BLK: Koszykarki Wisły przegrały z Pszczółką AZS Lublin

Justyna Krupa
Justyna Krupa
Wisła Can-Pack, po bardzo emocjonującym spotkaniu, uległa Pszczółce AZS UMCS Lublin 67:68.

Sezon ledwo się zaczął, a mistrz Polski poniósł już pierwszą porażkę. I to mimo że w końcu trener Jose Hernandez miał do dyspozycji pełną kadrę, wraz ze wzmocnieniem z WNBA, Amerykanką Meighan Simmons. Kilka tygodni bez treningów w pełnym składzie zrobiło jednak swoje i Wisła była tego dnia słabszą drużyną.

Zaczęło się od prowadzenia „Białej Gwiazdy” 8:2 i być może to uśpiło trochę czujność gospodyń. Tymczasem ekipa z Lublina przyjechała do Krakowa mocnym składem i wcale nie zamierzała tu oddawać niczego za darmo.

Kłopoty Wisły zaczęły się, gdy błyskawicznie dwa faule złapała Ewelina Kobryn. Trener od razu dał jej ochłonąć na ławce rezerwowych. Dodatkowo wiślaczki popełniły kilka błędów w defensywie i lublinianki nadgoniły wynik.

Trener Hernandez już w pierwszej kwarcie posłał w bój Amerykankę Simmons. 24-latka dostała szansę debiutu w Wiśle po zaledwie kilku dniach od przylotu do Polski. Już przy pierwszym rzucie Simmons przywitała się z kibicami celnym trafieniem.

Przyjezdne jednak nie odpuszczały i niebawem wyszły na prowadzenie 13:10. Wiślaczki były wyjątkowo nieskuteczne, wracająca po kontuzji Magdalena Ziętara nie umiała się wstrzelić w kosz. Tymczasem Simmons coraz odważniej poczynała sobie na parkiecie. Pokazywała zaskakujące podania, potrafiła też znienacka pojawić się za plecami rywalki zaliczając przechwyt. Brakowało jej jednak zgrania z drużyną, co było widać zwłaszcza w defensywie.

W pewnym momencie trener Krzysztof Szewczyk poprosił o czas i najwyraźniej nakazał swoim zawodniczkom bardziej agresywną grę, bo po chwili raz za razem zaczęły ostro faulować. Dołożyły do tego sprytne wejścia pod kosz i to wystarczyło AZS-owi, by znów wyjść na prowadzenie. W dodatku przyjezdnym zaczęły wpadać do kosza kolejne „trójki”. Po trafieniu Oliwii Szumełdy-Krzyckiej lublinianki prowadziły już 7 punktami. W Wiśle rzutami z dystansu odpowiadała tylko Małgorzata Misiuk. W efekcie krakowianki do szatni schodziły przegrywając 27:32. Trener Hernandez miał o czym myśleć w przerwie.

Po zmianie stron obraz gry wcale się radykalnie nie zmienił. Po dwóch trafionych trójkach z rzędu AZS prowadził już 40:27. U wiślaczek nadal szwankowało rozegranie, akcjom brakowało dynamiki.

W końcu jednak się otrząsnęły. Pomogło to, że Hernandez postawił na grę duetem wysokich Kobryn – Morrison. Wcześniej osamotniona środkowa nie była w stanie w pojedynkę poradzić sobie z silną nigeryjską podkoszową AZS-u Ujo Ugoka. Krakowianki zaczęły w końcu dorównywać agresywnością rywalkom. Nie było jednak łatwo odrabiać tak wysoką stratę.

Przed ostatnią kwartą wiślaczki przegrywały 44:55. - Nikt tu nie walczy! – wściekał się trener Hernandez w przerwie między kwartami. Chciał od swoich zawodniczek jeszcze większego zaangażowania.

Wiślaczki zaczęły decydującą partię od trójki Ygueravide. Hiszpanka podkręciła tempo swojej gry, co od razu przełożyło się na grę reszty drużyny. Gdy krakowianki zbliżyły się na 5 punktów, znów trójkę trafiła niesamowita tego dnia Dominika Owczarzak. Ale gospodynie nie traciły wiary. Po trafieniu Morrison było już tylko 63:59 dla AZS. Po chwili Chilijka zaliczyła jeszcze akcję dwa plus jeden. Brakowało już tylko punktu do remisu.

W końcówce wiślaczkom zabrakło jednak zimnej krwi. Pojawiły się nerwowe podania, straty. Na minutę przed końcem Ygueravide miała okazję, by dać Wiśle remis, ale ją zmarnowała. Lublinianki za to trafiły. Po chwili Hiszpanka trafiła jednak cenną trójkę. Znów gospodynie traciły tylko punkt do rywala. W ostatniej akcji Hind Ben Abdelkader nie udało się jednak zmienić losów spotkania. Pierwsza porażka mistrza Polski w tym sezonie stała się faktem. A AZS mógł się cieszyć z pierwszego zwycięstwa.

- Wygraliśmy walkę na deskach różnicą 15 zbiórek – zwracał uwagę trener AZS-u Krzysztof Szewczyk. – Niezmiernie się cieszę z wygranej, pokazaliśmy, że jesteśmy dobrym zespołem.

- Lublin zagrał dużo lepiej od nas i zasłużył na to zwycięstwo. Nawet gdyby Hind trafiła w ostatniej akcji, powiedziałbym to samo – podkreślał Jose Hernandez. - Nie byliśmy wystarczająco skoncentrowani i agresywni. Zawodniczki momentami przechadzały się po boisku, nie biegały. Musimy więcej razem potrenować, by lepiej grać.


Wisła Can-Pack Kraków – Pszczółka AZS UMCS Lublin 67:68

(12:15, 15:17, 17:23, 23:13)

Wisła: Ygueravide 18, Misiuk 13, Ben Abdelkader 8, Kobryn 2, Ziętara 2 – Morrison 9, Simmons 9, Szott-Hejmej 6, Pop 0.

AZS: Owczarzak 19, Ugoka 13, Handford 14, Magden 12, Jujka 0 – Dorogobuzowa 4, Szumełda-Krzycka 3, Dobrowolska 3, Mistygacz 0.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kibic zdegustowany

Koszykarki Wisły CP, razem z piłkarzami występujecie w spocie "Postaw na Wisłę"...no to postawiłem i przyszedłem wczoraj do hali aby was dopingować. Niestety, jestem bardzo rozczarowany, taką grą to wy sobie hali nie zapełnicie. Nikt się wam nie położy a mecz sam się nie wygra.

W
Weteran

To byl 40- lat temu , z Iwona Fiala, G , Pozniak- reprezantkami Polski -teraz jest Pszczolka AZS !

L
Loko

Pytanie do redakcji: dlaczego w menu "wybierz swój klub" nie ma zespolu AZS UMCS?

K
Kibic

Brawo!

Dodaj ogłoszenie