Historia chłopaka z Murzasichla zaczyna się w 1988 roku. Grzegorz urodził się za wcześnie. Po porodzie dostał tylko 2 punkty w sakli Apgar (to dziesięciopunktowa skala, według której oceniane są czynności życiowe noworodka). Ponieważ w tamtym czasie nie było programu badań przesiewowych, nadwrażliwość chłopca na dotyk została określona jako objaw autyzmu. Lekarze sugestie jego rodziców o problemach zbagatelizowali. Gdy miał siedem lat, trafił do Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Zakopanem.
Dopiero w wieku 14 lat, po badaniu logopedycznym, u Grzegorza stwierdzono ciężki niedosłuch zmysłowo-nerwowy, ale wykluczyli autyzm. Kiedy dostał aparaty słuchowe, a później wszczepiono mu w jednym uchu implant ślimakowy, wreszcie zaczął uczyć się mówić. Wtedy okazało się, że mimo niedosłuchu ma doskonały słuch muzyczny. Nieprawidłowa diagnoza gdy był noworodkiem, przekreśliła bezpowrotnie jednak jego szansę na edukacje w normalnej szkole.
Grzegorz zaczął poznawać dźwięki, słowa i muzykę, w której się zakochał. Zapragnął zostać pianistą i wystąpić w filharmonii. Ale nikt poza nim samym i najbliższą rodziną nie wierzył, że ten głuchy chłopak - chociaż wspomagany nowoczesną technologią - spełni marzenia.
Dzięki swojej determinacji i ciężkiej pracy nauczył się grać „Sonatę Księżycową” Ludwiga van Beethovena. Dzięki niej został laureatem I Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego Dzieci, Młodzieży i Dorosłych z Zaburzeniami Słuchu „Ślimakowe Rytmy” w 2015 r. Nazywano go „Beethovenem z Murzasichla”, „Nikiforem fortepianu”. Doceniono autentyczność i piękną interpretację. Ukończył szkolę muzyczna pierwszego stopnia, ukończył kursy informatyczne, wydał własną płytę i prowadzi swój kanał na you tube. Interesuje się fotografią, robi zdjęcia roślin i gór. Sam nauczył się stroić fortepian. Chciał to robić zawodowo, ukończyć profesjonalny kurs. Skończyło się jak zawsze na obietnicach, nie został przyjęty na szkolenie z powodu swojej niepełnosprawności.
Życie Grzegorza nie oszczędziło, zawsze miał pod górę. Gdy nie słyszał i nie mówił, ludzie traktowali go źle, bo widzieli w nim upośledzonego chłopca. Kiedy zaczął słyszeć, spotykał się z kolejnymi barierami. Nie pasował do systemu edukacji. - Chciałem iść do szkoły muzycznej drugiego stopnia, ale jestem za stary. Bariera. Chciałem iść na studia artystyczne, ale nie mam matury, znów bariera. Nie mogę zdać matury, bo jestem za stary. Nie ma szkoły dla dorosłych takich jak ja niedosłyszących. Czuje, że uderzam głową w mur - mówi Grzegorz Płonka.
Izolacja w jakiej żył przez pierwsze 14 lat przyniosła nieodwracalne skutki. Obecnie nie potrafi poprawnie się wysłowić, trudności sprawia mu pisanie. Według badań, mózg człowieka aktywnie przyswaja system gramatyczny języka i mowy tylko we wczesnym dzieciństwie. Potem umiejętność ta zanika. - Ludzie mnie nie rozumieją - mówi Grzegorz.
- Chciałby, by film „Sonata” zmienił życie osób takich jak ja, by ludzie patrzyli na nas nie z litością i pogardą, ale wreszcie zaczęli nas traktować tak jak zdrowe osoby, bo przecież takie jesteśmy – mówi muzyk z Murzasichla.
- Na dnie Jeziora Czorsztyńskiego leży zatopiona wieś. Tak kiedyś wyglądało to miejsce
- "Bangladesz" na Siwej Polanie. Buda za budą, pamiątki, kiełbaski i lane piwo
- To był kiedyś legendarny budynek na Krupówkach. Dziś w budynku hula wiatr
- Tatry. Legendarny Mnich - marzenie turystów i taterników [NIESAMOWITE ZDJĘCIA]
- Jak wyglądało Zakopane 30 lat temu i jak wygląda teraz? Miasto bardzo się zmieniło
- Tatry. Remonty szlaków idą pełną parą. To ciężka ręczna robota [ZDJĘCIA]
