Okopy komendanta

    Okopy komendanta

    Zdjęcie autora materiału

    Gazeta Krakowska

    Jeśli Józef Piłsudski zerknie z Wawelu czasem na swój dom przy Oleandrach, to pewnikiem ma ochotę rzucić jakimś ciężkim słowem. I jeśli obchodzi go, co w 20 lat od wywalczenia kolejnej niepodległości dzieje się wokół zbudowanego mu przez towarzyszy broni pomnika i w jego wnętrzu, to musi przewracać się w sarkofagu - pisze Marek Bartosik
    To coraz bardziej zadbana okolica. Jest tam nowe, efektowne skrzydło Biblioteki Jagiellońskiej, uwagę zwracają też jasne fasady odnowionej Rotundy i Żaczka. A obok ten sześciokondygnacyjny budynek. Już jest zabytkiem, choć wybudowany został zaledwie w 1934 roku.

    - Serce się kraje - mówią ludzie, którzy od lat patrzą, jak stopniowo niszczeje. Jeśli w tę stronę z Wawelu zerknie czasem Józef Piłsudski, to pewnikiem ma ochotę rzucić jakimś ciężkim słowem. Bo z Oleandrów, czyli miejsca, w którym stoi ten budynek, w sierpniu 1914 jego Pierwsza Kampania Kadrowa wyruszyła do zaboru rosyjskiego, by bić się o Drugą Niepodległą.

    To dla upamiętnienia tamtych wydarzeń i w hołdzie dla Marszałka Związek Legionistów Polskich wybudował na działce udostępnionej (za 10 ówczesnych złotych rocznie) przez miasto Dom im.
    Józefa Piłsudskiego. Ten, jeśli obchodzi go, co w 20 lat od wywalczenia kolejnej niepodległości dzieje się wokół zbudowanego mu przez towarzyszy broni pomnika i w jego wnętrzu, to musi przewracać się w sarkofagu.

    Przejmująca cisza
    Okna z odpadającą farbą i pordzewiałymi kratami, przy efektownym kiedyś wejściu zaśniedziałe tablice z nazwami organizacji niepodległościowych. Na drzwiach kartka z komunikatem, że znajdujące się tam Muzeum Czynu Niepodległościowego można zwiedzać tylko w grupach 10-15-osobowych.

    I wyłącznie po telefonicznym uzgodnieniu terminu. W środku półmrok, olbrzymie zacieki przy rurach kanalizacyjnych na sufitach, plamy grzyba. I przede wszystkim wrażenie kompletnej pustki. Normalnie można tam spotkać tylko portiera i sekretarkę. No i komendanta naczelnego dzisiejszego Związku Legionistów Polskich, czyli Krystiana Waksmundzkiego.

    Gdy znaleźć się w środku i porozmawiać z tym siedemdziesięcioletnim, szczupłym, niewysokim mężczyzną ubranym w spodnie typu moro, to w ciągu kilkudziesięciu sekund można dowiedzieć się, że Dom Marszałka do obecnego stanu doprowadziły: spiski, zamachy, kombinacje operacyjne, sprawy szyte nićmi grubymi i całe stada konfidentów, a wszystko woła o komisję sejmową. Śledczą naturalnie.

    Istniejący od 1918 roku Związek Legionistów Polskich w 1947 roku został formalnie rozwiązany, a później pozbawiony majątku. W 1990 roku MSW stwierdziło nieważność powojennej likwidacji, a krakowski sąd zarejestrował stowarzyszenie Związek Legionistów Polskich jako kontynuację przedwojennego związku.

    Stowarzyszenie w 1991 roku przejęło, po głodówce z udziałem autentycznych staruszków-legionistów i decyzji wojewody krakowskiego, budynek. W 1996 r. wystąpiło o zastąpienie tzw. prawa zabudowy działki, na której powstał Dom im. Józefa Piłsudskiego na użytkowanie wieczyste. Gmina Kraków odmówiła.

    Od tamtego czasu przed sądami III Rzeczpospolitej toczą się skomplikowane spory, w których miasto kwestionuje prawo ponownie zarejestrowanego w 1990 Związku do przejęcia majątku dawnego związku. A w budynku władzę sprawuje od 1993 roku Krystian Waksmundzki.
    1 3 4 5 »

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    szabla, buława i mundur marszałka

    Krzysztof Korczyński (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    Szabla, buława i mundur (wraz z odznaczeniami) należące do marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego zostały oddane na przechowanie do klasztoru oo.Paulinów na czasowe przechowanie. Nie stanowiły daru,...rozwiń całość

    Szabla, buława i mundur (wraz z odznaczeniami) należące do marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego zostały oddane na przechowanie do klasztoru oo.Paulinów na czasowe przechowanie. Nie stanowiły daru, jedynie depozyt. Przedmioty te nie figurują w księdze darów klasztoru. Są prywatną własnością prawowitych spadkobierców marszałka. Rodzinie udało się odzyskać jedynie szablę i buławę. Mundur zdaniem o. Golonki - "kustosza" zbiorów jasnogórskich zjadły myszy. Odznaczenia gdzieś się zapodziały.
    Srebrna buława marszałkowska została przewiercona w wielu miejscach, służyła bowiem zakonnikom do kropienia młodocianych Rycerzy Maryi. W tej sytuacji rodzina marszałka uznała, że nie odda wspomnianych przedmiotów o. Paulinom. Powstała afera podsycana przez prasę. Głównym winowajcą okazał się komendant ZLP p. Krystian Waksmundzki, sąd zignorował materiał dowodowy obrony.
    Co jakiś czas afera odzywa i następują kolejne przeszukania m.in. w domu p. Zofii Korczyńskiej dyrektora Muzeum Czynu Niepodleglościowego. Podczas jednej z ostatnich rewizji okazało się, że policjanci przeszukujący m.in. piwnicę z węglem nie dysponowali żadnymi zdjęciami czy nawet opisem poszukiwanych przedmiotów. Ponadto starsza pani jaką jest Zofia Korczyńska została obrzucona obelgami, obezwładniona i postawiono jej zarzut czynnej napaści na funkcjonariuszy policji.zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo