Seweryn Gałysz: Jadłem czipsy z koników polnych i żaby na patyku [WYWIAD]

Magdalena Domańska-SmoleńZaktualizowano 
Seweryn Gałysz, podróżnik, miłośnik dobrego jedzenia, założyciel Klubu Kulinarnego Podróżnika w Wieprzu, opowiada o smakach świata. Tropikalna guava czy steki z kudu wywołują uśmiech na jego twarzy. A grillowana małpa czy szczur polny? Poczytajcie….

Podobno, żeby poznać dany kraj, trzeba go przede wszystkim zasmakować. Zgadza się Pan z tym stwierdzeniem?
Zdecydowanie tak. Jedzenie, jego składniki, przygotowanie, podanie to ważne elementy każdej kultury. Co więcej to przygoda, którą można poznać w najpiękniejszy sposób zmysłami - oglądając, dotykając, wąchając, smakując.
Co więcej, to dowód wielkiej różnorodności naszego świata i cieszmy się z tego!

Podróżując próbował Pan wielu oryginalnych dań. Jakie najbardziej zapadły Panu w pamięci?

Uwielbiam szynkę z kminkiem i czosnkiem, kiełbaski burskie, steki z kudu, a frontier chicken - danie z Pakistanu - śni mi się po nocach. Myśl o peklowanej wołowinie z papryczkami jalapenio budzi mój uśmiech na twarzy. Tropikalna guava i papaja to wizytówki raju. Jednak niektóre egzotyczne dania zniechęcają tylko dlatego, że są nam obce kulturowo.

Na przykład…
Świnki morskie w Peru są wyśmienite. Przerażenie może budzić małpa z grilla, gdyż wygląda zbyt ludzko, a mięso jest słodkawe. Żaby na patykach, na straganach w Kambodży lub szczur polny z Ghany to smakowita dziczyzna. Koniki polne zastępują nasze chipsy, a śmierdzące tofu na Tajwanie przypomina zapachem dojrzewający ser pleśniowy i jest pyszne.

Czego nie spróbowałby Pan już nigdy w życiu?

Szwedzkich sfermentowanych śledzi, są po prostu zbyt cuchnące, żeby je zjeść. Próbowałem, ale mój żołądek powiedział nie. Penis wołu o konsystencji gumy też nie jest godny polecenia. Nie przepadam za durianem - owocem o silnym zapachu padliny, choć jak już go kupiłem to się zmusiłem do zjedzenia go, bo szkoda było go wyrzucać. Kaczy embrion z Filipin też odpada z mojego jadłospisu.

Obrzydlistwo.

Tak. Są też potrawy, których nie chcę nawet spróbować. Wiąże się to z traktowaniem zwierząt. Nie jestem wegetarianinem, ale mam szacunek dla zwierząt - nie powinny cierpieć przy zabijaniu. Nie chciałem jeść psa w Chiach. By jego mięso było jędrne, jest bity pałkami przed zabiciem. Nie jadłem żółwia na Karaibach, gdyż byłem świadkiem polowania na niego, a potem straszliwej jatki. Wszystko było zalane krwią z obciętych płetw. A zwierzę ciągle żyło i cierpiało.

Okropne rzeczy Pan opowiada. Wróćmy do tematów przyjemniejszych. Wyjeżdżamy i podróżujemy coraz chętniej i częściej. Ale w większości zamawiamy wczasy all inclusive, gdzie w hotelowych restauracjach nie spróbujemy lokalnych smakołyków. Dlaczego warto kosztować jedzenia w małych, lokalnych knajpkach?

Podróży kulinarnych nie należy łączyć z obżarstwem dlatego unikam miejsc all inclusive. Tam często jakość jest zdominowana przez ilość. Dobre jedzenie to przygoda, a nie balast do długiego trawienia. Małe knajpki bywają doskonałe w swojej prostocie kulinarnej. Nigdy nie zapomnę Hindusa, który gdzieś w środku Biharu przygotowywał pyszne samosy. Przygotowywał je w metalowej puszcze po farbie, kosztowały 20 groszy i były przepyszne. Jedzenie na targach w Chinach, Malezji i Wietnamie to podróż w inny świat smaków i zapachów. Zjedzenie steka w Argentynie to doświadczenie, o którym nie da się zapomnieć. Mam takie miejsca, do których staram się wracać. Mała rodzinna knajpka w bocznej ulicy Hong Kongu, szczupak w bekonie z Szegedu, czy flaki kozie z kolendrą w Meksyku.

Czy w Polsce ciężko jest odtworzyć dania z kuchni świata?

W Polsce bywa trudno ze zdobyciem niektórych przypraw, więc najczęściej przywożę je z moich wypraw, czasem też jeżdżę do Krakowa do specjalistycznych sklepów po takie cuda jak pasta z tamaryndowca, sos rybny, algi czy reeses.
Czasem są problemy z technikami gotowania. Używając woka do szybkiego smażenia na dużym ogniu nie można z polskich kuchenek wydobyć takiego płomienia jak w Azji, a jedzenie raczej dusi się, a nie smaży, co odbija się na konsystencji i smaku posiłku.

Podczas spotkań Klubu Kulinarnego Podróżnika w Wieprzu, oprócz prelekcji, serwowane są potrawy z danego regionu. To Pan je przygotowuje?

Przez 8 lat gotowałem osobiście, korzystając ze wsparcia całej mojej rodziny, szczególnie teściowej, ale obecnie zastępuję mnie pani Bogusia Karamańska. To ona przygotowuje przysmaki z końca świata dla klubowiczów. Jest też jeden wolontariusz kulinarny i to mężczyzna, pan Henryk Kolec, który też gotował na jedno ze spotkań.

Mówi Pan o sobie, że jest uzależniony od podróży. Czy od jedzenia też?

Kiedy byłem mały, byłem bardzo kapryśnym niejadkiem. Przez długi czas wierzyłem, że jedzenie jest tylko po to, by utrzymać organizm przy życiu. Będąc nastolatkiem, kiedy już wyruszyłem samodzielnie w świat i po raz pierwszy zabrakło mi pieniędzy, po doświadczeniu prawdziwego głodu, wszystko zaczęło mi smakować.
Upłynęło kilka lat zanim przekonałem się, że jedzenie jest przygodą, która gwarantuje wspaniałe doznania. I tak rozpoczęła się moja pasja kulinarna. Mieszkałem przez wiele lat za granicą a potem objechałem sześć kontynentów, stokilkadziesiąt krajów, w pogoni za smakowitymi kąskami. Nie żałuje ani jednego wydanego dolara, jena, rupi, wona, randa, peso czy złotówki na jedzenie. Polecam też innym, by odważyli się poszukiwać nowych smaków.

Swoja miłością do podróży i jedzenia chciał Pan zarazić kolejne osoby. Czy to właśnie dlatego powstał Klub Kulinarnego Podróżnika?

Początkowo miała to być aktywizacja kulturalna, ale teraz jest i kulinarna. Od początku istnienia KKP jeździmy na święta wina na Węgry. Z naszej wsi jest bliżej na Węgry niż do Warszawy! Już w październiku cały autobus klubowiczów rusza do Balatonfured na degustację. Do tego termy, zupy rybne, halaszle, porkoloty w zawiesistych paprykowych sosach i morze szarego rizlinga. Klimaty węgierskie tak nam się spodobały, że obecnie utrzymujemy kontakty ze wsią partnerską na Węgrzech. Jeździmy do Szenna na festiwal kaszanki i... jemy, pijemy i jesteśmy szczęśliwi.

Zobacz też: - Ile domów we Włoszech, tyle różnych wersji makaronu - mówi Justyna Czekaj-Grochowska, autorka książki ,,Buonissima!”

Zobacz też:Kuchnia początków XX wieku. Co jadali nasi pradziadowie?

Zobacz też:Wojciech Bosak: Kraków to stolica polskiego wina

Zobaczcie TOP 10 przepisów na serniki naszych Czytelników: Tradycyjny, puszysty, bez pieczenia

Zobacz też: Przepisy na serniki na zimno

Zobacz też: TOP 7 ciast z rabarbarem w roli głównej

Zobacz też: Śliwki – ciasta, desery, dania wytrawne. TOP 10 dań Czytelników

Zobacz też: TOP 10 deserów z malinami naszych Czytelników

Zobacz też: TOP 10 deserów z porzeczkami naszych Czytelników

polecane: FLESZ: Demaskujemy mity o weganizmie i wegetarianizmie

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

m
milewski

a jądra kangura ty jadł?

£ba7

.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3