Wisła Kraków dramatycznie słaba. Śląsk Wrocław zmiażdżył ją przy Reymonta

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Wisła Kraków zagrała w sobotni wieczór katastrofalnie. Śląsk Wrocław już w pierwszej połowie zapewnił sobie zwycięstwo strzelając trzy bramki i wprost miażdżąc bezradnych krakowian. Oni sami w tym meczu byli tylko tłem dla rywala, który był o dwie klasy lepszy. Porażka 0:5 oznacza wyrównanie niechlubnego rekordu najwyższej porażki ze Śląskiem w historii. Ostatni raz tak wysoko „Biała Gwiazda” przegrała z tą drużyną w 1989 roku.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

Znów zaskoczył składem trener Wisły Adrian Gula. Mocno pomieszał zarówno pierwszą jedenastką, jak i ustawieniem. Trochę to wyglądało tak, jakby Słowak nie chciał odstawiać nikogo z dobrze grających w Zabrzu stoperów. Z drugiej strony do takiego ustawienia zmusiły trenera „Białej Gwiazdy” okoliczności, bowiem trochę było w drużynie urazów. Ostatni już na rozgrzewce, na którą spróbował wyjść awizowany w wyjściowym składzie Aschraf El Mahdioui. Ostatecznie Holender nie dał jednak rady zagrać i zastąpił go jeszcze przed pierwszym gwizdkiem Gieorgij Żukow. Szybko okazało się, że tym razem pomysł na mecz Guli kompletnie nie wypalił.

Od początku był to żywy mecz. Obie strony grały twardo, zdecydowanie, a to wymuszało szybkie operowanie piłką. Pierwsza bliska gola była Wisła. Trochę przypadkowo, ale po zamieszaniu w polu karnym piłka trafiła, a raczej odbiła się od Piotra Starzyńskiego w taki sposób, że Michał Szromnik musiał interweniować instynktownie.

W odpowiedzi Śląsk odpowiedział potężnym ciosem, a jak się miało wkrótce okazać był to początek prawdziwej demolki, jaką urządzili gospodarzom wrocławianie. W środku pola goście wygrali walkę o piłkę. Krzysztof Mączyński zagrał do Mateusza Praszelika, a ten prostopadle do Erika Exposito. Napastnik Ślaska wbiegł w pole karne i delikatną „podcinką” posłał piłkę do bramki nad wybiegającym Mikołajem Biegańskim. Szansę uratowania przed stratą gola miał jeszcze Matej Hanousek, ale nie trafił w futbolówkę.

A Śląsk robił swoje. W 11 min ponownie na czystej pozycji do oddania strzału znalazł się Exposito. Tym razem jego uderzenie obronił Mikołaj Biegański, ale minęło kolejne kilkadziesiąt sekund i napastnik Śląska pokonał bramkarza Wisły po raz drugi. Hiszpan na szesnastym metrze miał tyle miejsca i czasu do oddania strzału, że kibice „Białej Gwiazdy” mogli tylko złapać się za głowy. Miejscowi obrońcy wystąpili bowiem w roli statystów w tej sytuacji, a Exposito uderzył mocno, płasko. Biegański nie miał większych szans na obronę.

A obrona Wisły przypominała w tym meczu szwajcarski ser. Można się było o tym przekonać w 21 min, gdy Śląsk wyprowadził kolejny atak. Wszyscy wiślacy w tej akcji byli spóźnieni o jedno tempo. No może poza Biegańskim, któremu zawdzięczała „Biała Gwiazda”, że wciąż przegrywała 0:2. Bramkarz wygrał najpierw w sytuacji sam na sam Mateuszem Praszelikiem, a po chwili jeszcze dobitkę Erika Exposito.

Wiślacy byli jednak w sobotni wieczór jak dzieci we mgle. Wystarczyło posłał piłkę w ich pole karne, żebyśmy mieli tam pożar. I w 27 właśnie takie dośrodkowanie w pole karne poszło z rzutu wolnego, a zupełnie niepilnowany Diogo De Sousa Verdasca spokojnie posłał piłkę głową do siatki.

Po tym golu zareagował Adrian Gula. Szybko zrobił aż dwie zmiany, wpuszczając do gry Yawa Yeboaha i Dora Hugiego. Nie odmieniło to obrazu gry. To Śląsk szedł jak taran po kolejne bramki. Mikołaj Biegański znów musiał się wykazać, gdy mocno strzelał Praszelik, a po chwili w jednej akcji dwa razy ratowała go poprzeczka. Najpierw po uderzeniu Exposito, a następnie przy dobitce Roberta Picha.

