Sądecki sztetl - muzeum, które przychodzi do ludzi. Od 10 lat krzewi historię Żydów Sądeckich i świętuje sukcesy [ZDJĘCIA]

Klaudia Kulak
Klaudia Kulak
2016 r. - rocznica likwidacji getta Na pierwszym planie dwójka ocalałych z Nowego Sącza - Markus Lustig i Moniek Goldfinger, którzy się spotkali pierwszy raz po 74 latach.
2016 r. - rocznica likwidacji getta Na pierwszym planie dwójka ocalałych z Nowego Sącza - Markus Lustig i Moniek Goldfinger, którzy się spotkali pierwszy raz po 74 latach. Sądecki Sztetl
Kultywowanie pamięci o historii Polskich Żydów to nie tylko domena dużych miast. Udowadnia to Sądecki Sztetl, który został doceniony przez Towarzystwo Społeczno - Kulturalne Żydów w Polsce jako przykład nowoczesnej edukacji muzealnej. Mała organizacja z Nowego Sącza w stworzonym przez nich filmie została wyróżniona obok takich instytucji jak Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN i Żydowskiego Muzeum Galicja. Na ten sukces pracowano jednak od lat. W tym roku mija ich dokładnie 10, odkąd organizacja, której celem jest ocalanie pamięci o Żydach mieszkających w Nowym Sączu rozpoczęła swoją działalność.

FLESZ - Jaka muzyka jest najlepsza dla zdrowia? Tego się nie spodziewałeś!

Przybliżenie sądeczanom oraz wszystkim zainteresowanym kultury, religii i historii Żydów oraz przedstawienie materialnego i duchowego wkładu ludności żydowskiej w rozwój Nowego Sącza - to głównie założenie organizacji Sądecki sztetl.

Jej historia rozpoczęła się dokładnie w dniu, kiedy odszedł Jakub Miller - ostatni strażnik pamięci o Sądeckich Żydach, który opiekował się zabytkami i dbał o to, aby przekazywać swoją wiedzę młodemu pokoleniu. Wśród osób, u których zasiał miłość do tej tematyki był Łukasz Połomski. To właśnie on założył organizację, która stała się bardzo ważna nie tylko na Sądecczyźnie.

- Jakub Miller był dla mnie bardzo bliską osobą i kiedy odwiedzał Nowy Sącz spędzałem z nim mnóstwo czasu. Gdy go zabrakło, stwierdziłem, że nie mogę tego tak zostawić- opowiada Połomski, dyrektor organizacji.

To właśnie wtedy rozpoczęły się pierwsze działania podejmowane przez członków organizacji, które były wówczas bardzo nietypowe. Spacery historyczne będące jednymi z pierwszych inicjatyw Sądeckiego sztetla, były unikatową formą działalności w skali województwa. Potem spektrum aktywności organizacji poszerzył się o lekcje historii w szkołach oraz wykłady w różnego rodzaju instytucjach i rozwija się nieustannie.

- Jesteśmy muzeum, które przychodzi do ludzi. Działamy tak już od lat choć mamy nadzieję, że doczekamy się przyszłości chociażby małej siedziby, w której moglibyśmy stworzyć ekspozycję na temat sądeckich żydów - przyznaje.

Jakie było najważniejsze osiągnięcie organizacji w ciągu ostatnich dziesięciu lat? To pytanie trudne, bo jest ich całe mnóstwo, jednak bez wątpienia można powiedzieć, realizuje bardzo ważny cel - przywraca pamięć o Sądeckich Żydach.

Świadczyć może o tym chociażby fakt, że data likwidacji getta w Nowym Sączu jest znana większości mieszkańców, a obchody tego wydarzenia już na stałe wpisały się w kalendarz wydarzeń w mieście.

Po 10 latach aktywności ludzi zrzeszonych przy organizacji zostały również ślady materialne, jak tablice czy pomniki, jednak jak podkreśla Połomski najważniejsze jest to, co zostaje w ludziach i ich sercach.

- 23 sierpnia 2016 roku z naszej inicjatywy pierwszy raz po 74 latach spotkało się w Nowym Sączu dwóch więźniów getta. Poznali się jako dwaj chłopcy, którzy pracowali razem w obozie, razem stali na łące nad Dunajcem. Widziałem wzruszenie w ich oczach i sam też byłem wzruszony. Wtedy poczułem, jak ważne jest to, co robimy. Udało nam się do Nowego Sącza zaprosić ciągle żyjących świadków Holocaustu, co było ważne nie tylko dla nas, ale również dla nich - wspomina Połomski.

Sądecki sztetl skupia mnóstwo osób, którzy urzeczeni tą formą działalności starają się swoją aktywnością wspierać jej działania. Wśród tych osób jest Edyta Danielska, polonistka jednej z sądeckich szkół, która tak wspomina moment, kiedy zdecydowała się dołączyć do organizacji.

-Sześć lat temu Łukasz Połomski przyszedł do jednej z sądeckich szkół, w której wtedy pracowałam. To był wtedy bardzo młody historyk, który z taką pasją opowiadał o tym, co działo się kiedyś w Nowym Sączu i historii getta, że na co dzień dość trudni do okiełznania szesnastolatkowie z klasy sportowej słuchali go jak zaczarowani. Echa tej wizyty zostały w tej szkole na dłużej. Podjęłam wtedy decyzje, że zaangażuje się w Sądecki Sztetl. Ciąży na nas pewien obowiązek - wspomina Danielska.

Kiedyś w Nowym Sączu jedną trzecią społeczności stanowiła mniejszość żydowska. Tych ludzi już nie ma, ale dzięki organizacjom takim, jak Sądecki sztetl pamięć o nich nie zaginie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie