Koszykówka. Wojciech Bychawski, trener AZS AGH Kraków: Mam już trochę dość życia na Dzikim Zachodzie. My pracujemy, inni nas rozdrapują

Przemysław FranczakZaktualizowano 
Wojciech Bychawski od lat jest związany z AZS AGH. Jest również trenerem reprezentacji U14 Andrzej Banas / Polska Press
Rozmowa. - W I lidze byliśmy jedynym klubem, który nie miał absolutnie żadnego finansowego wparcia z miasta - mówi WOJCIECH BYCHAWSKI, trener koszykarzy AZS AGH, którzy spadli z zaplecza ekstraklasy. Kraków znów zniknie z centralnej mapy polskiej męskiej koszykówki.

- Co dalej?
- Jeśli pyta pan o klub, to są robione wstępne plany na kolejny sezon. Na pewno wszyscy chcą, żeby projekt był kontynuowany, a drużyna grała nadal, tyle że znów w drugiej lidze. To już w sumie 11 lat pracy, spadek nie może przekreślać tych wysiłków.

- A co dalej z Panem?
- To jest dobre pytanie. Na razie nie umiem na nie odpowiedzieć. Nie wiem, czy chcę zostać. W tym momencie jestem bardziej na etapie zastanawiania się, czy nie zrobić sobie przerwy i trochę odpocząć. Ostatnie 11 lat były bardzo pracowite, a ostatnie trzy sezony dodatkowo przeplatane emocjami, pozytywnymi i negatywnymi. Jestem tym wszystkim trochę psychicznie zmęczony. Nawet jeżeli odnosiliśmy sukcesy, to wszystko rodziło się w bólach. Niedużo brakło, żeby utrzymać się w I lidze, mimo że odstawaliśmy organizacyjnie. Jednak oczywiście ja, jako trener, biorę całą odpowiedzialność za wynik na siebie. Choć może to była zbyt pochopna decyzja, żeby rzucać się z motyką słońce.

Rajskie wakacje polskich skoczków narciarskich. Na mapie Mal...

- Wyjścia nie było, druga liga była dla was za mała, za słaba.
- Tak, ale to nie ja nie musiałem być trenerem. Kto wie, może ktoś inny w tych partyzanckich warunkach zrobiłby to lepiej? Choć... Zawsze to powtarzam - uczelnia jest wspaniałym mecenasem i dziękuję za lata wsparcia, niemniej żeby wspiąć się na Mount Everest potrzebne są dobre liny i dobry zespół. Można próbować wspiąć się w trampkach i być może ktoś by to zrobił, ale podejrzewam, że dziewięciu na dziesięciu skończyłoby tak jak my, czyli odpadło od ściany przy samym szczycie i poleciało w dół.

- Nie za mocne to porównanie?
- Organizacyjnie i finansowo nie byliśmy gotowi na pierwszą ligą, sportowo, jak się okazało, również. Może mogło się to ułożyć inaczej, ale powiem szczerze, że takie rozstrzygnięcie uważam za sprawiedliwe. W tym sezonie dysponowaliśmy solidnym drugoligowym budżetem. Drugoligowym, podkreślam. Dwukrotnie mniejszym od niektórych naszych rywali. Żeby było jasne - nie skarżę się, tylko opisuję realia. Klub robi wszystko żeby było OK, prezes Mateusz Zubik wykonuje świetną pracę, ludzie wokół również.

- To skąd to rozgoryczenie w Pańskim głosie?
- Rozgoryczenie przemawia przez mnie głównie dlatego, że wkładamy w to mnóstwo pracy, a inni patrzą tylko, kogo od nas wyszarpać. A potem z drużyny zostają zgliszcza, tak jak poprzednio po spadku z pierwszej ligi. W dwa lata podnieśliśmy się z powrotem na poziom mistrzostwa akademickiego, złotych medali w kategorii U20, awansu do pierwszej ligi i wielu fajnych meczów w niej. Emocji trochę dostarczyliśmy, ale teraz znowu zostanie suchy step i nie wiem, czy mam siłę to odbudowywać.

- A zostanie suchy step?
- Wie pan, to jest tak: pracujemy z młodymi ludźmi, wygrywamy z nimi mistrzostwo Polski juniorów U20, a w drzwiach pojawia się lawina agentów, czekających na to, żeby rozdrapać naszą pracę i czerpać z tego korzyści. Jeśli mielibyśmy opisać sytuację w kontekście przyszłości, to drużyny praktycznie już nie ma. Nikt o tym głośno nie mówi, ale taka jest prawda. Nie mam pretensji do zawodników, że chcą się rozwijać i zmieniać swoje życie, szukać nowych wyzwań i lepszych perespktyw. To normalna kolej rzeczy, choć przychodzi taki moment w życiu trenera, że odechciewa się wszystkiego. Zastanawiam się po prostu, czy rozpoczynanie znów pracy u podstaw ma sens.

- Rozterki koszykarskiego pozytywisty.
- Tak, czy zaczynać znów wszystko od początku, żeby ktoś potem zarabiał na tym ciężkie pieniądze? Pracuję z młodym zawodnikiem, dajmy na to, sześć-siedem lat, doprowadzam go do statusu mistrza Polski juniorów, MVP, reprezentanta Polski, a rzesza agentów wyciąga po niego ręce, bo jest wolnym graczem i będzie go sprzedawać z ogromnym zyskiem przez najbliższe 10 lat. I nie chodzi o to, żebym, to ja na nim zarabiał, bo ja nie żyję z koszykówki. Chciałby natomiast żeby wszystko działało na cywilizowanych zasadach, a to jest Dziki Zachód. Nie jest tak, że ja teraz strzelam fochy. Poza wszystkim muszę sobie też poukładać własne życie. Gdybym poświęcił tyle czasu swojemu dziecku, ile poświęcam obcym chłopcom, to w wieku 10 lat mówiłoby biegle w dwóch językach obcych i miało jeszcze inne zdolności.

- Reguły gry to jedna strona medalu, druga jest taka, że męska koszykówka w Krakowie ma pod górę. Dlaczego?
- Prosta sprawa. W pierwszej lidze byliśmy jedynym klubem, który nie miał absolutnie żadnego finansowego wparcia z miasta. To nie są, zaznaczam, pretensje, tylko stwierdzenie faktu. Miasto, za co jesteśmy wdzięczni, bardzo pomogło nam przy organizacji turnieju finałowego mistrzostw w kategorii U20 i wyszło super, natomiast to wszystko. Taka jest polityka władz. Uczelnia jako mecenas nie dysponuje nieograniczonym budżetem, o sponsorów w Małopolsce nie jest łatwo. I jeżeli władze miasta nie będą zainteresowane takimi dyscyplinami jak koszykówka, siatkówka czy piłka ręczna, to będzie ciężko zbudować coś solidnego. Solidnego na poziomie pierwszej ligi, bo nie mówię przecież o ekstraklasie. To już jest inna bajka. A Kraków ma przecież wspaniałe koszykarskie tradycje, zresztą nadal jest prężnym ośrodkiem szkoleniowym. Tyle że potem te dzieciaki muszą szukać szczęścia na drugim końcu Polski. A gdybym zebrał wszystkich wychowanków krakowskich klubów, to bym tę pierwszą ligę ograł.

- Teraz może poszliście w góry w trampkach, ale udało się uzyskać kilka wartościowych rezultatów.
- To taki trochę łabędzi śpiew. Choć rzeczywiście - poległ u nas Śląsk Wrocław, Astoria, Jamalex. Było dużo emocji, efektownych akcji, ludzie chętnie nas oglądali. Wrócę jednak na chwilę jeszcze do kwestii organizacyjnych - w Słupsku doliczyliśmy się 23 osób, które przygotowują halę do meczu. Od ludzi przepychających trybuny przez rozwieszających kokardki po ochronę. U nas mecz przygotowują dwie osoby. Takie są warunki. Zawodnicy sami szykują halę, a po meczu muszą ją sprzątnąć. Jasne, korona im z głowy od tego nie spada, może to uczy ich wręcz pewnych rzeczy. To są jednak te różnice. Generalnie jednak wydaje mi się, że pozostawiliśmy po sobie spory ślad w pierwszej lidze, natomiast końcówka była słaba. Brakło sił, zdrowia, doświadczenia.

- W tym sezonie została wam jeszcze obrona tytułu akademickich mistrzów Polski. Zagracie w najsilniejszym składzie?
- Tak, dla nas to niezwykle ważna i prestiżowa impreza. Zawodnicy udział w niej mają zapisany w kontraktach. Za półtora tygodnia czekają nas półfinały AMP w Lublinie. Potem, mam nadzieję, finał w Warszawie i koniec sezonu. Chłopaki rozjadą się po Polsce, a ja mam tylko nadzieję, że dobrze ich przygotowaliśmy do kolejnych wyzwań. Zawsze powtarzam, że my staramy się również wychowywać tych ludzi, żeby byli ogarnięci. AGH to szkoła koszykówki i życia. I tak, mam nadzieję, zostanie.

Czytaj także

polecane: Plan rozwoju polskiej piłki. Morawiecki: Musimy wygrywać z najlepszymi

Wideo

Materiał oryginalny: Koszykówka. Wojciech Bychawski, trener AZS AGH Kraków: Mam już trochę dość życia na Dzikim Zachodzie. My pracujemy, inni nas rozdrapują - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3