Klaudia walczy ze złośliwym nowotworem. Można pomóc! W sieci trwa zbiórka pieniędzy. "Nie poddam się"

Bartosz Dybała
Bartosz Dybała
Klaudia przechodzi chemioterapię, która jest dużym obciążeniem dla jej organizmu Materiały prywatne
Dla 23-letniej Klaudii Kapusty z Krakowa los nigdy nie był łaskawy. Poważnie chorowała już jako dziecko, jej mama zmarła na tętniaka mózgu, a dziadek na nowotwór prostaty. Gdy wydawało się, że Klaudii nie spotka już nic złego, w tym roku usłyszała diagnozę, która była dla niej początkowo jak wyrok śmierci. Okazało się, że cierpi na nowotwór złośliwy kości udowej lewej. Jedyny dochód dziewczyny to renta po zmarłej mamie - tysiąc złotych. To nie wystarczy, by wrócić do zdrowia - leczenie kosztuje. Dlatego prosi o pomoc ludzi o dobrych sercach. W sieci trwa zbiórka pieniędzy.

Zacznijmy od początku. Wielkim marzeniem i pasją Klaudii była praca kosmetyczki. Po szkoleniach założyła swoją małą działalność. Zdążyła kupić już kasę fiskalną i wszystkie akcesoria. Pojawiło się też grono zadowolonych klientek. Wszystko zapowiadało się świetnie.

Marzyłam o otwarciu własnego salonu w najbliższych latach i nagle z dnia na dzień, bez żadnej zapowiedzi czy ostrzeżenia... straciłam wszystko, na co pracowałam. Straciłam zainwestowane pieniądze, klientki, jedyną pracę, która była także moim hobby. Straciłam swoje zdrowie, a z nim całe dotychczasowe życie - opowiada dziewczyna.

Zaczęło się od bólu kolana

W czerwcu br. Klaudię zaczęło boleć kolano. Była pewna, że naciągnęła sobie ścięgno na rowerze, jednak ból nie mijał, był coraz bardziej dotkliwy. Zaczęła gorzej się czuć, była senna, zmęczona, a na koniec doszedł zanik czucia w goleni. Podczas teleporady lekarka rodzinna stwierdziła, że pewnie krzywy kręgosłup powoduje bóle kolana i dziewczynę czeka rehabilitacja, jednak wyczulona po rodzinnych, onkologicznych przejściach, postanowiła zrobić prześwietlenie.

27 września mój świat się zawalił. Skończyło się wszystko, co znałam do tej pory, co było moją codziennością. Od tego czasu czuję jakby ktoś podmienił mi życie, jakbym obudziła się w innej rzeczywistości. 27 września otrzymałam pilne wezwanie po wyniki badań - słowa "pilna konsultacja z onkologiem" sprawiły, że ledwo stałam na nogach. Nie wiedziałam, co robić, dokąd pójść, dokąd zadzwonić, co oznacza stwierdzenie, które widniało na kartach z wynikami badań. Stałam na ulicy w deszczu i płakałam - opowiada dziewczyna.

Ostateczna diagnoza była straszna: osteosarcoma - złośliwy nowotwór kości udowej.

- Pojechałam do domu, przekazałam wynik najbliższym, którzy po przeczytaniu informacji na temat mojej świeżo zdiagnozowanej choroby zbledli. Jeszcze rano myślałam, że jestem całkowicie zdrowa. Wieczorem czytałam, jakie mam "rokowania". Samo słowo "rokowania" brzmiało dla mnie jak wyrok śmierci - wspomina Klaudia.

Pomoc dobrych ludzi

Dzięki pomocy ludzi, których poznała w Internecie, otrzymała kontakt do najlepszego specjalisty w kraju - profesora Rutkowskiego, który odpisał jej w ciągu 5 minut. Kilka dni później była już w Warszawie, tydzień później zrobiono jej biopsję, tzn. wycięto fragment kości udowej do zdiagnozowania złośliwości nowotworu.

Na wynik biopsji czekałam aż półtora miesiąca. Ta nieświadomość była czymś potwornym. Przez cały czas leżałam na łóżku, bojąc się, że złamię nogę i będą musieli ją uciąć - przy tej chorobie niestety amputacja jest bardzo prawdopodobnym scenariuszem - wspomina dziewczyna.

Strach, płacz, panika, rozpacz, gniew... Trudno opisać, co czuła Klaudia, gdy czekała na wyniki. Dosłownie bała się ruszyć. Słyszała, że u pacjentów zdiagnozowanych z jej chorobą łamliwość kości to bardzo częsta przypadłość. - Paradoksalnie diagnoza sprawiła, że czuję się dużo lepiej, wiedząc, z czym walczę, znając swojego przeciwnika. Mam bardzo duże szanse na wyleczenie - dotychczas nie stwierdzono przerzutów, a także wykluczono amputację - opowiada Klaudia.

