sportowy24
    Skoki narciarskie. Adam Małysz: Horngacher mówił, że nie...

    Skoki narciarskie. Adam Małysz: Horngacher mówił, że nie wyobraża sobie pracy z innym prezesem niż Tajner

    Zdjęcie autora materiału

    Przemysław Franczak

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Adam Małysz, dyrektor PZN

    Adam Małysz, dyrektor PZN ©Szymon Starnawski /Polska Press

    Skoki narciarskie. Adam Małysz, dyrektor-koordynator Polskiego Związku Narciarskiego, mówi o zbliżającym się zjeździe sprawozdawczo-wyborczym, kulisach przygotowań do nowego sezonu oraz o Tomaszu Pilchu, który - tak jak jego słynny wujek - od niedawna jest w stajni Red Bulla.
    Adam Małysz, dyrektor PZN

    Adam Małysz, dyrektor PZN ©Szymon Starnawski /Polska Press

    Wkrótce zjazd i wybory w Polskim Związku Narciarskim. To teraz temat najważniejszy temat na korytarzach i w kadrze skoczków?
    Nie, nie słyszałem, żeby się o tym dużo mówiło. W zasadzie to ten temat wypłynął tylko raz, podczas igrzysk. Była taka jedna rozmowa, gdy Apoloniusz Tajner uczciwie powiedział Stefanowi Horngacherowi, że pewne rzeczy będą też zależały od tego, czy wygra wybory. Stefan powiedział wtedy, że nie wyobraża sobie pracy w innym układzie.


    I myśli Pan, że ta informacja mogła też wpłynąć na jego decyzję o przedłużeniu kontraktu tylko o rok?
    Nie wykluczam tego. My na początku proponowaliśmy mu umowę na cztery lata, ostatecznie Stefan stwierdził, że interesują go raczej dwa lata. Chciał jednak pojechać do domu i rozważyć wszystko razem z rodziną. Spotkaliśmy się potem w Planicy i powiedział: rok. Mnie też to trochę zszokowało, jednak myślę, że Stefan nie chciał się pozbywać karty przetargowej. Chce się przekonać, jak PZN wywiąże się ze wszystkich ustaleń i uzależnia od tego dalsze plany.

    Dostał wszystko, co chciał?
    Stefan dał wytyczne na cały sezon, a pierwsze ustalenia zostały zrealizowane. I wszystko hula jak trzeba.

    Co konkretnie?
    Przede wszystkim jest dużo mocniejsze wsparcie od dra Haralda Pernitscha, fizjologa, który teraz przygotowuje również trening kadrze B. To jest bardzo ważne, że oni pracują jak kadra Horngachera, a każdy zawodnik traktowany jest indywidualnie. Jest też dużo lepszy przepływ informacji między poszczególnymi grupami, włączając w to juniorów. Jest współpraca, wszystkie kadry dużo wspólnie trenują i tak już zostanie do pierwszych zawodów. Są dyskusje, rozmowy.

    A nowości w treningach?
    Na pewno Stefan w wprowadza dużo nowych rzeczy. Gdy co roku robisz to samo, to pojawia się monotonia. Świat nie stoi w miejscu, cały czas trzeba się rozwijać, iść do przodu. Poza tym wiadomo, że Stefan jest perfekcjonistą.

    Dyscyplina też musi być czy już nie trzeba zawodnikom o pewnych rzeczach przypominać?
    Stefan ustalił pewne zasady i wszyscy muszą się tego trzymać. Na przykład to, że media mają od dwóch lat mniejszy dostęp do zawodników, to jest jego idea. Wyznaje po prostu zasadę, że zawodnik musi się koncentrować na treningu i jego detalach. Nie ma indywidualnego latania do mediów, odwracania uwagi od najważniejszych spraw.

    Jak już skończą karierę, to będą mogli udzielać wywiadów bez ograniczeń. Jak Pan.
    To też nie jest tak, że ja mogę ich udzielać bez ograniczeń (śmiech). Mimo wszystko, gdy Stefan widzi, jak rozmawiam z dziennikarzami, to od razu pyta: „A co chcieli wiedzieć?”. A gdy tłumaczę, odpowiada: „To nie jest czas na to”. Też więc mam pewne ograniczenia.

    Kadra A nie młodnieje, w Pucharze Świata mamy jedną najstarszych drużyn. Co dalej?
    Wiadomo, nic nie trwa wiecznie. Będą pojawiać się kryzysy, z czasem też decyzje o zakończeniu kariery. Taka jest kolej rzeczy. Wszystkie zmiany, które wprowadza Stefan mają właśnie na celu to, żeby do kadry A dobijali młodzi zawodnicy. Są też inne pomysły, bo Stefan na zgrupowania w Polsce chce zapraszać młodych trenerów, żeby zobaczyli jak to wszystko funkcjonuje i potem wdrażali pewne rozwiązania w swoich klubach. Inna sprawa, że w Polsce tych trenerów jest mało.

    Nowy sezon to też nowe przepisy.
    No tak, teraz zawodnicy będą ważeni bez butów i wkładek. Jeśli ktoś będzie chciał skakać na nartach tej samej długości co ostatnio, to będzie musiał przytyć, a jeśli nie, to wybiera krótsze narty.

    Jak się przygotowujecie do takiej zmiany?
    Myślę, że to nie jest wielki problem. W okresie letnim zawodnicy ważą zazwyczaj trochę więcej, dopiero jesienią zaczynają schodzić z wagi, więc można eksperymentować. Nie mówimy przecież o dużych różnicach. Buty mają różną wagę, od 1200 gramów do dwóch kilo. Moim zdaniem, FIS chce przetestować pewne rozwiązania i sprawdzić, co wybiorą zawodnicy: czy wezmą krótsze narty, czy ciut przytyją. Słuchy jednak chodzą, że w przyszłości wskaźnik BMI będzie podniesiony.

    Mówi się, że w ten sposób FIS chce chronić zdrowie skoczków.
    Czy ja wiem? Zawodnik, który jest szczuplejszy, ma przecież mniejsze obciążenia na skoczni przy tych prędkościach, przy uderzaniach o zeskok. Ja byłem bardzo szczupły i nie miałem problemów z kolanami czy kręgosłupem. Myślę raczej, że te zmiany zainicjowały reprezentacje, które mają problem z ustawieniem u zawodników niskiej wagi, bez jednoczesnej straty dla formy i dobrego samopoczucia.

    U nas Stefan Horngacher daje dobry przykład. Ciągle ma sylwetkę skoczka.
    Ale jak on mało je… Mnie by się przydał taki reżim, kłopot w tym, że teraz jedzenie bardzo mi smakuje.

    I kalkulował Pan, na jak długich nartach mógłby teraz skakać?
    Ha, ha, teraz to bym chyba miał takie o długości 258 cm (ok. 10 cm dłuższe niż w czasach jego kariery – red.).

    W polskiej kadrze jest skoczek, który chodzi w takiej samej czapce jak Pan – z logo Red Bulla. To nie za ciężkie nakrycie głowy dla 17-letniego Tomasza Pilcha?
    Na pewno to ciężka czapka, ale... Doszły mnie słuchy, że niby wujek mu załatwił sponsora, ale to nie jest tak. W Red Bullu jestem też od tego, żeby szukać młodych zawodników, wyznaczyłem trzech: Tomka, Pawła Wąska i Bartka Czyża. Chciałem, żeby w Red Bullu wzięli ich pod swoje skrzydła i się nimi opiekowali, a potem wybrali, kogo chcą. Po tym sezonie firma zadecydowała jednak, że chce Tomka, wysłała go na badania i podpisano umowę. Ja nie miałem z tym nic wspólnego.

    Z jednej strony on ucieka od porównań z wujkiem, a z drugiej – coś takiego jeszcze mocniej je nasuwa.
    Genów się nie oszuka, coś tam wspólnego ze sobą mamy, jak choćby odbicie. Tomek jednak musi koncentrować się na swojej pracy. Na kwestie sponsora można patrzeć dwojako: z jednej strony zawodnik ma pieniądze, może trenować z luźniejszą głową. Z drugiej – to jest jakieś obciążenie, bo ten sponsor ma jakieś wymagania. Jednak jeśli chcesz być zawodowym sportowcem, to musisz uczyć się żyć z ciągłą presją.






    #TOPSportowy24 - SPORTOWY PRZEGLĄD INTERNETU


    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Sport z kraju i ze świata

    Zobacz więcej na Sportowy24.pl

    Sportowy24 na Facebooku

    Galerie

    GOL24 na Facebooku