Jop: Bałem się, kiedy zobaczyłem, w jakiej sytuacji był Białorusin...

Redakcja
Mariusz Jop (z lewej) bardzo dobrze radził sobie z Robertem Lewandowskim
Mariusz Jop (z lewej) bardzo dobrze radził sobie z Robertem Lewandowskim
Udostępnij:
- Przyznam się bowiem, że nie wiedziałem, na co mnie stać. Bardzo długo przecież nie grałem i nie mogłem być pewny tego, jak ułoży mi się na boisku. Na szczęście nie było źle, tak uważam. - mówi w rozmowie z Wojciechem Batko Mariusz Jop, obrońca Wisły Kraków.

Bardzo długo nie widzieliśmy Pana na boisku. I nagle został Pan desygnowany do gry, i to od razu w starciu określanym przez wielu jako mecz o mistrzostwo Polski. Czy była więc, związana z tym wydarzeniem, trema?
Owszem, była, ale to jest normalne zjawisko. Trema zawsze powinna czemuś takiemu towarzyszyć. Ważne jednak, by była to trema mobilizująca i pomagająca we właściwym skoncentrowaniu się na grze. Tak też się stało w moim przypadku. Z czego oczywiście jestem bardzo zadowolony. Przyznam się bowiem, że nie wiedziałem, na co mnie stać. Bardzo długo przecież nie grałem i nie mogłem być pewny tego, jak ułoży mi się na boisku. Na szczęście nie było źle, tak uważam. Poprawnie układała mi się współpraca z kolegami. Tymi z obrony i z pozostałymi. Skoro zagraliśmy "na zero z tyłu", jak się mówi, to jako obrońca mogę być z siebie zadowolony. Zresztą w tzw. odbiorze cały zespół stanął na wysokości zadania. I Lech z przodu specjalnie sobie nie pograł. Owszem, miał swoje szanse, lecz my również takie stworzyliśmy. Wychodzi zatem na sprawiedliwy remis w tym spotkaniu.

Na pomeczowej konferencji trener Henryk Kasperczak w ciepłych słowach wyrażał się o jakości Pańskiej gry...

Dla mnie zawsze ocena szkoleniowca była, jest i będzie najważniejsza. Skoro więc Henryk Kasperczak był ze mnie zadowolony, to bardzo dobrze. Nic, tylko się cieszyć i z optymizmem, ale też spokojnie spoglądać w przyszłość.

Zastępował pan dziś Arkadiusza Głowackiego. Przed meczem słyszało się wiele opinii, że zostanie poddany ostremu sprawdzianowi przez Roberta Lewandowskiego. Naszym zdaniem, poza jednym strzałem, poznański napastnik specjalnie sobie nie pograł. A czy na boisku szukał kontaktów bardziej z Panem czy jednak z Marcelo?
Robert Lewandowski jest dobrym napastnikiem. Mocno trzymającym się na nogach, potrafiącym grać tyłem do bramki i zaskakująco obrócić się, żeby oddać strzał. Tego nikt nie będzie podważał. Jednakże dziś nie mógł zaprezentować tych swoich walorów. Co wynikało z jakości naszej gry, ale też w pewnym stopniu z taktyki obranej przez Lecha. A jeśli chodzi o jego ukierunkowanie na mnie lub na Marcelo, to nie uważam, żeby tak było. W równym stopniu ścierał się ze mną, jak i z Marcelo. Ostatecznie obaj graliśmy na środku obrony, a Lewandowski operował głównie w tej strefie.

Obie formacje defensywne stanęły na wysokości zadania. Jeżeli chodzi o Wisłę, to co można nazwać kluczem do zachowania czystego konta, czyli wykonania podstawowego zadania na spotkanie z Lechem?
Sądzę, że w tej naszej grze "na zero z tyłu" największą rolę odegrała wzajemna asekuracja. Każdy z nas mógł być pewny, że nawet jeśli zostanie zaskoczony przez rywala lub popełni błąd, to znajdzie się kolega, który to naprawi. Świadomość tego wpływała więc na nas korzystnie - po prostu grało się lepiej, przede wszystkim spokojniej. W takich meczach mogła więc zadecydować jednak akcja ofensywna. Jak już wspomniałem, swoje okazje mieliśmy zarówno my, jak i Lech. Nie zostały wykorzystane, czyli remisowy rezultat musi być przyjęty ze zrozumieniem. Choć oczywiście szkoda nam szczególnie tej okazji Wojtka Łobodzińskiego z pierwszej połowy. Trzeba jednak przyznać, że Krzysztof Kotorowski wyśmienicie zachował się w tej sytuacji.
Także w pierwszej połowie doszło do nieporozumienia Pana z Mariuszem Pawełkiem. Co się stało, czyżby bramkarz nie wykrzyczał sakramentalnego słowa "moja"?
Krzyknął, jak najbardziej. Ja jednak nie miałem już możliwości zostawić mu tej piłki. Wolałem więc ją wybić na róg, niż ryzykować. Różnie to przecież bywa w takich sytuacjach. Może być, na przykład, rykoszet i problem gotowy. A tak był rzut rożny, można było ochłonąć i spokojnie grać dalej.

Z kolei w drugiej połowie Kriwec miał okazję, żeby wygrać Lechowi mecz...

Jak ja się wtedy bałem, kiedy zobaczyłem, w jakiej sytuacji znalazł się Białorusin! Z mojej perspektywy wyglądało to bowiem tak, jakby miał tylko spokojnie dołożyć nogę do piłki i tę piłkę na luzie skierować do bramki. Nie wiem, czy skiksował przy tym uderzeniu, czy też chciał jeszcze podawać... W każdym razie dopisało nam wówczas szczęście. Trzeba też oddać sprawiedliwość Mariuszowi Pawełkowi, że bardzo dobrze wyszedł na przedpole, skrócił kąt strzału i w dużym stopniu utrudnił Kriwcowi zadanie. W każdym razie było wtedy gorąco, nawet bardzo, ale skończyło się na strachu.

W spotkaniu, jak już zauważyliśmy, o mistrzostwo Polski zanotowaliśmy remis. Tym samym Wisła utrzymała przewagę czterech punktów nad goniącym ją Lechem. Jak więc ocenić ten rezultat w kontekście finiszu ligi?

Mamy status quo. Nie powiększyliśmy dystansu nad zespołem Lecha, ale też niczego do niego nie straciliśmy, co należy sobie cenić. Tym bardziej że do zakończenia rundy mamy jakby o jeden mecz mniej... Cóż, skoro nie dało się wygrać, to mimo wszystko cieszmy się z tego remisu. Teraz przed nami jest jeszcze pięć spotkań, czyli wszystko zdaje się pozostawać pod naszą kontrolą. W tym sensie, że wszystko będzie w naszych głowach i oczywiście także w nogach.

Rozmawiał: Wojciech Batko

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie