Sepioł: jesteśmy dzisiaj nowym mieszczaństwem

Redakcja
katrzyna prokuska
- Impuls do odnowy kwartałów miejskich wychodzi od ludzi, którzy tam mieszkają. Rewitalizacja to słowo, które dobrze oddaje sens tego całego procesu. Rewitalizacja, czyli - ponowne ożywienie. Ludzie, którzy akceptują miejsce, w którym żyją, gdzie czują się u siebie, odkrywają, że wystarczy na przykład coś urządzić w opuszczonym zakładzie i nagle w starych strukturach zaczyna się zupełnie nowe, lepsze życie. - mówi Janusz Sepioł, senator RP, architekt i historyk sztuki w rozmowie z Barbarą Sobańską.

Na Facebooku powstały grupy "Zmodernizujemy wały w Krakowie" i "Kanał ulgi dla Krakowa". Ludzie zorganizowali się i chcą coś zrobić z tym problemem miasta.
Dziś wiele akcji społecznych zaczyna się od ruchu w przestrzeni wirtualnej. To wokół czego ludzie się organizują, dowodzi, że nadeszła faza reurbanizacji miast. Po urbanizacji, gdy miasta rosły, ludzie przenosili się do nich ze wsi, a następnie dezurbanizacji, gdy każdy chciał mieć domek pod miastem - dziś wracają do miast, a właściwie do śródmieść.

Co się stało, że ten domek nie jest już marzeniem?
Pogorszył się standard naszego życia, bo zwiększyły się problemy z komunikacją. Ludzie odkrywają, że wygodniej i ciekawiej jest żyć w mieście.

Czy to oznacza już, że życie w mieście jest modne?
Jak najbardziej. Miasto to najatrakcyjniejsza forma życia. Mieszkając w mieście ma się dostęp do muzeów, filharmonii, restauracji, czyli wielkich zbiorów dzieł sztuki, koncertów świetnych muzyków czy jedzenia u najlepszych kucharzy. Oznacza to dostęp do tego, co niegdyś było wyłącznie przywilejem arystokracji, a dziś - w demokratycznym społeczeństwie - jest osiągalne dzięki wydatkom publicznym.

Dlaczego znów chcemy żyć w mieście?
Zmieniają się nasze aspiracje i model życia. Polacy wyjeżdżają za granicę, pracują w światowych metropoliach, poznają urok życia wielkomiejskiego. Nie wystarczy im już przysłowiowy "domek z ogródkiem", bo chcą się realizować na różne sposoby. Jest też dużo singli, którzy prowadzą inny styl życia, mają więcej czasu i pieniędzy.

Ale skąd te inicjatywy na Facebooku? Nie wystarczy już samo korzystanie z uroków miasta?
Miasto też się zmienia. Opustoszały jego tereny przemysłowe. Mówimy o obszarach "poprzemysłowych", do których powoli wracają funkcje miejskie, ale które są jeszcze na tyle nieatrakcyjne i nieciekawe, że trudno się tam spotkać ze znajomymi czy wyjść z dziećmi. I ludzie, którzy mają trochę więcej czasu, czasem pieniędzy lub inicjatywy, zaczynają się organizować, aby zmienić swoje otoczenie i by poczuć jakiś rodzaj wspólnoty. Dawniej dawała ją parafia albo zakład pracy. Dziś jest to "bycie razem" - na jednej ulicy, w jednej dzielnicy. Ludzie skupiają się wokół czegoś, co łączy ich emocjonalnie, nawet wokół tak niecodziennych celów jak wały wiślane. Szukają nowych atrakcyjnych idei dla obszaru miasta, z którym czują się związani. To tak zwany ruch kreatywnego miasta.

