Tokio 2020. Paweł Korzeniowski: Na igrzyska jadę dobrze się bawić, nie myślę o medalach [ROZMOWA]

Artur Bogacki
Artur Bogacki
Paweł Korzeniowski przerwał pływacką karierę, częściej zajmował się triathlonem, ale wrócił na basen. Wkrótce w Tokio wystąpi na swoich piątych igrzyskach olimpijskich
Paweł Korzeniowski przerwał pływacką karierę, częściej zajmował się triathlonem, ale wrócił na basen. Wkrótce w Tokio wystąpi na swoich piątych igrzyskach olimpijskich Przemyslaw Swiderski
Paweł Korzeniowski to jeden na najbardziej utytułowanych pływaków. Występ podczas igrzysk Tokio 2020 będzie jego piątym olimpijskim startem, z tym, że będzie się on różnił od poprzednich. Pochodzący z Oświęcimia 37-letni zawodnik, obecnie reprezentujący 5Styl Warszawa, opowiada nam o swojej olimpijskiej przygodzie.

Wywalczył pan kwalifikację na tegoroczne igrzyska w Tokio, na 100 metrów stylem motylkowym, to będzie pana piąty olimpijski występ. Jak nastroje?
Bardzo dobre. Osiągnąłem już to, co chciałem, więc teraz przede mną sama przyjemność. Po raz kolejny będę w wiosce olimpijskiej. Dla mnie to będzie nowe doświadczenie, bo podejdę do tego startu inaczej, bardziej się będę chciał tym wszystkim cieszyć, niż skupiać na walce o medale.

Nie zaglądając złośliwie w metrykę, pan jeszcze będzie się cieszył kolejnymi igrzyskami? Zawodnikom chyba z czasem „powszednieją” pewne wydarzenia.

A pan by się nie cieszył? To są dla sportowców najważniejsze zawody w czteroleciu, nie ma innej możliwości niż radość z takiego występu.

Po igrzyskach w Rio de Janeiro spodziewał się pan, że jeszcze taka szansa się otworzy? Potem miał pan dłuższą przerwę, był poza wyczynowym pływaniem.
Wtedy myślałem, że już zakończę karierę. Potem przyjaciel mnie namówił, żebym spróbował powalczyć, wróciłem do treningów po trzech latach. Chciałem dostać się do sztafety olimpijskiej. Poziom polskiego pływania jest taki, że były na to duże szanse. A udało mi się uzyskać indywidualną kwalifikację.

Wiadomo, w jakim celu w grudniu 2019 roku wrócił pan do wyczynowego pływania, ale czy jest dla pana zaskoczeniem, że udało się wypełnić indywidualne minimum na igrzyska?
Tak. Nie ukrywam, że przy pracy (szkółka pływacka i dla triathlonistów - przyp.), dwójce dzieci, ten trening jest u mnie na trzecim miejscu. W miarę możliwości, gdy miałem czas, to trenowałem. Nie miałem jakichś megawarunków, nie jeździłem na zgrupowania, wszystko sam sobie załatwiałem. Dlatego satysfakcja teraz jest podwójna.

Tym sposobem został pan też mistrzem logistyki...
Można tak powiedzieć. Na pewno musiałem złapać dużego „skilla”, robić wszystko tak, żeby czas stał się cenny. Każdy wolny moment został wykorzystany na trening. Dużo mniej czasu na to poświęciłem niż kiedyś, ale też sam trening się zmienił, może mniej pływałem, lecz intensywność była większa.

Czego się pan spodziewa po tym indywidualnym występie na igrzyskach w Tokio?
Nie wiem. Jak mówiłem - jadę się tam dobrze bawić, oczywiście w sensie sportowym, nie imprezowym. Zamierzam się pościgać z innymi, nie mam jednak jakichś oczekiwań - chcę porządnie wystartować i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Dochodzi też kwestia tego, jak będę trenował, czy nie będę chorował.

Czas 51,72 sekundy na 100 m „delfinem”, jaki miał pan podczas startu, który dał panu kwalifikację, przyniósłby na poprzednich mistrzostwach świata miejsce w środku stawki w finale...
Poziom poszedł w górę. Na igrzyskach zawodnicy będą pływać szybciej, o sekundę na pewno.

No to chyba dostać się do finału będzie bardzo ciężko. A może jednak sprawi pan jakąś niespodziankę?
Nie zakładam, że się tam dostanę. Tak jak mówiłem - wybieram się tam fajnie spędzić czas, pościgać się, cieszyć się tym, że znów jestem na igrzyskach. Nie myślę o medalach, „życiówkach”. Mam zupełnie inne podejście niż kiedyś.

Ostatni medal dużej imprezy miał pan w 2015 roku. Nie tęskni pan za taką walką o podium, adrenaliną z tym związaną?
Nie, ja już się swoje napływałem. Adrenalina jednak na pewno będzie, już przez to, że będę na igrzyskach, bo to szczególna impreza, emocje są większe. A ja wróciłem po trzech latach do pływania, sam fakt, że tam się dostałem, świadczy, że jestem na dobrym poziomie.

Czyli decyzja o wznowieniu wyczynowej kariery była trafionym ruchem.
No tak, jestem pierwszym w historii polskim pływakiem, który pojedzie na piąte igrzyska olimpijskie. Nie ukrywajmy, tworzę historię naszego pływania. Powrót jest więc udany.

Te dotychczasowe występy olimpijskie jak Pan wspomina? Medal był blisko, ale nie udało się go zdobyć.
Było bardzo przyzwoicie, czwarte miejsce w Atenach, szóste w Pekinie, siódme w Londynie (wszystko na 200 m stylem motylkowym - przyp.), tylko w Rio totalnie nie wyszło. Generalnie jestem zadowolony. Medalu nie mam, ale myślę, że wiele osób chciałoby być na moim miejscu.

A jak by pan tak z boku ocenił obecny poziom polskiego pływania? Poprzednie igrzyska skończyły się klapą, wielu medali z mistrzostw Europy czy świata ostatnio też nie przywozimy.

Na pewno trzeba by coś zmienić. To jednak temat na dłuższą rozmowę. Przydałaby się zmiana w zarządzaniu tym wszystkim.

O szóste igrzyska w pływaniu pana nie zamierzam pytać, ale może w triathlonie, którym pan się ostatnio poważniej zajmował, widzi pan dla siebie okazję?
Nie ma szans, odrzucam w ogóle taką możliwość. Trzeba by 10 kilometrów przebiegnąć w 30 minut, a pływacy nie lubią biegać. Na igrzyska olimpijskich nie ma „leszczy”.

EURO 2020: Kiedy zagramy, jeśli awansujemy?

Wideo

Materiał oryginalny: Tokio 2020. Paweł Korzeniowski: Na igrzyska jadę dobrze się bawić, nie myślę o medalach [ROZMOWA] - Dziennik Polski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie