MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Mieszkańcy Uścia Gorlickiego wierni tradycji. Na wielkiej patelni zawieszonej nad ogniskiem usmażyli około trzystu jaj. Pachniało boczkiem,

Halina Gajda
Halina Gajda
Późnym wieczorem zakończyła się tegoroczna Jajocha w Uściu Gorlickim. Na wielkiej patelni zawieszonej nad ogniskiem wylądowało ostatecznie około trzystu jaj, a mistrz tejże patelni przez kilka godzin dwoił się i troił, by na pewno nikt nie wyszedł głodny.

Na tegoroczną Jajochę mieszkańcy zaczęli się schodzić jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem. Jednak nie tylko o jedzenie chodziło w tym spotkaniu – przede wszystkim było to nawiązanie do starej tradycji, gdy w Zielone Świątki gospodarze wychodzi na łąki, do pasterzy. Zabierali ze sobą, co mieli – przede wszystkim jajka, czasem kawałek boczku. Później wszyscy zasiadali przy ognisku, na którym smażyła się jajecznica.

- Było to czas, już po najpilniejszych wiosennych pracach. Wykluły się kurczęta, więc w domach było trochę więcej jajek. Ludzie zaś byli spragnieni kontaktów, więc zabierali, co mieli w domu, zabierali największą patelnię i szli do pasterzy – opowiada Lucyna Piszczek-Sula z KGW w Uściu Gorlickim.

Trzeba było dużo siły i sprytu, by taką jajecznicę przygotować. Cała sztuka polegała bowiem na tym, by utrzymać ją nad ogniem na tyle nisko, by się dobrze rozgrzała, ale też na tyle wysoko, by zawartość nie spaliła się.
- Niegdyś cała okolica, jak okiem sięgnąć usłana była punkcikami pojedynczych ognisk – wspomina pani Alicja.

Przy każdym takim ognisku, najczęściej w pobliżu wikliny czy sitowia, gromadziły się mniejsze lub większe grupki. Opowiadali, śmiali się, wspominali, planowali kolejne prace. Ponieważ pasterska dusza potrzebowała czasem odreagowania, wznoszone od czasu do czasu toasty, nikogo nie gorszyły. W końcu jajocha była tylko raz w roku.
Na stadion w Uściu, gdzie odbywała się tegoroczna jajocha, przyszli i młodsi i starsi. Przy jednym ze stołów spotkaliśmy Ewę Garbowską-Górę, obecną wójt gminy Uście oraz Zbigniewa Ludwiana, którzy rządził gminą w minionej już kadencji.
- Pamiętam jajochy z dzieciństwa, w Ropicy Polskiej, nad rzeką – opowiadał. - Nasza jajecznica nie miała szczypiorku, jak dzisiaj, tylko posypywało się ją macierzanką, której wokół było wtedy pełno – wspominał.

od 7 lat
Wideo

Znaleziono ślady ptasiej grypy w Teksasie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska