Od kibiców do dilerów narkotykowych (3)

Katarzyna Janiszewska
Pseudokibice piłkarscy tworzą teraz regularne gangi
Pseudokibice piłkarscy tworzą teraz regularne gangi Jacek Kozioł/archiwum
Na stadionach wprowadzane są coraz to nowsze środki bezpieczeństwa. Jest monitoring, obowiązkowe są karty kibica. W policji zorganizowano specjalną sekcję do walki z bandytyzmem stadionowym.

To wszystko spowodowało, że na stadionach rzadziej niż kiedyś dochodzi do zadym. Chuligani zeszli do podziemia - polują na siebie na osiedlach, robią najazdy na lokale należące do przeciwników.

Dawni zadymiarze tworzą teraz zorganizowane grupy przestępcze. Choć wywodzą się ze stadionów, z kibicowaniem nie mają już wiele wspólnego. Trybuny to dla nich głównie rynek zbytu narkotyków.

Zdarzało się, że gangsterzy z Wisły i Cracovii zaprzyjaźniali się pod celą

Można powiedzieć, że "mroczną erę kibicowania" zapoczątkował w Krakowie Robert M. ps. Metal. Jeszcze parę lat temu był postrachem wiślaków. Jak głosi legenda, jego ksywka wzięła się stąd, że kopał ofiary glanami okutymi metalem. W jednej chwili potrafił skrzyknąć grupę groźnych zabijaków.

- To on był prekursorem używania sprzętu - opowiada Robert, kibic Hutnika. - Razem ze swoją ekipą robił wjazdy ludziom nawet do domu, pracy, szkoły. Był na samym szczycie. Dziś ma rodzinę, żonę, dzieci. Wycofał się z kibicowania i chce zapomnieć o tamtych czasach. Ale one nie chcą zapomnieć o nim. W wywiadzie dla "Krakowskiej" w grudniu 2008 r. mówił: "Mam świadomość, że wielu chce mnie upolować. Nie mam wątpliwości, że pseudokibice Wisły mogą planować napad na mnie. Boję się tylko tego, że ktoś zamarzy, że zdobędzie sławę i spróbuje mi ożenić kosę. By o nim mówiono, że to ten, który zabił słynnego niegdyś Metala".

Na jego miejsce pojawili się nowi przywódcy chuligańskiego półświatka. 30-letni dziś Paweł M., ps. Misiek, to legenda wiślackich bojówkarzy Sharksów. Niewinnie, a wręcz swojsko brzmiąca ksywka jest w tym przypadku myląca.

Jeszcze 10 lat temu kradli samochody.Teraz dominują narkotyki

Na mecze chodził już jako małolat. Sławę zyskał po tym, jak w 1998 r. z trybuny rzucił nożem w głowę włoskiego piłkarza Dino Baggio - choć plotka głosi, że celował w innego. Chociaż Włochowi nic wielkiego się nie stało, Misiek na osiem lat trafił do więzienia. Gdy wyszedł, był już niekwestionowanym liderem bojówki.
- Gość był inteligentny, ale nie w sensie wykształcenia, tylko takiej bystrości, zaradności życiowej, intuicji - opisuje Olo, kibic Wisły. - No i oczywiście miał ogromną charyzmę. Jak został przywódcą? Był najodważniejszy, najbardziej popier..., a przy okazji ogarniał sytuację.
I jak się okazało, nieźle ogarniał. Z szeregowego żołnierza szybko awansował w przestępczych strukturach.

Kiedy w latach 90. gang Marchewy walczył w Krakowie o prymat z gangiem Pyzy, kibicowanie było jeszcze na drugim planie. Ale wśród członków tych grup byli też chłopaki ze stadionów. Niczym dziwnym było, że w tej samej ekipie latali chłopaki i z Wisły, i z Cracovii. Ktoś kto zdobył pozycję w półświatku, zyskiwał też na stadionie. Gromadził wokół siebie swoich ludzi i tak tworzyły się przestępcze grupy, podzielone na kibiców danego klubu.

Krążą plotki, że pseudokibice Wisły byli powiązani z gangiem Marchewy. Ale to o szalikowcach Cracovii zawsze mówiono, że łatwiej wkręcają się w szemrane, dochodowe interesy. Dlatego wielu "wiślaków" zaczęło się przerzucać do grup związanych z kibolami z drugiej strony Błoń.

- Jedna osoba potrafiła przerzucić całe osiedle, tak dużo miała do powiedzenia - opowiada Robert. - Wychodziła z więzienia, gdzie wciągnęła się w klimaty Cracovii, i uświadamiała chłopakom, co się opłaca. Tam od zawsze panował klimat ciemnych interesów. O szczegółach ci nie powiem, bo ich nie ogłaszają. Ale narkotyki na stadionie nikogo nie szokują. Chłopaki nawet się z tym nie kryją.

26-letni Oskar, kibic "Pasów", przyznaje: - Dużo w tym wszystkim hipokryzji. Podziały istnieją na tych niższych szczeblach. Na górze liczą się już tylko interesy. Zdarzało się, że najbardziej "konkretne" osoby z Wisły i Cracovii siedziały razem pod celą i zapałały do siebie przyjaźnią. Dziś wspólnie dobijają targów. Jak się szykuje jakaś większa akcja, to się dogadują: ty jedziesz, to ja sobie odpuszczę. Unikają konfrontacji.
Choć podobno nie chodzi tylko o interesy. - Cracovia zawsze jechała na opinii chuligańskiego klubu - dopowiada Robert. - Bycie w takiej ekipie dawało większy respekt. Szaraczki przerzucali się właśnie dlatego. Wisła zawsze była w czołówce i dziś ma dużo tzw. kibiców sukcesu. A na Cracovię, w czasie gdy przegrywała w III lidze, przychodzili już tylko tacy, których interesowały zadymy.

- Te wszystkie podziały są sztuczne - mówi Olo. - Rozumiem, że leją się punki ze skinami. Ale tu tłuką się ludzie, którzy są materiałem na najlepszych ziomków: wyznają tę samą ideologię, zasady, pochodzą z podobnych środowisk, nawet identycznie się ubierają. Na spotkaniach Młodzieży Wszechpolskiej w jednej ławeczce siedział chuligan Wisły i najbardziej przej... osoby z Cracovii. Najpierw dyskutowali, a później wspólnie szli napier... brudasów.

Narastająca brutalizacja i fanatyzm wśród kibiców spowodowały, że w krakowskiej policji zorganizowano sekcję do walki z bandytyzmem stadionowym, gdzie rozpracowuje się szalikowców. Jak wynika z zebranych przez funkcjonariuszy informacji, między ludźmi tworzącymi chuligańskie bojówki istnieje silna więź. A wszelkie przejawy nielojalności są brutalnie karane.

- Działalność jednej grupy ogranicza się zwykle do jednego osiedla czy kilku bloków - opowiada oficer operacyjny zajmujący się zwalczaniem bandytyzmu stadionowego. - Siły łączą dopiero na meczach lub wspólnie planowanych akcjach. Organizują się również, kiedy któryś z nich ma wyrok, czyli kosę od innej drużyny. Przyjeżdżają po niego do mieszkania, zawożą i odwożą do szkoły lub pracy. Pilnują się, aby nie przekraczać wyznaczonych granic poszczególnych dzielnic. Jeżeli to robią, to tylko w dużej grupie.

Dawni "szalikowcy", którzy dziś mają 30-35 lat, nie biorą już udziału w zadymach. Część z nich z tego wyrosła, niektórzy normalnie pracują, inni handlują narkotykami lub "siedzą" w przestępstwach samochodowych. Struktura tych grup jest zorganizowana na wzór gangów.

- Rządzą przywódcy, którzy na to zasłużyli w oczach kumpli i stażem kibicowania - opowiada Marek. - Kolejne werbunki opierają się na znajomych, którzy już się sprawdzili, brali udział w zadymach, mieszkają na tym samym osiedlu.
Przywódca decyduje o taktyce: z kim jest sztama, na kogo zostanie urządzona zasadzka, z kim przyjąć ustawkę i gdzie. To przywódcy organizują transport czy pieniądze na zapłacenie grzywny w sądzie, a także kryjówki dla poszukiwanych przez policję.
Ścisła czołówka to kilkanaście osób. Mają pod sobą 100-200 gotowych na wszystko żołnierzy, którzy wykonują czarną robotę.

- Tu nie ma demokracji - przyznaje Robert. - Jest jeden lider, który nadaje ton. Albo mu się podporządkujesz, albo wypad. Michał, kibic "Pasów", dopowiada: - Żadna akcja, która nie wyjdzie z inicjatywy bojówki, nie zyska poklasku. Nie pozwolą na niekontrolowaną zadymę. Nie będą się narażać, bo jakiś debil chciał się pokazać.

Potwierdzeniem ich słów jest fakt, jak trudno się z nimi skontaktować. Jeden z nich podaje mi numer tymczasowy, pod którym mogę go zastać tylko o określonej godzinie.
Jeszcze 10 lat temu domeną przestępczą grup chuligańskich były kradzieże samochodów, wymuszanie okupów. Dziś dominują narkotyki.

- Zdarzały się przypadki, że ktoś zmieniał barwy klubowe, bo dostawał lepszą ofertę - opowiada Marek. - Pomocne w handlu narkotykami i zdobywaniu towaru bywają sztamy z szalikowcami w innych miastach. Zdarza się też, że wrogie ekipy prowadzą z sobą transakcje czy zaopatrują się u tego samego hurtownika. Niemniej mają swoje terytoria: osiedla, lokale i tam sprzedają narkotyki.

Dlatego nie ma szans na to, żeby "święta wojna" na ulicach Krakowa dobiegła końca. Zawieszenie broni nie jest bowiem chuliganom na rękę. Konkurencja psuje interesy, zabiera klientów, ogranicza wpływy z narkotyków. Aby zarobić więcej, muszą ją zwalczać.
Imiona kibiców zmienione

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Sokolowski

Wydaje mi sie ze rodzina powinna sie wstydzic za takie wystepki przeciez to zabijanie innych ludzi narkotykami a za co oni boli niewinnych kibicow to znaczy ze jezeli ja pojde zobaczyc mecz to moga mnie pobic tak za nic a co na to policja przeciez to przestepstwo

Dodaj ogłoszenie