W kampanii suchar goni wpadkę

Przemek Franczak
Obserwowanie, nawet niezbyt uważne, trwającej kampanii prezydenckiej wywołuje w człowieku inteligentnym ból niemalże fizyczny. O stratach psychicznych nie ma nawet co mówić; Jack Torrance, bohater "Lśnienia", był wystawiony na łatwiejszą próbę. W opuszczonym hotelu zwariowałby przecież trzy razy szybciej, gdyby musiał słuchać kandydata Jarubasa śpiewającego Grechutę.

W nowożytnej historii polskiej żenady i obciachu ta kampania znajdzie swoje miejsce gdzieś między piosenką "Koko, euro, spoko" a programem "Celebrity splash". Z jednej strony przaśna, w ten najgorszy z przaśnych sposobów, z drugiej - wpisująca się w nurt telewizyjnej rozrywki najniższych lotów. Media zamiast nieustanie relacjonować live odpustowe konwencje, konferencje i gospodarskie autokarowe wizyty kandydatów, rażące sztucznością bardziej niż nabotoksowane twarze współczesnych Dorianów Grayów - nie mylić z "50 twarzami Greya", to ciut inna literatura - powinny je bojkotować i zająć się sprawami naprawdę istotnymi. Nie tylko dla dobra grupy osłupiałych obywateli, których podejrzewam zresztą o pozostawanie w mniejszości; jednak - generalizując - jesteśmy miłośnikami szopek, cyrków i tandety, widownia gównianych show nie bierze się znikąd. Kamery i mikrofony powinny zostać wycofane przede wszystkim w humanitarnym odruchu skrócenia udręki kompromitujących się na potęgę kandydatów.

Wystarczyły dwa tygodnie uczestnictwa w kampanii prezydenta/kandydata Komorowskiego, by zgłębić fenomen jego popularności i zwycięstw w rankingach społecznego zaufania. Sukces tkwi w tym, że po prostu na co dzień rzadko się pokazuje i nie ma okazji do publicznego opowiadania, hm, żartów. Polacy cenią prezydenturę spokojną, w gruncie rzeczy niewidoczną. PBK te wymagania idealnie spełnia, traf chciał, że kazali mu wsiąść do autobusu i ruszyć w Polskę. Fraza "W rodzinie bywa tak, że ktoś czasem przyjdzie do domu napity i z nieumytymi nogami, ale kochać się trzeba" (ech, ta sarmacka dusza) czy uwaga o "smerfie marudzie" wejdą do antologii infantylizmów i sucharów polskich.

Kandydatka Ogórek? O, to kampania, jakiej świat jeszcze nie widział. Taka kampania a rebours. Tu wizerunkowych wpadek się nie minimalizuje, tu się je wyłącznie multiplikuje, nikt tylko nie wie, czy celowo. Kandydat Duda? Siermiężny teatrzyk, kuriozalna "umowa programowa z obywatelami". Na dodatek tak szermuje obietnicami, jakby prezydent RP miał prerogatywy równe prezydentowi USA. Albo lepiej - Rosji. Kandydaci X, Y, Z? Szkoda gadać. A do maja jeszcze daleko. Ratunku!

Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
"Gazeta Krakowska" na Youtubie, Twitterze i Google+
Artykuły, za które warto zapłacić!
Sprawdź i przeczytaj

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie