Gorlickie historie: Na obiad do Hotelowej albo Magury, a na „zemstę Grybowa” Pod Ryj - krótka wycieczka po dawnych restauracjach

Tomasz Pruchnicki
WUOZ/UM Gorlice/Stanisław Jeleń/ archiwum autora
W niedzielę o godzinie trzynastej w roku 1965 do restauracji „Hotelowa” przy ulicy 1 Maja w Gorlicach (obecnie 3-go Maja) przychodzi starszy pan o imieniu Józef. Kieruje się do ostatniej sali z kontuarem, obok którego jest małe okienko do wydawania posiłków. Siada w rogu, przy oknie wychodzącym na ulicę z postojem taksówek (obecnie ulica Świeykowskiego). Zdejmuje kapelusz i prochowiec, przewieszając go przez jedno z krzeseł, znajdujących się przy pustym stoliku. Za chwilę podchodzi do stolika kelnerka o wytapirowanych blond włosach, z umieszczoną białą opaską i w firmowym fartuchu.

Starszy pan jest stałym bywalcem tego lokalu. Zamawia niedzielny obiad. Za chwilę wyciąga z kieszeni prochowca zawinięte w białą serwetkę własne sztućce ze srebra i rozkłada na stoliku.
Niestety socjalistyczna rzeczywistość przewidywała w tej restauracji tylko sztućce wykonane z aluminium. Pan Józef ma sztućce o standardzie z okresu początku wieku, kiedy wielkość łyżki, widelca i noża była dużo większa niż przewidywały późniejsze PRL-owskie standardy.
Restauracja „Hotelowa” niegdyś zbudowana została przez pana Kulczyckiego, który postanowił, aby okazały budynek mieszczący zarazem pokoje hotelowe na pierwszym i drugim piętrze, z restauracją na parterze, był konkurencją do pobliskiej restauracji i hotelu pana Starka.
W przeciwieństwie do tamtego hotelu kuchnia nie była koszerna i gotowano lokalne potrawy. W okresie PRL-u pierwsza sala po wejściu do lokalu miała charakter baru piwnego, a druga charakter restauracyjny.
Sale miały okna, które zasłonięte były typowymi firanami i zasłonami. Stąd zawsze panował półmrok i taki klimat zapamiętali bywalcy tego lokalu. Dopiero w połowie lat 80. w drugiej sali umieszczono tabliczkę „Dla niepalących”, choć drzwi do pierwszej sali „Dla palących” były ciągle otwarte.

W tej restauracji podawano bardzo dobre śledzie po węgiersku, w oleju i wspaniały żurek. Szefowa kuchni co jakiś czas otwierała okienko do wydawania posiłków i spoglądała na klientów, czy im smakuje.
Kelnerki jak udzielne księżniczki zawsze decydowały komu dać obowiązkową zakąskę do piwa lub do „pięćdziesiątki”. Kiedy klienci po wypiciu zamówionych trunków długo nie zamawiali następnych, to wówczas „kierowniczka sali” z kamienną twarzą wypowiadała formułkę: „panowie dalej zamawiają lub wychodzą”…
Drugą liczącą się restauracją był lokal obok sądu rejonowego pod nazwą „Restauracja Magura” (dawniej była pod nazwą „Królówka”). Posadzki wewnątrz wyłożone były nieregularnymi płytkami z marmuru, a szeroki korytarz od wejścia prowadził do dwóch sal konsumpcyjnych, znajdujących się na końcu lokalu. Z ostatniej sali okna wychodziły zarówno na ulicę Asnyka, jak również na blok przy ulicy Norwida i potok Stróżowianka. Tutaj niepodzielnie na obydwu salach władzę sprawował kelner - pan Ryszard. Ruchliwy, zwinny i prawie wszyscy miejscowi klienci zwracali się do niego po imieniu. Oczywiście było jeszcze kilku kelnerów obsługujących „swoje rewiry” lecz liczył się tylko on. Tutaj był inny klimat. Wysokie pomieszczenia, przestronne przestrzenie i dużo światła dziennego. Oczywiście szybciej niż w Hotelowej można było dostać piwo i nie zawsze z obowiązkową „przechodnią” zakąską. Przechodnia zakąska oznaczała, że władze dbały o kondycję swoich obywateli, zmuszając ich do zakupu zakąsek w postaci porcji galaretki wieprzowej lub jajek albo śledzia do każdej zamówionej porcji wódki lub piwa. A klienci, którzy akurat „nie mieli ochoty na zakąski” zostawiali nienaruszone porcje, które skrzętnie wędrowały na zaplecze i pewnie ponownie pojawiały się na stolikach innych gości… jako dania z recyklingu.
W przestronnym korytarzu również ustawione były dwa pojedyncze stoliki dla klientów i stolik dla kelnerów, na którym znajdowało się stale włączone radio.

