Wicepremier Piotr Gliński: Igrzyska olimpijskie w Tokio to znak, że świat powoli wraca do normalności [WYWIAD]

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Prof. Piotr Gliński
Prof. Piotr Gliński Szymon Starnawski /Polska Press
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Wicepremier, minister kultury, dziedzictwa narodowego i sportu prof. Piotr Gliński opowiada nam m.in. o zbliżających się igrzyskach olimpijskich w Tokio, medalowych szansach Polaków, swojej pasji do judo i roli sukcesów sportowców w postrzeganiu kraju na arenie międzynarodowej.

Tomasz Dębek: Z powodu pandemii koronawirusa igrzyska w Tokio będą inne niż wszystkie. Mimo przełożenia imprezy o rok i licznych obostrzeń dla uczestników powinniśmy uznać za pozytywny sygnał to, że igrzyska w ogóle uda się zorganizować?
Prof. Piotr Gliński: To dobrze, że mimo trudności Międzynarodowy Komitet Olimpijski i Japoński Komitet Olimpijski podjęły rękawicę i zdecydowały się doprowadzić misję „Tokio 2020” do końca, choć tak naprawdę dopiero teraz zaczyna się największa operacja logistyczna, w którą zaangażowanych będą dziesiątki tysięcy osób – sportowcy, ich sztaby, ludzie odpowiedzialni za obsługę igrzysk, wolontariusze. Mam nadzieję, że ostatecznie operacja ta zakończy się sukcesem i wszyscy będziemy emocjonować się rywalizacją na najwyższym światowym poziomie. Dobrze, że te igrzyska się odbędą. To znak, że świat wraca powoli do normalności. Przez pandemię koronawirusa rywalizacja sportowa na najważniejszych imprezach na dłuższy czas musiała zejść na drugi plan. Teraz wraca i wszystkich nas to cieszy. Zakończone właśnie piłkarskie Mistrzostwa Europy pokazały, jak głodni rywalizacji na najwyższym międzynarodowym poziomie są sportowcy i kibice i jak bardzo na możliwość takiej rywalizacji czekamy. Przygotowania polskich olimpijczyków do igrzysk w Tokio przebiegały zgodnie z zaktualizowanym przez związki sportowe planem, my jako ministerstwo wspieraliśmy i wspieramy je w pełni.

ZOBACZ TEŻ:

Brak kibiców z całego świata i wyjątkowej atmosfery na arenach zawodów może wpłynąć na atrakcyjność widowiska?
Obecność kibiców na trybunach bez wątpienia uskrzydla sportowców, myślę jednak, że olimpijczycy są tak głodni rywalizacji, sportowej adrenaliny, rekordów i medali, a ranga zawodów jest tak wysoka, że brak publiczności nie wpłynie na poziom tej największej na świecie imprezy sportowej. To nie jest łatwy temat, bo trzeba wyważyć wiele potrzeb i racji, jednocześnie mając na uwadze fakt, że najważniejsze jest zdrowie i bezpieczeństwo ludzi. Właśnie w trosce o zdrowie olimpijczyków organizatorzy podjęli decyzję o przeprowadzeniu japońskich igrzysk w reżimie sanitarnym – tak zwanej „bańce covidowej” – i trzeba to uszanować. Wierzę, że postępujący na całym świecie proces szczepień przeciw COVID-19 pozwoli w niedalekiej przyszłości otworzyć wszystkie sportowe areny dla publiczności. Patrząc z naszej, krajowej perspektywy, mam nadzieję, że ci Polacy, którzy do tej pory się nie zaszczepili, zdecydują się na to jak najszybciej i także dzięki temu unikniemy czwartej fali koronawirusa albo znacząco ją ograniczymy. A co za tym idzie – imprezy sportowe w naszym kraju będą mogły odbywać się normalnie.

Polskę w Tokio reprezentować będzie 215 sportowców, to najwęższa kadra od 2004 r. Ilość nie przekłada się w tym przypadku na jakość?
Warto przypomnieć, że polska reprezentacja na Igrzyska XXXI Olimpiady w Rio de Janeiro liczyła 243 zawodniczki i zawodników, przy czym ostatecznie wystartowały 234 osoby. Wzięły one udział w 198 startach, zajmując 37 razy miejsca punktowane, co dało 18,6% skuteczności startowej, zaś zadania wynikowe zostały wykonane w 65 startach (32,8%). Wynika z tego, że wielu polskich zawodników pojechało na igrzyska w Rio, nie mając postawionych wymagań w postaci zajęcia miejsc w przedziale 1-8 i zdobycia choćby jednego punktu. Ilość nie przełożyła się na jakość. Mam nadzieję, że tym razem poziom sportowy naszej reprezentacji jest znacznie wyższy, a niewielki choćby wzrost skuteczności startowej tej nieznacznie mniejszej grupy zawodników przełoży się na lepsze lub porównywalne rezultaty.

Jaki wynik naszych sportowców będziemy Pana zdaniem mogli uznać za sukces?
Miniony rok był niezwykle trudny dla sportowców przygotowujących się do igrzysk i innych dużych imprez rangi międzynarodowej. Zawodnicy – nie tylko polscy – zmagali się z trudnościami wynikającymi z wybuchu pandemii koronawirusa i obostrzeń, które musiały zostać na skutek pandemii wprowadzone. Największe z tych utrudnień to oczywiście już samo przesunięcie igrzysk o rok, co musiało wpłynąć na cykl przygotowań. Inne problemy to odwołania i przesunięcia zawodów kwalifikacyjnych, a także obostrzenia, które często wpływały na możliwość podjęcia międzynarodowej rywalizacji – najlepszego miernika formy sportowca. Z uwagi na pandemię odbyły się tylko nieliczne międzynarodowe imprezy mistrzowskie. To wszystko sprawia, że trudno o realną ocenę naszych olimpijskich szans medalowych, mamy bowiem zbyt mało punktów odniesienia. Gdyby nie pandemia, a igrzyska odbywałyby się w normalnym terminie, oczekiwalibyśmy pewnie 15 medali dla biało-czerwonych. Na pewno cieszyć będziemy się z każdego medalu, a 12 krążków uznamy za umiarkowany sukces.

Z trzech ostatnich igrzysk Biało-Czerwoni przywozili po 11 medali, tych najcenniejszych było jednak coraz mniej, w Rio de Janeiro tylko dwa. Z kim wiąże Pan największe nadzieje w tym roku?
Nie chciałbym wskazywać konkretnych nazwisk, bowiem piękno sportu polega na tym, że jest on nieprzewidywalny i pełen niespodzianek. Igrzyska olimpijskie, ze względu na swoją rangę i wyjątkową specyfikę, są pod tym względem szczególne, a wyniki rywalizacji często potrafią nas zaskoczyć. Historia pokazuje, że faworytom do medali presja ciąży często tak bardzo, że trudno jest im osiągnąć założone cele. Nie chciałbym nakładać na naszych zawodników dodatkowego obciążenia, dlatego zamiast o konkretnych sportowcach, którzy są „pewniakami”, wolę mówić o szansach medalowych w poszczególnych sportach. Tych upatruję w lekkiej atletyce, piłce siatkowej, wioślarstwie, kajakarstwie czy szermierce, a także kolarstwie, żeglarstwie, sportach walki czy wreszcie w tenisie. Zapewniam, że za wszystkich naszych reprezentantów będę tak samo mocno trzymać kciuki i wierzyć w ich zwycięstwo.

ZOBACZ TEŻ:

Które dyscypliny olimpijskie ogląda Pan najchętniej?
O, wiele! Bardzo lubię lekkoatletykę, siatkówkę, wiosła czy kajaki. Dużym sentymentem darzę judo, które kiedyś trenowałem. Ten sport to pewien styl życia – hartuje do odpowiedzialności i twardości. Polscy judocy czekają na olimpijski medal 25 lat i bardzo chciałbym, żeby ta zła passa wreszcie się skończyła. Tym bardziej, że liczba kwalifikacji jest dwa razy większa niż na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro w 2016 roku. W Tokio zobaczymy sześcioro naszych judoków: Agatę Perenc (52 kg), Julię Kowalczyk (57 kg), Agatę Ozdobę-Błach (63 kg), Beatę Pacut (78 kg), Piotra Kuczerę (90 kg) i Macieja Sarnackiego (100 kg). Myślę, że przynajmniej jeden medal jest w naszym zasięgu. Nie można jednak zapominać, że Japonia to kolebka i ojczyzna judo, spodziewam się więc zdecydowanej dominacji gospodarzy.

Nie jest tajemnicą Pana pasja do biegania, judo czy żeglarstwa. Start na igrzyskach był kiedyś marzeniem?
Zawsze lubiłem sport. Próbowałem wielu dyscyplin. Może zbyt wielu na raz. Byłem nawet w klasie sportowej w Liceum Bolesława Prusa w Warszawie. Trenowaliśmy w warszawskim SWOS-ie, ale szybko okazało się, że PRL-owska rzeczywistość nie stwarzała sprzyjających warunków do rozwoju sportowego. Za to pociągało wiele innych aktywności - i sport na ogół przegrywał. A potem, na studiach, było już za późno na olimpijskie marzenia. Natomiast od zawsze z podziwem obserwowałem zmagania naszych sportowców na igrzyskach i nie inaczej będzie tym razem. Moje pierwsze wspomnienie sięga igrzysk w Rzymie w 1960 roku. Miałem 6 lat, a jednak do teraz pamiętam bosonogiego Abebe Bikilę, który wygrywał olimpijski bieg maratoński na rzymskich ulicach wokół Forum Romanum. Jeszcze wcześniej o igrzyskach i olimpijczykach opowiadał mi Ojciec: o Halinie Konopackiej, Januszu Kusocińskim, Paavo Nurmim, Emilu Zatopku, Teodorze Kocerce, czy naszych wielkich bokserach. Bez wątpienia zaszczepił do mnie miłość do sportu i szacunek do idei olimpijskich, do fair play w sporcie. Niezmiennie trzymam kciuki za polską reprezentację olimpijską i jak każdy kibic mam nadzieję, że biało-czerwoni przyniosą nam wiele powodów do radości i dumy. Niewiele jest wspanialszych rzeczy niż możliwość usłyszenia „Mazurka Dąbrowskiego” po zwycięskiej rywalizacji.

Jak ważna jest rola sukcesów Polaków na największych zawodach sportowych? Np. dla popularyzacji sportu masowego czy prestiżu państwa na arenie międzynarodowej?
Nie da się jej przecenić. Wielcy sportowcy, sportowi idole, inspirują młodych ludzi do działania, do pracy nad sobą i podjęcia wysiłku w danym sporcie. To dzięki sukcesom sportowców wyczynowych ludzie garną się do sportu i zwiększa się popularność dyscyplin. Sport powszechny i wyczynowy są jak naczynia połączone – jeden zależy i wpływa na drugi, dlatego programy upowszechniania sportu i wsparcie dla polskich związków sportowych to główne filary naszej działalności. Nawet jeśli większość społeczeństwa poprzestanie jedynie na rekreacji – to już bardzo dużo. Nie ma zdrowego społeczeństwa bez regularnie podejmowanej aktywności fizycznej. Na własnym przykładzie mogę potwierdzić, że sport - zwłaszcza lata spędzone na tatami - w znacznym stopniu ukształtował mnie jako człowieka. Bo było to wychowanie holistyczne, kształtowanie charakteru i ambicji. Wartości takie jak samodyscyplina, solidarność zespołowa, konsekwencja, uczciwość, które niesie sport, pozwalają człowiekowi bardziej świadomie mierzyć się z tym, co niesie życie. Dzięki sportowi poznałem też wielu wspaniałych ludzi i przyjaciół, a także trochę ciekawych miejsc, w Polsce i za granicą. Te sportowe przyjaźnie i poczucie lojalności trwają do dziś. Nawiązując zaś do drugiej części pytania – wszyscy – mam nadzieję - jesteśmy dumni, słysząc nasz hymn narodowy na międzynarodowych imprezach. Sport – podobnie jak kultura - to bez wątpienia obszar promocji państwa na świecie, wpływa na prestiż i postrzeganie danego kraju w relacjach międzynarodowych. Sportowcy od zawsze byli i są wspaniałymi ambasadorami Polski w Europie i na świecie.

W ciągu dwóch ostatnich lat państwo przeznaczyło na przygotowania olimpijczyków prawie pół miliarda złotych. To adekwatna kwota biorąc pod uwagę potrzeby sportowców i możliwości budżetowe?
Niewątpliwie sport wyczynowy jest dziedziną, która rozwija się niezwykle dynamicznie, a ponieważ poziom sportowy światowej czołówki jest niezwykle wyrównany, niezbędne jest zapewnienie naszym zawodnikom porównywalnych do rywali warunków przygotowań. Konieczne jest także poszukiwanie nowych rozwiązań i ulepszeń, które dadzą nam przewagę nad konkurentami. Nie bez znaczenia jest spowodowany pandemią koronawirusa wzrost cen organizacji zgrupowań i udziału w zawodach. Mam tu na myśli koszty zabezpieczenia antywirusowego, testów, a także droższe bilety lotnicze czy pobyty w ośrodkach treningowych. To wymaga znacznych nakładów finansowych, a państwo polskie czyni wszystko, aby przygotowania reprezentacji olimpijskiej były w pełni zabezpieczone. Muszę podkreślić, że poziom dofinansowania uzależniony jest od wyników osiąganych na arenie międzynarodowej przez członków kadr narodowych poszczególnych polskich związków sportowych. Mogę jednak zapewnić, że zawodnikom z szansami na medale i punkty olimpijskie niczego przed najważniejszą imprezą czterolecia - a właściwie pięciolecia - nie brakowało, zaś ministerstwo zrobiło wszystko, żeby spełnić ich potrzeby i oczekiwania.

