Strażak wody się nie boi

Piotr Rąpalski, Krzysztof Sakowski
Robert Szwedowski
Udostępnij:
Do walki z żywiołem ruszyli bez wahania.

Był na urlopie, kiedy zadzwonił telefon. - Pełna mobilizacja-usłyszał w słuchawce mł. kpt. Damian Woszczyna, strażak z krakowskiej OSP Bieżanów. - Za dwa tygodnie mam swoje wesele. Jesteśmy w trakcie przygotowań, ale tak właśnie wygląda nasza służba. Ślub, nie ślub, choroba, nie choroba trzeba być w gotowości - mówi.

Do walki z powodzią w Krakowie stanęło 500 strażaków z Państwowej Straży Pożarnej i drugie tyle strażaków - ochotników z okolicznych powiatów. Przyjechali do Krakowa niemal z całej Polski.

Większość z nich jest na nogach trzecią dobę. Jedną z ekip zastajemy na Wałach Wiślanych przy ul. Wioślarskiej. Wały pękły w dwóch miejscach i woda zagraża okolicznym mieszkańcom. - Odkąd nas skoszarowano najdłuższa przerwa jaką mieliśmy trwała jakieś dwie godziny - opowiada Woszczyna. - Strażak, to taki fach, w którym trzeba nauczyć się wykorzystywać na odpoczynek każdą możliwą chwilę. No i trzeba umieć przespać się na stojąco w wozie strażackim - dodaje.

Andrzej Sławoński jest strażakiem od 15 lat. - Do takiego żywiołu jak woda trzeba podchodzić z ostrożnością, ale bez strachu - przekonuje. Już nie liczy, w ilu domach wypompowyłał wodę z zalanych piwnic i jak często machał łopatą wsypując piach do worków, którymi tamował rwącą wodę. - Kogo to interesuje - macha ręką Skowroński.

Józef Zając, przyjechał na pomoc z podkrakowskiej Książniczki. - Jestem strażakiem od 45 lat . Człowiek ma już w sobie taki odruch, że jak wydarzy się nieszczęście, to biegnie się na pomoc - kwituje Zając.

Środa, godz. 14. Przerwany wał przeciwpowodziowy przy ul. Na Zakolu Wisły. Strażacy i żołnierze wyrzucają z amfibii worki wypełnione piaskiem. - Rzucać na wał cho era, a nie do wody! - krzyczał na swoich chłopców komendant straży pożarnej Ryszard Gaczoł. Przy łataniu wyrwy w wale Wisły cenny był dla niego każdy worek z piaskiem.

Nerwy dawały się we znaki wszystkim. Woda ciągle wdzierała się przez 15 metrową dziurę na ulice Krakowa. Strażacy z żołnierzami dawali z siebie wszystko. Amfibia wożąca worki kursowała tam i z powrotem. Strażacy najpierw ręcznie wrzucali je na łyżkę koparki. Ta za jednym zamachem ładowała cenny pakunek na amfibię. Pływający wóz ruszał z warkotem silnika, prując fale. I znów zaczynało się celowanie pod okiem komendanta. Worki nie mogły tonąć. Pierwsze musiały trafić na wał, aby go wzmocnić i stanowić zaczątek muru mającego powstrzymać wodę.

Kiedy ładowano amfibię do dziury podjeżdżały koparki z ciężkimi kamieniami i betonowymi zaporami. Tak tworzony był "szkielet" tamy, który następnie uszczelnianio workami. Załogi amfibii wymieniały się co jakiś czas. Po morderczej pracy ci zwalniający pojazd przysiadali na leżących nieopodal, odwróconych dnem do góry ratowniczych łodziach. Pałaszowali wojskową grochówkę.

Na wałach można było spotkać żołnierzy i strażaków z całej Polski. - Żadne to bohaterstwo. Robota - mówi młodszy ogniomistrz Rafał Nowak z Poddębic koło Łodzi. - Byle się udało - kwituje. I udało się. Przed godziną 20. tama zatarasowała drogę wodzie. Po 18 godzinach walki nie było jednak czasu myśleć o odpoczynku. Strażacy pojechali pomagać krakowianom w innych dzielnicach miasta.

Pięć minut przerwy. Krakowscy strażacy z OSP Bieżanów mogą chwilę odsapnąć. Przerzucili już kilka setek worków z piaskiem, którymi tamują przeciekającą przez Wały Wiślane wodę w pobliżu ul. Rybnej. - Zapraszamy do pracy. Przyda się każda para rąk - zachęca jeden ze strażaków naszego reportera. Po dziesięciu minutach podawania worków jesteśmy przekonani, że ważą co najmniej tonę.

- Nie jest tak źle pracujemy w dziesięciominutowych cyklach, a potem chwilka przerwy - pocieszają nas strażacy. Pracują już piątą godzinę, a woda nie przestaje przedostawać się przez wał. - Nie z takimi podtopieniami dawaliśmy sobie radę. Jeszcze godzinka i będzie po przecieku - zapewniają nas i zabierają się z powrotem do roboty.

Przez trzy dni powodzi w Krakowie strażacy zabezpieczyli przed wodą setki mieszkań. Pomagali w ewakuacji kilkudziesięciu rodzinom. Nie czują się bohaterami. - Bohaterem, to się jest wyłącznie w filmie. W życiu trzeba wykazać się rozsądkiem i trzeba mieć zmysł przewidywania - podsumowuje jeden ze strażaków pracujący na Salwatorze. Nawet nie chce podawać imienia. - Robimy swoje. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego i tak naprawdę nie ma się czym chwalić - dorzuca.

- Jedliście coś dzisiaj? - pytamy strażaków umacniających Wały Wiślane przy ul. Wioślarskiej. - Prowadzimy zdrowy tryb życia. Dzisiaj od rana bułeczka, herbatka i wio - odpowiada ze śmiechem Stefan Posiadło z OSP Zagórzyce. Przyjechał z kolegami na pomoc wezwany przez krakowskich kolegów. - Ach, byłbym zapomniał. Jedliśmy jeszcze bardzo wzmacniające batoniki, które popijaliśmy wyśmienitą wodą mineralną - dodaje, nie przestając przerzucać worów z piachem.

Strażacy wody się nie boją. - Pracujemy dopiero dwie godziny. Chyba nikt z nas nie zliczyłby, ile worów z piaskiem załadowaliśmy. Przy takiej robocie trzeba mieć w sobie coś z Mariusza Pudzianowskiego i Supermana - żartuje Artur Franczak, strażak z 15-letnim stażem. Razem z kolegami pracuje już 72 godziny non stop. Pytamy strażaków, czy nie myśleli o zmianie pracy? Chórem odpowiadają, że nawet im to nie przeszło przez myśl. - Jak się pomoże jednemu człowiekowi, to serce człowiekowi rośnie - mówi Franczak.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie