Okiem Jerzego Stuhra: Ja i "Krakowska"

Redakcja
Marcin Makówka
Ta wiadomość dotarła do nas dopiero teraz. Podobno na spotkaniu w Świnoujściu powiedział Pan słuchaczom, że na wszystkie pytania, to Pan odpowiada tylko na łamach "Gazety Krakowskiej". Bardzo dziękujemy, ale o co poszło? - pyta Maria Malatyńska Jerzego Stuhra :)

O naturalną wścibskość niektórych dziennikarzy. Ale trzeba zacząć od początku, tzn. od radości, jaką przeżywa twórca, gdy spotyka się ze swoimi odbiorcami. Wakacyjne spotkanie w Świnoujściu, wymyślone przed laty przez Krzysztofa Zanussiego, co roku poświęcone jest innemu tematowi.

W tym roku temat brzmiał prowokacyjnie: "Czy wzrost PKB wpływa na zwiększenie poczucia szczęścia".
Znalazłem się wśród zaproszonych do dyskusji, obok profesora Balcerowicza, profesora Czapińskiego, Krystyny Jandy i kilku innych osób. Każdy z nas miał tam też swoje spotkania. Np. Krysia Janda pokazała swój monodram "Danuta W.", a ja podpisywałem dzienniki z czasów choroby, czyli książkę "Tak sobie myślę".

I tu właśnie przeżyłem tę radość spotkania z czytelnikami. Gdy wszedłem do wielkiego namiotu, który był miejscem spotkań i zobaczyłem nagle "tysiąc" osób i każda trzymała w ręce tę moją książkę, to się wzruszyłem. Niezależnie od zwykłego, fizycznego trudu, jakim jest podpisanie "tysiąca" książek! Rozmowy z czytelnikami, czyli także z widzami, a więc rozmowa o filmach, o rolach - to wszystko jest zawsze miłe i serdeczne.

Ale przy takiej okazji dziennikarze rozmaici robią sobie materiały na różne tematy. Stąd nagle ni stąd ni zowąd pojawia się głos: "Panie Jerzy, proszę nam powiedzieć o problemach ekologicznych naszego kraju". "Panie Jerzy, proszę powiedzieć, jaki według pana jest wpływ niżu demograficznego na kryzys w rodzinie"? Albo: "Proszę się ustosunkować do ostatnich doniesień na temat"… I tu pada jakikolwiek, znany z prasy temat.

Więc przerwałem to wszystko i powiedziałem: Proszę państwa, koniec z pytaniami na tematy, na których się nie znam. Choć lubię tematy rozmaite, to odpowiedzi na nie zachowuję wyłącznie dla mojego felietonu w "Gazecie Krakowskiej". Bo wtedy mam możliwość refleksji i skupienia. Ale takie szybkie odpowiedzi na przypadkowe pytania, jak w quizie, to nic nie dają. Nie chcę być celebrytą, a to celebryci tak odpowiadają. Mnie zrównanie z celebrytą ubliża.

Nie po to ciężko pracowałem całe życie na scenie i na planie filmowym, żeby teraz być zrównanym z ludźmi, którzy reklamują pieluszki, bo są młodymi mamami, albo robią lody i z tego powodu są na salonach. Nie, nie udzielę żadnego wywiadu na temat np. wpływu ekologii na samopoczucie Polaków! Ostatnią dyskusją, którą wyrzęziłem z siebie, to była odpowiedź, czy PKB wpływa na szczęście!

Bo muszę powiedzieć, że ta dyskusja się nie udała, Krzysztof Zanussi popełnił błąd, wymyślając taki temat i "rozpisując" go na tak różnych ludzi. Nie można znaleźć żadnego wspólnego mianownika między ludźmi o tak całkowicie odmiennym doświadczeniu i przygotowaniu, drodze życiowej, jak my. Czy może być interesująca rozmowa na ten temat między np. mną a panem Kretem od pogody w telewizji? Albo jak można dyskutować, jeśli taki temat profesorowi Balcerowiczowi przekłada się wyłącznie na procenty, a procenty nie mają nic wspólnego z możliwością rozmowy. Więc każdy z nas mówił, co chciał i rozmowy nie było, choć padło sporo słów.

Mnie publiczność zapytała, co to znaczy czuć się szczęśliwym? Więc powiedziałem, że ja tego słowa w przymiotnikowej formie nie potrafię użyć do siebie. Miewam szczęście, to tak … a szczęście jest jak wielki balon, który wisi nade mną i ja mogę od czasu do czasu dotknąć go. Ale nie potrafię zanalizować "bycia szczęśliwym". Ktoś zapytał mnie wtedy, czy po chorobie wiem coś więcej o miłości? Powiedziałem, że właśnie choroba jest jedynym stanem weryfikowalnym dla miłości. Bo wtedy wiesz na pewno, co znaczą słowa "nie opuszczę cię aż do śmierci". Gigantyczne brawa, które wtedy wybuchły, najlepiej świadczyły, że ludziom takiej pewności zawsze potrzeba.

Notowała Maria Malatyńska

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
"Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie