Zbrodnia pod Chrzanowem. Monika R. przyznaje się w sądzie do zabójstwa 5-letniej córki Julii

Artur Drożdżak
Artur Drożdżak
Monika R. ze swoim obrońcą mec. Danielem Siudą na procesie w sprawie zabójstwa przed Sądem Okręgowym w Krakowie
Monika R. ze swoim obrońcą mec. Danielem Siudą na procesie w sprawie zabójstwa przed Sądem Okręgowym w Krakowie Artur Drożdżak
42-letnia Monika R. z Zagórza (gm. Babice) przyznała się na sali rozpraw do zabójstwa 5-letniej córki Juli. Na procesie oskarżonej zeznawali policjanci wezwani na miejsce tuż po zbrodni, do której doszło 21 maja ub. roku.

FLESZ - Zimna wiosna to droższe warzywa

- Moja klientka przyznaje się do winy, składa szczegółowe wyjaśnienia w kwestii zarzucanego jej czynu - nie kryje mec. Daniel Siuda, obrońca Moniki R. Szczupła, wysoka szatynka, ubrana w sukienkę w kratę oskarżona przysłuchiwała się zeznaniom policjantów z komisariatu w Alwerni. To oni około południa zostali wezwani na miejsce 21 maja ub. r. do zakrwawionej kobiety.

- Mieliśmy stanowić asystę dla medyków z pogotowia, którzy już byli na miejscu - nie krył 35-letni Michał L. Funkcjonariusz dodał, że jeszcze w czasie jazdy na miejsce oficer dyżurny przekazał im informację, że oprócz rannej kobiet jest tam martwe dziecko.

- Faktycznie, ciało dziewczynki znajdowało się na podłodze w przedpokoju, obok leżała jej matka, której lekarze udzielali pomocy - zeznał świadek. Dodał, że Monika R. potwierdziła im, że dzień wcześniej udusiła córkę około godziny 23.00, używała do tego folii spożywczej, którą zatkała usta i nos dziecka. Potem targnęła się na swoje życie, zażyła tabletki i podcięła sobie nadgarstki i naczynia krwionośne nóg.

- Była bardzo osłabiona z powodu utraty krwi, lekarze uznali, że wymaga pobytu w szpitalu i tam trafiła - mówił policjant. Sędzia Mirosław First dopytywał świadka, czy kobieta wspomniała dlaczego dokonała zabójstwa.

- Już tego nie pamiętam, czy o tym wspomniała. Na pewno w jej pokoju był list przyczepiony do szafy, w którym podawała motywy swego czynu - relacjonował policjant. Kopię listu miała też w portfelu babcia zamordowanej Julii, czyli Elżbieta R.

- I to ona pierwsza zorientowała się, że doszło do tragedii - mówił z kolei policjant 32-letni Grzegorz M. Krzyk kobiety spowodował, że na parter z I piętra zbiegli inni domownicy. Ujrzeli zakrwawiony pokój oskarżonej Moniki R. i leżące tam dwa noże, które natychmiast wyrzucili na trawnik przed dom. Zauważyli także pięciolatkę, ale myśleli, że jeszcze żyje, więc wynieśli ją do przedpokoju. Wezwani na miejsce lekarze pogotowia nie mieli jednak wątpliwości, że dziewczynka musiała być martwa od dłuższego czasu, bo było już u niej widać tzw. plamy opadowe krwi.

- Jak wtedy zachowywała się Monika R., gdy przyjechaliście na miejsce? - interesował się sąd. - Widziałem, że leżała obok córki i była spokojna, ale co pewien czas się śmiała. Rzuciła: Ale teraz się porobiło - zeznał policjant Grzegorz M.

Zapamiętał, że domownicy wspominali, że od 2 miesięcy Monika R. nadużywała alkoholu i gorzej traktowała córkę, miała jej mówić, że jest gruba. Sama zaś opowiadała, że „tu nie ma dla mnie miejsca”.

Świadkowie słyszeli, że oskarżona powiedziała, że chciała się zabić i zabrać ze sobą córkę. To mogłoby potwierdzać przypuszczenia, że z powodu kłopotów natury psychicznej oskarżona postanowiła dokonać tzw. samobójstwa rozszerzonego, czyli zabić córkę i potem siebie. Jej plan powiódł się tylko w stosunku do córki, sama przeżyła, bo zażyte w nadmiarze tabletki spowolniły upływ krwi z przeciętych nożem kuchennym naczyń krwionośnych i dlatego Monika R. przeżyła zamach na swoje życie.

W pozostawionym liście stwierdziła, że chciała chronić córkę przed pobytem w internacie lub domu dziecka, gdy ona popełni samobójstwo. To może tłumaczyć zamiar zabójstwa dziecka, ale o szczegółach związanych z motywacją sprawczyni mają się na rozprawie wypowiedzieć biegli.

Z naszych informacji wynika, że kobieta kilka lat temu opuściła rodzinne Zagórze i wraz z partnerem zamieszkała na Śląsku. Ich związek nie przerwał jednak próby czasu. Owocem ich miłości była właśnie Julka. Monika R. wróciła do rodzinnego domu dwa lata temu, gdzie ponownie wspólnie zamieszkała ze swoją matką i dalszą rodziną. Teraz jej partner Łukasz C. jest oskarżycielem posiłkowym w tym procesie. Kolejny termin rozprawy zaplanowano na początek czerwca br.

Przed krakowskim sądem toczy się też proces 35-letniego Adama R. brata oskarżonej, który ma swoją sprawę karną za próbę zabójstwa szwagra w domu w Zagórzu. Monika R. jest świadkiem na tym procesie brata. Obojgu grozi dożywocie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie