, robił jako palacz. - Po pewnym czasie mój pracodawca zapytał mnie, jak wygląda moja sytuacja z pobytem. Moja wiza się kończyła. Postanowił mi pomóc - opowiada Afrykańczyk.
Zatrudnił go legalnie i tym samym przedłużył jego pobyt nad Wisłą. Wtedy też Sky zaczął od rodziny sprowadzać afrykańskie rzeźby. Na handel.
Z tym asortymentem trafił w 2009 roku pod Giewont.
- Przyjechałem do Zakopanego na majówkę i wynająłem miejsce na targowisku pod Gubałówką. Zapłaciłem za nie 1000 złotych, ale pieniądze szybko się zwróciły. Byłem zadowolony - wspomina Sky. Po długim weekendzie wrócił do Opola. Tam jednak handel aż tak dobrze nie szedł.
A że każdy chce zarabiać więcej i lepiej żyć, wtedy zapadła decyzja o przeprowadzce do Zakopanego. Sky wynajął lokal w tzw. Góralskich Sukiennicach na Krupówkach, gdzie do dziś sprzedaje afrykańskie rzeźby.
Tatry, oprócz pracy, przyniosły mu również miłość. Poznał tutaj Kasię z Kielc. Zakochali się i szybko narodził się owoc tej polsko-afrykańskiej miłości. W 2010 roku na świat przyszła Samira-Zuzanna. Rodzina osiedliła się na stałe w Zakopanem.
- Początki w górach były trudne. Górale musieli się oswoić z nowym sąsiadem. Początkowo traktowali mnie z dystansem, jednak teraz to już jestem "swój" - śmieje się. Początkowo straż graniczna kontrolowała go kilka razy, by sprawdzić, czy ma pozwolenie na pobyt. Podobnie było z aklimatyzacją. Pierwsze zimy ciężko znosił, ciągle chorował.
Bywały również przykre chwile. - W wakacje często zdarzały się sytuacje, że ludzie przyjezdni wyzywali Sky'a , obrażali i wyśmiewali się z niego. Jednak wszyscy tutaj szybko reagowaliśmy. Broniliśmy go - mówi Andrzej Kmin, sprzedawca z Krupówek.
- Faktycznie budził poruszenie wśród naszej społeczności. Na początku to nawet dziewczyny biegały za nim, przynosiły mu kawę. Starały się o jego względy - śmieje się Józef Pawlikowski, sprzedawca sąsiadujący ze Sky'em.
Sky jest "swój" do tego stopnia, że jak trzeba, to i gwarą góralską potrafi coś rzucić.