Inny lokal „Podhale” określany był hasłem „Bar Podhale czynny stale”, znajdujący się pod wiszącym mostem przy ulicy Mickiewicza. Wejście po schodkach jest takie samo, jak niegdyś (obecnie znajduje się tutaj sklep wielobranżowy). Przestrzeń pozostała taka sama, tylko gdzie dzisiaj jest zaplecze sklepu, niegdyś była tam kuchnia.
W tym lokalu piwo można było dostać jeszcze szybciej niż w Hotelowej czy Magurze i częściej bez zakąski. Dania barowe typu żurek, pomidorowa lub krupnik były na porządku dziennym. Do rzadkości należało serwowanie rosołu lub bardziej wyszukanych dań mięsnych. Dlatego, że klientelę stanowili obywatele mniej sytuowani, bardzo często „wpadający” po godzinie czternastej po pracy. Przed południem zaś klientami byli okoliczni gospodarze, którzy mieli załatwienie w mieście i chcieli napić się piwa pod roboczą nazwą „Zemsta Grybowa” (z uwagi na swój smak i jakość) z browaru w Siołkowej.
W tym lokalu bardzo często przebywała pani, znana pod nazwą „Baba – Chłop Muszkieter”, która po skończeniu swych obowiązków związanych z utrzymaniem czystości na ulicach miasta, chciała trochę „zasmakować” złocistego napoju. Stanowiła ona odrębny lokalny koloryt miasta…

Lokalem dla amatorów tylko złocistego napoju był bar na targowicy obok mostu o nazwie „Pod Ryjem”. Nazwa ta ugruntowała się dlatego, że za ścianą tego lokalu znajdował się skup z magazynem krowich głów i rogów. Z tych części zwierzęcych pozostałości po uboju powstawał klej kostny, który był używany do różnych celów (między innymi jako dodatek do farb opartych na kredzie budowlanej). Zresztą do dzisiaj używany w różnych gałęziach przemysłu i rzadko jest dostępny w handlu.
Tutaj było tylko trzy stoliki, przy których były krzesełka. Resztę stanowiły wysokie blaty bez stolików, przy których „spożywanie” odbywało się na stojąco. Lokal miał doskonałą lokalizację dla woźniców, gdyż nie musieli oni powierzać pilnowania swoich furmanek nikomu, tylko mogli z wnętrza obserwować swój dobytek i „siłę pociągową”.
Na Zawodziu przed sklepem Adam i Ewa był jeszcze jeden lokal o wdzięcznej nazwie „Piwiarnia Zawodzie” popularnie zwana „Pod Kotem”. Tutaj stoliki, boazeria na ścianach, kontuar z nalewakami do piwa i schludne jedno pomieszczenie było dla tych, co chcieli załatwić jakiś biznes w bardziej przyjaznych warunkach, popijając również „Zemstę Grybowa”.
Za rzeką znajdował się nowy obiekt gastronomiczny pod nazwą „Restauracja Juhas”. Jedna duża przestrzeń podzielona była na sektory ażurowymi ściankami z drewna. Kontuar z nalewakami piwa był kształcie litery L aby kelnerki miały blisko do roznoszenia po kilka dużych kufli z piwem naraz.
To tutaj chętnie przychodziła młodzież szkolna, która miała już dowody osobiste. Szatnia przy wejściu miała zrobić na wchodzących wrażenie miłego i ekskluzywnego lokalu. Tylko „czasem” odbywały się tam bijatyki, regulujące lokalne porachunki. Jedyny lokal w mieście, gdzie serwowano doskonałe placki po węgiersku.
Na Osiedlu XXX-lecia-PRL czyli przy ulicy Słonecznej (od strony zejścia na ulicę Blich w rejonie działek pracowniczych) znajdowała się „Restauracja Gorlicka” z dyskotekami i dancingami. Kuchnia serwowała dania smaczne i mało kiedy były awantury pijanych klientów. Zazwyczaj porachunki przenosiły się poza lokal na przyległy teren. W tej restauracji było przestrzennie i schludnie. Na parterze restauracja na piętrze drink-bar.