ZOBACZ TEŻ:

Dla części z naszych najlepszych sportowców igrzyska w Tokio mogą być ostatnimi w karierze. W jaki sposób rząd chce zwiększyć szansę na to, że w najbliższych latach nie zabraknie ich następców?
Wspieramy szkolenie zawodników na każdym jego poziomie, tworząc warunki dla rozwoju sportu młodzieżowego, a w szczególności wspierania szkolenia sportowego młodzieży oraz przygotowań narodowych reprezentacji w młodzieżowych kategoriach wiekowych do imprez mistrzowskich. Sukcesywnie zwiększamy wsparcie finansowe dla polskiego sportu. Każdy kolejny rok przynosi nowe programy ministerialne i zmiany w obrębie już istniejących. Staramy się wsłuchiwać w potrzeby środowiska sportowego i odpowiednio dostosowywać wedle tych potrzeb naszą ofertę.
Z myślą o olimpijczykach i naszych wielkich mistrzach sportu, którzy kończą kariery, uruchomiliśmy nowy Program Super Trener, którego budżet wynosi 12 mln złotych. To projekt skierowany do byłych członków kadr narodowych – medalistów międzynarodowych imprez mistrzowskich lub finałów Pucharu Świata, umożliwiający im podjęcie pracy zawodowej w polskich związkach sportowych w charakterze asystenta trenera głównego kadr narodowych. Super Trener to program, który z jednej strony pozwala wybitnym polskim zawodnikom na cenną naukę i uzyskanie zatrudnienia po zakończeniu kariery sportowej, a z drugiej na wykorzystanie ich doświadczeń zawodniczych. Możliwość wykorzystania wiedzy naszych mistrzów sportu i wymiana doświadczeń z pewnością przełożą się na jakość szkolenia. Po Igrzyskach Olimpijskich w Tokio spodziewam się szerszego zainteresowania tym programem ze strony polskich związków sportowych. Ale przygotowujemy też inne nowe programy, w tym stypendialne czy dotyczące rozwoju sportu masowego.
Na ten ostatni przeznaczamy rekordowe środki – tegoroczny budżet na sport powszechny to kwota ponad 300 mln zł. Dzięki temu mogliśmy w większym stopniu wesprzeć działalność sportową w Polsce. W programie „Klub” po raz pierwszy wsparciem zostało objętych ponad 5 000 klubów. Budżet programu „Sportowe Wakacje+” został potrojony - do 30 mln złotych. Dzięki temu możemy wesprzeć więcej obozów sportowych dla dzieci i młodzieży.
Trzecim obszarem naszego szczególnego wsparcia są inwestycje w rozwój infrastruktury sportowej. Środki przeznaczane przez ministerstwo na tę dziedzinę zawarte są w dwóch programach. Pierwszy to „Program inwestycji o szczególnym znaczeniu dla sportu” czyli program strategiczny, wspierający kluczowe obiekty sportowe, istotne przede wszystkim dla sportu wyczynowego (obejmujący również inwestycje w naszych siedmiu ośrodkach przygotowań olimpijskich). Drugi to „Sportowa Polska”, który dotyczy lokalnych obiektów. W tym wypadku dofinansowujemy głównie obiekty przyszkolne, boiska piłkarskie, sale gimnastyczne, również te w niewielkich gminach. Dzięki temu zyskuje sport amatorski. Chcemy rozwijać infrastrukturę sportową i usuwać białe plamy na sportowej mapie Polski. To wszystko składa się na wsparcie całej piramidy szkoleniowej, która – mam nadzieję – pozwoli na doprowadzenie kolejnych pokoleń polskich sportowców do mistrzostwa sportowego.
Warto jednak na koniec podkreślić, że za konkretne wyniki sportowe odpowiedzialne są w Polsce, zgodnie z naszym prawem i zasadą autonomii zrzeszeń sportowych, związki sportowe. To one zajmują się szkoleniem, powołują kadry narodowe w poszczególnych dyscyplinach itd. Państwo ma natomiast obowiązek sport wspierać – i robi to w coraz większym zakresie. Dotyczy to także związków największych i najbogatszych – warto pamiętać, że wielorakie wsparcie MKDNiS otrzymuje też PZPN – od 3 lat realizujemy np. specjalny program wsparcia szkółek piłkarskich (35 mln zł rocznie).
Rozmawiał Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Trwa głosowanie...

Ile medali zdobędą Polacy na igrzyskach w Tokio?

ZOBACZ TEŻ:

Znamy przyszłość Roberta Kubicy. WYWIAD

Wideo

Materiał oryginalny: Wicepremier Piotr Gliński: Igrzyska olimpijskie w Tokio to znak, że świat powoli wraca do normalności [WYWIAD] - Sportowy24

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
piotrek jesteś miernotą!!!
k
kibic
gnilski to jedź i zdobądź jakiś cymbale
Dodaj ogłoszenie