Wisła nie zdołała Śląskowi w pierwszej połowie zrobić żadnej krzywdy. Grała dramatycznie słabo, a wynik 0:3 tak naprawdę oddawał różnicę klas. Goście byli bowiem lepsi, szybsi, skuteczniejsi, sprytniejsi. Długo można by wymieniać ich przewagi…

W drugiej połowie Śląsk stanął na swojej połowie i czekał, co zrobi Wisła. A ta waliła głową w mur. Grała za wolno, zbyt schematycznie, żeby gościom zagrozić, żeby przynajmniej spróbować jeszcze odwrócić losy tego spotkania. Goście czekali, ale nie znaczy to, że w ogóle zrezygnowali z ataków. Gdy była do tego okazja, ruszali do nich i budowali swoje akcje dużo sprawniej niż krakowianie.

Wisła, żeby zagrozić poważniej bramce Śląska, kazała czekać do 67 min. Wtedy swój rajd uskutecznił Yaw Yeboah. Minął kilku obrońców, ale jego strzał z pola karnego obronił Michał Szromnik. Ghańczyk strzelał też chwilę później z rzutu wolnego, ale wysoko nad poprzeczką.
Śląsk nie szturmował bramki Wisły, ale wystarczyło, żeby pojawił się w jej polu karnym, a od razu były z tego konkrety. W 75 min Alan Uryga nadepnął nierozważnie Erika Exposito w polu karnym i Hiszpan stanął przed szansą na hat-trick. Wykorzystał jedenastkę z zimną krwią, wieńcząc swój świetny występ trzecim golem.

Śląsk szukał kolejnych okazji a gole. W 89 min Biegański znów wykazał się w sytuacji sam na sam. Tym razem obronił strzał Quintany. W doliczonym czasie gry bramkarz Wisły nie dał już jednak rady w pojedynku z Marcelem Zyllą, który trafił na 5:0. Sędzia początkowo odgwizdał spalonego, ale ostatecznie gola uznał, a po chwili zlitował się nad Wisłą i zakończył mecz.

Wisła Kraków - Śląsk Wrocław 0:5 (0:3)
Bramki: 0:1 Exposito 7, 0:2 Exposito 12, 0:3 Verdasca 27, 0:4 Exposito 77 karny, 0:5 Zylla 90+1.
Wisła: Biegański - Szota (46 Szot), Uryga, Sadlok (34 Hugi) - Gruszkowski (34 Yeboah), Frydrych, Żukow, Hanousek - Starzyński (74 Sobol), Skvarka - Brown Forbes (85 Kuveljić).
Śląsk: Szromnik - Lewkot, Golla, Stiglec (73 Garcia) - Janasik, Schwarz (82 Makowski), Mączyński, Verdasca - Praszelik (86 Zylla), Pich (73 Sobota) - Exposito (82 Quintana).
Sędziowali: Piotr Lasyk (Bytom) oraz Bartłomiej Lekki (Zabrze) i Damian Rokosz (Katowice). Żółte kartki: Gruszkowski (23, faul), Frydrych (25, faul), Szot (47, faul) - Schwarz (43, faul). Widzów: 13 563.

Znamy przyszłość Roberta Kubicy. WYWIAD

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Śmiać się czy płakać. Exposito , który jest o klasę lepszy od reszty drużyny pewnie niedługo otrzyma ofertę na grę w innej drużynie , a Ratuszowi chętnie podejmą kasę za niego.
R
Rudy z Budy
Trzeba byc naprawde frajerem aby kibicowac tej gwardyjskiej druzynie pelnej kopaczy-nieudacznikow prowadzonych przez rownie niedorobionego trenera. Wisla to gang handlarzy narkotykow, typkow spod ciemnej gwiazdy, roznych mitomanow czyli po prostu badziewia ktore zeruje na glupocie otumanionych mlodzikow oderwanych na sile sprzed telefonu.
O
OL69
23 października, 22:58, Gość:

Marzena i Dukat sa smutni bo ich "ukochany" klub zle gra!

CRACOVIA PANY!!!⚽⚽⚽

G
Gość
Marzena i Dukat sa smutni bo ich "ukochany" klub zle gra!
Dodaj ogłoszenie