Dyrekcja zatorskiego ZOL-u przyznaje, że taka sytuacja nie miała się prawa zdarzyć i zapewnia, że wyciągnie konsekwencje w stosunku do personelu, który zawinił.
Emilia Wawro ma 90 lat. Od czterech mieszkała razem z córką i jej mężem. Pod koniec kwietnia staruszka przeszła udar mózgu. Leczenie na oddziale neurologii oświęcimskiego Szpitala Powiatowego trwało do połowy maja. Pacjentka z wypisem i skierowaniem trafiła do ZOL "Caritas" w Zatorze.
- W czwartek, 19 lipca zadzwoniła oddziałowa, że mam mamę zabrać do psychiatryka w Andrychowie, bo ta wariuje - wspomina Halina Czarnik. Jak przyznaje, to była nie pierwsza próba odesłania staruszki do zakładu psychiatrycznego. - Chcieli się jej pozbyć już wcześniej i wywieźli ją na oddział psychiatryczny do Oświęcimia, ale ją stamtąd odesłali z powrotem, bo nie znaleźli choroby psychicznej - dodaje.
Pani Halina zgłosiła się po mamę w poniedziałek o 17. Ze szwagrem zawieźli mamę do Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego w Andrychowie, bo tam kazali jej jechać w Zatorze. - Pielęgniarka zapewniała mnie, że wszystko jest załatwione, a na miejscu okazało się, że nikt nic nie wie. Dobrze, że lekarz dyżurny ulitował się nad nami - mówi pani Halina.
Lekarz Leszek Ramenda przyznaje, że próbował ustalić, kto i z kim załatwiał przyjęcie, ale takiego zgłoszenia nie było. Próba kontaktu z pielęgniarką oddziałową też zakończyła się niepowodzeniem. - Pacjentka nie była agresywna, nic złego się nie działo, co by wymagało przyjęcia na oddział psycho-geriatyczny - mówi lekarz Ramenda. Mimo to zgodził się na przyjęcie pacjentki, by nie została na bruku. Pani Emilia spędziła w andrychowskim szpitalu zaledwie kilka dni. W tym czasie córka znalazła miejsce w zakładzie prowadzonym przez siostry serafitki w Oświęcimiu. Nie mogła wziąć jej do domu, bo sama do najmłodszych nie należy, a jeszcze niedawno straciła męża. Nie poradziłaby sobie z codzienną pielęgnacją leżącej staruszki.
Po kilku dniach pobytu w Oświęcimiu pani Emilia jest uśmiechnięta i jak zapewnia personel, nie wykazuje żadnych objawów nerwowości. - To nie z moją mamą było coś nie tak, tylko z personelem w Zatorze. Mama nie wróci już tam za żadne skarby - mówi rozgoryczona Halina Czarnik.
Powtórne przyjęcie pani Emilii, po interwencji dziennikarzy "Gazety Krakowskiej", zadeklarował ksiądz dyrektor zatorskiego zakładu. - Bez wątpienia zawalił nasz lekarz. Wyciągnę konsekwencje - zapewnia ks. Andrzej Lichosyt.
Dyrektor MORD-u chce ograniczyć ruch "elek" Przeczytaj!
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!