Albo rewitalizacja. Impuls do odnowy kwartałów miejskich wychodzi od ludzi, którzy tam mieszkają.
Rewitalizacja to słowo, które dobrze oddaje sens tego całego procesu. Rewitalizacja, czyli - ponowne ożywienie. Ludzie, którzy akceptują miejsce, w którym żyją, gdzie czują się u siebie, odkrywają, że wystarczy na przykład coś urządzić w opuszczonym zakładzie i nagle w starych strukturach zaczyna się
zupełnie nowe, lepsze życie. W Krakowie mamy kilka świetnych przykładów. Stare Miasto, opanowane zostało przez masową turystykę, która wypchnęła autentyczne życie na Kazimierz. I nagle spontanicznie, bez żadnych akcji i pieniędzy publicznych, powstały tam dziesiątki klubów, restauracji, barów, miejsc spotkań, miejsc kultury. Teraz atrakcją zaczynają być stare Podgórze i Zabłocie. To proces, który wędruje po mieście.

Miasto w pewnym sensie decentralizuje się?
Tak, i to tworzy jego nowy, niesłychany potencjał, widoczny na przykład w ruchach dzielnicowych. Rodowici krakowianie bardzo mocno czują podziały przestrzeni, niedostrzegalne dla ludzi, którzy - nawet jeśli mieszkają w Krakowie od lat - jednak przyjechali z zewnątrz. Jeśli ktoś na Zwierzyńcu chodził do przedszkola, podstawówki, szkoły średniej, to tam ma kolegów, drużynę harcerską, klub piłkarski i właśnie tutejsze problemy i tutejsze środowiska są dla niego ważne. O wiele ważniejsze niż dotyczące innych dzielnic - Bieżanowa, Prądnika czy Nowej Huty.
To może warto wrócić do czterech dzielnic w Krakowie, ale jednocześnie dać im znacznie większą samodzielność, skoro okazuje się, że ludzie chcą działać i zmieniać swoją okolicę?
Krakowianie słabo identyfikują się z czterema dzielnicami. Tak podzielono Kraków po drugiej wojnie światowej. To były ogromne obszary o sztucznych granicach i takie wspólnoty właściwie nigdy nie zaistniały. Dzisiejszych 18 dzielnic dość dobrze odpowiada historycznemu rozwojowi miasta. Powinny mieć one większe możliwości działania. Ważniejsze od spraw administracyjnych jest jednak to, by ludzie identyfikowali się z miejscem. Na oddolne ruchy, na przykład na Facebooku, trzeba patrzeć z wielką wrażliwością i trzeba im pomagać.

No właśnie. Tymczasem z działalności naszych przykładowych grup nic nie wynika. Oni zaś spotykają się na konferencjach, słuchają ekspertów. Próbują coś zrobić.

Urząd Miasta powinien obserwować, o czym ludzie dyskutują w internecie i reagować. Bo to jest sejsmograf. Władza jest ze swej natury służebna i powinna reagować na takie inicjatywy.

Czy mieszkańcy mogą cokolwiek zrobić, żeby zainteresować władzę?
Stosunkowo łatwo można doprowadzić do sytuacji, że władza jest bez wyjścia. Jeśli np. wały wiślane stają się ważne w debacie, to zawsze znajdą się lokalni politycy, którzy będą chcieli to skapitalizować. Władze miasta, pochodzące przecież z wyboru, nie mogą tego ignorować. Dużą pomocą są media, które mogą przenieść taki temat do szerszej debaty ogólnomiejskiej.

Socjologowie twierdzą, że moda na mieszkanie w mieście i angażowanie się w jego rozwój to nie jest zwykłe dążenie do samodzielności, lecz nowe ukonstytuowanie naszej wolności, nieomal rewolucja.

Zgoda! Zaczynamy swoje życie organizować sami, nie tylko przez wybieralne struktury. Odchodzi w przeszłość model: od poniedziałku do piątku praca, a na weekend za miasto. Przestajemy być takimi nomadami, którzy jeszcze do tego rytmu życia dorzucają wczasy raz do roku za granicą.
Chcemy mieć cały tydzień atrakcyjny i również weekend, bez konieczności masowego wyjazdu i powrotu. Może trudno sobie to uświadomić, ale przed pierwszą wojną światową nikt nie wyjeżdżał z miasta na weekend. Ludzie spacerowali po Plantach, odwiedzali muzea, kawiarnie, restauracje, chodzili do opery. My zaczynamy robić to samo - w tym sensie jesteśmy nowym mieszczaństwem.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie