Występów w Pucharze Kontynentalnym w Zakopanem na Wielkiej Krokwi w miniony weekend 22-23 marca polscy skoczkowie nie mogą uznać za udanych. W sobotnim konkursie najlepszy z biało-czerwonych - Piotr Juroszek zajął ósme miejsce. W niedzielnym konkursie najlepszym z Polaków był Piotr Żyła, który zmagania zakończył na siódmym miejscu. To właśnie skoczek z wiślańskiego klubu może mówić o największym pechu. Wszystko przez anulowanie serii właśnie wtedy, gdy dobrze wyszły mu skoki.
- No gdzieś coś mi tu nie nie grało, a jak w sobotę na przykład mi zagrał jeden skok faktycznie, no to jeszcze to odwołali. W niedzielę ten próbny był fajny, wiadomo tam powietrza miałem, bo tak fajnie trochę frajdy z tego było. No ale to również anulowali - mówił po zakończeniu Pucharu Kontynentalnego Piotr Żyła.
O tym, jak ciężko jest Piotrowi Żyle oddać dwa równe skoki świadczą jego ostatnie wyniki i uzyskiwane w skokach odległości od 67 m do aż 147.
- Tak to jest z moją stabilnością w tym sezonie - śmieje się Piotr Żyła i mówi, że na Planicę chce złapać trochę stabilności. - Tam jednak trzeba być pewnym tego, co się robi - zaznacza skoczek.
Piotr zaznacza jednak, że ostatnie zawody sezonu i specyfika skoczni są zupełnie inne niż cały sezon.
- Tam już jest inny stan umysłu. Tak to można nazwać. Trochę jedzie się jak wakacyjnie, ale później jak się tam wyjdzie na górę, to tak już się nie myśli o wakacjach. Trzeba uważać, żeby tych błędów jak najmniej popełnić, bo tam błędy nie są fajne jak się popełnia - zaznacza Żyła.
Skoczek z wiślańskiego klubu zapytany o to, czy weźmie udział w przyszłym sezonie odpowiada bez wątpienia, że tak, bo już ma na niego plany.
- Raczej nie inaczej. No mam tam swoje plany na kolejny sezon i jakieś tam przemyślenia już miałem. Odnośnie tego jak było, a jakbym chciał, żeby było. Nie chodzi już nawet o same wyniki tylko o samopoczucie. No fajnie, żebym się czuł. Złapać ten swój rytm, a wiadomo, że nie zawsze to wychodziło tak, jakby miało wychodzić. Takie mam plany na kolejne lata - mówi Piotr Żyła.
