Oświęcim. Unia zagrała po mistrzowsku, więc pokonała mistrza Polski, tyski GKS [WIDEO, ZDJĘCIA]

Jerzy Zaborski
Jerzy Zaborski
Adam Bagiński, napastnik GKS Tychy, stara się minąć Marka Modrzejewskiego, obrońcę Unii Oświęcim. W spotkaniu rozegranym awansem w hokejowej ekstraklasie Unia Oświęcim pokonała GKS Tychy, mistrza Polski, 6:2.
Adam Bagiński, napastnik GKS Tychy, stara się minąć Marka Modrzejewskiego, obrońcę Unii Oświęcim. W spotkaniu rozegranym awansem w hokejowej ekstraklasie Unia Oświęcim pokonała GKS Tychy, mistrza Polski, 6:2. Fot. Jerzy Zaborski
Udostępnij:
W spotkaniu rozegranym awansem z 17. kolejki hokejowej ekstraklasy, Unia Oświęcim pokonała mistrza Polski GKS Tychy 6:2, będąc w przekroju całego meczu zespołem lepszym, choć poprzedni sezon zakończyła dopiero na 6. pozycji. Oświęcimian zmotywował prezes klubu Ryszard Skórka, który obiecał, że w razie pokonania mistrza nazajutrz wypłaci zawodnikom wszystkie zaległości, a sięgające trzech miesięcy - U mnie słowo jest droższe od pieniędzy – powiedział po meczu prezes Unii.

WIDEO: Hokej: Unia Oświęcim – GKS Tychy 6:2

Autor: Jerzy Zaborski, Gazeta Krakowska

O ile jeszcze po pierwszym trafieniu Radima Haasa niewielu wierzyło w końcowy sukces gospodarzy, to jednak z każdym następną zdobyczą apetyty na sukces były coraz większe i coraz bardziej realne. Mistrzowie Polski sprawiali wrażenie w Oświęcimiu mocno zagubionych. Dowodem na to było wzięcie czasu przez trenera gości Jirzego Szejbę i zmiana bramkarza.

A kibice mieli na co popatrzeć. Uderzenie Marka Modrzejewskiego z nadgarstka, po krótkim rogu, było przedniej marki. Z kolei przed trzecią bramką oświęcimianie rozmontowali mistrzowską defensywę.

Jeszcze przed pierwszą przerwą Budzowski zmarnował karnego, a na 5 s przed syreną Radim Haas przestrzelił, mając przed sobą pustą bramkę.

Po zmianie stron goście chcieli szybko odrobić straty. Jednak po prostym błędzie w strefie środkowej, Wojtarowicz po solowym pojedynku z Żigardym trafił w okienko. Na koniec drugiej osłony miejscowi wykorzystali liczebną przewagę i kibice zaczęli liczyć mistrzów Polski.

Aktywa tyszan przed pierwszą przerwą były wyjątkowo skromne. Strzał Marcina Kolusza, po którym Przemysław Witek złapał krążek zmierzający w "okienko"

Tyszanie wrócili do gry w ostatniej odsłonie. Zdobyli dwa gole. Wtedy GKS grał na mistrzowskim poziomie, spychając miejscowych do głębokiej defensywy. - Był to dla nas ciężki okres _– przyznał Przemysław Witek, bramkarza oświęcimian, który w przeszłości występował w Tychach. - Byłem zmęczony i przy straconych golach nie widziałem krążka. Jednak po zdobyciu szóstej bramki znowu złapałem swój rytm. Całe może życie to są oświęcimsko-tyskie pojedynki. Jak grałem w Tychach, sprężałem się na Unię, teraz znowu byłem zmobilizowany na tyszan._

Po stracie drugiej bramki tym razem trener oświęcimian Josef Dobosz wziął czas, żeby wytrącić rywali z uderzenia.

Oświęcimianie odzyskali wigor dopiero jednak przy karze Filipa Komorskiego. Okazje do zdobycia gola mieli Damian Piotrowicz i Jan Daneczek. Jednak dopiero kontra Sebastiana Kowalówki, po strzale którego Stefan Żigardy odbił krążek, Mateusz Adamus „wmiótł” go do siatki. - Trener zawsze powtarza, żeby zawsze do końca jechać za krążkiem. Opłaciło się – przyznał szczęśliwy strzelec gola, który ostatecznie pogrążył tyszan.

- Przed meczem już punkt byłby dla nas cenną zdobyczą z mistrzem Polski, ale skoro udało się wziąć pełną pulę, jestem szczęśliwy. Przez dwie tercje graliśmy niemal bezbłędnie, bo po mistrzowsku –
przyznał Josef Dobosz, trener Unii.

- Po tym meczu zawodnikom powinna się zaświecić czerwona kontrolka, że nikt się przed nami nie położy, prosząc o najniższy wymiar kary tylko dlatego, że jesteśmy mistrzami kraju
– powiedział Krzysztof Majkowski, II trener tyszan. - Każdy będzie się sprężał na mistrza. Mogę tylko pogratulować rywalom sukcesu. Dlaczego Kamil Kosowski został zdjęty z bramki po stracie trzeciego gola? Taka była decyzja pierwszego szkoleniowca, żeby dać drużynie impuls do walki, bo nie mogła się odnaleźć. Nie zamierzam oceniać, czy przy straconych golach Kosowski mógł się zachować lepiej.

Unia Oświęcim – GKS Tychy 6:2 (3:0, 2:0, 1:2)
1:0 Haas (Szewczyk, Piotrowicz) 3, 2:0 Modrzejewski (Tabaczek, S. Kowalówka) 10, 3:0 Szewczyk (Vosatko) 16, 4:0 Wojtarowicz (Tabaczek) 21, 5:0 Daneczek (Wojtarowicz, Popela) 40, 5:1 Vitek (Kolusz) 45, 5:2 Bepierszcz (Komorski, Kotlorz) 50, 6:2 Adamus (S. Kowalówka) 57.
Sędziował: Przemysław Kępa (Nowy Targ). Kary: 10 – 12 minut. Widzów: 1000.

Unia: Witek – Bezuszka, Vosatko; S. Kowalówka, Tabaczek, Adamus – Modrzejewski, Gabryś; Budzowski, Daneczek, Wojtarowicz – Popela, Gębczyk, Szewczyk, Haas, Piotrowicz – Malicki, Wanat, Paszek.

GKS: Kosowski (od 15.32 Żigardy) – Kotlorz, Bryk; Kolusz, Kartoszkin, Kogut – Kotlorz, Ciura; Bagiński, Galant, Witecki – Pociecha, Hertl; Kuzin, Rzeszutko, Łopuski – Komorski, Kalinowski, Bepierszcz oraz Vitek, Jeziorski.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie