Takiej metamorfozy nie spodziewali się pewnie sami właściciele bobowskiej restauracji. Dzisiaj z pracy Magdy Gessler są zadowoleni. Choć ich kuchnia stanęła na głowie, albo jak kto woli wywróciła się do góry nogami, pokładają nadzieję, nie tylko w nowym wystroju wnętrza, ale też w nowym menu.
O tym, że w Bobowej już na początku tygodnia trwały nerwowe poszukiwania wędzonych śliwek, wiedzieliśmy już wczoraj, ale, że śliwka będzie sztandarowym specjałem bobowskiej restauracji nikt się raczej nie spodziewał. Bliżej niż do zagłębia śliwkowego, czyli Łącka, Bobowej wciąż jest do tradycji chasydzkiej, dlatego większość obserwujących to, co przez ostatnie dni działo się przy ulicy Grunwaldzkiej spodziewała się zagoszczenia tutaj kuchni koszernej - żydowskiej.
Tymczasem Karczma Śliwkowa Bobowa już od bramy kusi soczystą węgierką w logotypie. Motyw śliwki przeplata się w lokalu nie tylko w kolorze ścian, ale też oknie, za którym kwitnie śliwkowe drzewo. Śliwka w sposób naturalny i oczywisty łączy się też z koronką klockową. Najpewniej powinniśmy się jej spodziewać w różnej formie w menu i na talerzach.
Choć jest już po kolacji otwierającej lokal i prezentującej jego potencjał, otwarcie dla klientów zostało zaplanowane na poniedziałek wielkanocny.
- Nie ukrywam, że rozpoczęliśmy już zapisy na rezerwację stolików. Zainteresowanie jest ogromne - mówi Jan Wąsowski, właściciel Karczmy Śliwkowa Bobowa.