Z początkiem lat 90. jeden z kolegów po raz pierwszy od dekady przyjechał z USA i chciał spotkać się ze znajomymi. Postanowił zaprosić wszystkich na raz do tej restauracji. Przyszło około trzydziestu osób i wszyscy świetnie się bawili, a dań było kilka z „napitkiem”. Jakie było jego zdziwienie, kiedy przyszło do płacenia. Rachunek bowiem wynosił… 85 dolarów USA.
Na Rynku w naszym mieście była piwiarnia w budynku nr 6 od strony wejścia w ulicę Wąską. W przybytku tym także były „dyżurne” zakąski, ale piwa można było kupić do woli. W narożnym budynku pomiędzy jedną stroną ulicy Mickiewicza, a budynkiem ratusza znajdowała się Kawiarnia „Stokrotka”, gdzie można było wypić kawę, zjeść ciastko i zamówić piwo. Jak wieść gminna niesie, w z początkiem lat osiemdziesiątych pewien mieszkaniec jednej z okolicznych wsi po odbytych zaślubinach w pobliskim USC przyszedł do tego lokalu i chciał sprzedać swoją świeżo założoną na serdeczny palec obrączkę… Ten sam „elegant” po kolejnej odsiadce w miejscu odosobnienia przyszedł kiedyś do pewnego lokalu w rejonie skrzyżowania ulicy Kołłątaja i Łukasiewicza, oświadczając właścicielce, że „jutro przyjdzie po zapłatę za opiekę nad lokalem”. Na co padła odpowiedź, że dobrze, bo jutro będzie stosowna zapłata. W swojej naiwności nie zauważył, że w tym lokalu stołowali się funkcjonariusze pobliskiej komendy miejskiej policji. Kiedy tylko przyszedł i powiedział, że „po zapłatę” na jego przegubach kolejny raz znalazła się specjalna biżuteria i znowu „nie był obecny w naszym mieście przez rok”.
Kiedyś na skrzyżowaniu ulic 1 Maja i Łukasiewicza był lokal dla milicjantów, jako kasyno resortowe, w którym stołowali się pracownicy pobliskiej komendy. Zwykli obywatele zazwyczaj nawet tam nie zaglądali… Przy dzisiejszej ulicy 11-go Listopada nad potokiem Stróżowianka znajdowała się „Piwiarnia Antałek” z dużą przestrzenną salą. Dzisiaj w tym miejscu znajduje się nowy obiekt biurowo-handlowy.

Kawiarnia Parkowa natomiast stanowiła taki azyl dla młodzieży szkolnej z dala od głównych ulic miasta, gdzie nauczyciele rzadko pojawiali się na „kontrole wychowawcze” czy młodzież spożywa alkohol.
W pobliżu miasta czyli w Ropicy Polskiej była GS-owska „Tarasowa”, a dalej w Szymbarku restauracja PSS Społem -„Watra”. W obydwu można było dobrze zjeść i napić się różnych trunków. Tylko powrót do śródmieścia był utrudniony z uwagi na zatłoczoną komunikację środkami transportu zbiorowego. Na pewno każdy ze starszych Czytelników wspomina swój ulubiony lokal, w którym od czasu do czasu „topił smutki aktualnego wówczas ustroju”…lub po prostu chciał coś z kolegami „skonsumować”.

WIDEO: Barometr Bartusia. Doradcy podatkowi przeciw zawiłemu prawu i deptaniu tajemnic

Czytaj także

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Wspaniały artykuł, doskonały opis tych miejsc , uwielbiam takie wspomnienia bo to było nasze życie, w "Stokrotce" zawsze był ktoś znajomy aby posiedzieć przy kawce i tam poznałam mojego męża,

w
webmastero

Używanie tej strony, przeglądanie zdjęć, czytanie na smartfonach to jakaś totalna porażka.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3