Trudna walka o zdrowie

Leczenie obejmuje chemioterapię przedoperacyjną, operację wycięcia zaatakowanej kości i wstawienie endoprotezy oraz chemioterapię pooperacyjną. W praktyce oznacza to, że najbliższe tygodnie Klaudia spędzi na chemioterapii w Narodowym Centrum Onkologii w Warszawie.

10 grudnia rozpoczęła pierwszy cykl leczenia. Chemioterapia niesie ze sobą bardzo bolesne skutki uboczne - od utraty włosów, nudności i wymiotów po pogorszenie funkcji nerek, układu krążeniowo-oddechowego, rytmu serca i wielu innych dolegliwości. Za kilka miesięcy dziewczyna przejdzie operację wycięcia zaatakowanej kości w kolanie, w miejsce której lekarze wstawią jej endoprotezę.

Po tak poważnej operacji konieczna jest bardzo kosztowna i ciężka rehabilitacja, która pozwoli mi dosłownie stanąć na nogi. Oczywiście operacja niesie ze sobą ryzyko powikłań, jak m.in. bardzo częste infekcje pooperacyjne, dolegliwości bólowe w kolanie, obluzowanie lub zwichnięcie endoprotezy. Po operacji czekają mnie kolejne chemioterapie. Ten typ nowotworu lubi dawać przerzuty do innych organów, najczęściej do płuc, co w obecnych czasach byłoby ciężkim wyzwaniem. Aby temu zapobiec, muszę przygotować się na ciężką walkę o zdrowie i życie - tłumaczy Klaudia.

Prośba o pomoc

Przyszedł czas, w którym musi prosić ludzi o pomoc. - Mój jedyny dochód to renta po zmarłej mamie - 1000 zł. Pomaga mi babcia, z którą mieszkam, ale jest już starsza i jej emerytura nie jest w stanie pokryć nawet małej części wydatków, które mnie czekają - tłumaczy Klaudia.

Czeka ją rehabilitacja nogi i kręgosłupa. Od nowa będę musiała nauczyć się funkcjonować. Nie wie, ile dokładnie będzie kosztowała rehabilitacja. Wie natomiast, że jest bardzo trudna, długotrwała i kosztowna. - Pandemia tylko pogarsza sprawę. Dziewczyna, która pokonała ten typ nowotworu i opowiedziała mi swoją historię, na samą rehabilitację wydała ok. 200 tysięcy złotych, kwoty rehabilitacji dosłownie zwalają nas z nóg - mówi.

Jak tłumaczy, niestety do lekarzy musi chodzić prywatnie, gdyż zwyczajnie na NFZ czekałaby tygodniami na pewne badania, a miesiącami na konsultacje. Po chemioterapii wystąpiły u Klaudii skutki uboczne, przez które musiała skorzystać z porady okulisty (190 zł). Z powodu bardzo złego samopoczucia musiała wykonać badanie krwi z wizytą domową (100 zł) i zakupić leki po wizycie na SOR. Konieczna także była wizyta u endokrynologa i stałe leczenie (200 zł), kardiologa (150 zł), USG brzucha (150 zł).

W najbliższym czasie czeka mnie wizyta u dermatologa w celu sprawdzenia znamion (450 zł). Konieczne jest również całkowite wyleczenie stomatologiczne, aby zapobiec infekcji protezy. Dodatkowo przez guza w kolanie nie mogę chodzić, więc wszędzie muszę dojeżdżać taksówką. Dojazdy do Warszawy i związane z tym koszty to ok. 300 zł na jedną podróż. Tych podróży było i niestety będzie wiele. Same koszty dojazdu to ponad 5 tysięcy złotych - tłumaczy.

Wydatki ciągle rosną

To oczywiście tylko część wydatków, które ciągle rosną. Z tych mniejszych i większych kwot powstaje wielka suma, której nie jest w stanie pokryć z własnej renty.

- Aby wspomóc leczenie, muszę mieć specjalną dietę, która oczywiście opiera się na zdrowej żywności. Po skończonym leczeniu muszę zadbać także o to, by choroba nie wróciła. Istnieją terapie, środki i suplementy, związane z zapobieganiem nawrotów choroby, jak np. wlewy z witaminy C - opowiada Klaudia.

Wspomina, że los nigdy nie był dla niej łaskawy. Jako dziecko zachorowała na rzadką chorobę Schönleina-Henocha. Kilkanaście lat później znów trafiła do szpitala - tym razem z anemią. Kilkukrotnie.

W 2014 r., gdy miała 17 lat, straciła ukochaną mamę, z którą nie zdążyła nawet się pożegnać. Oraz dziadka - to wszystko w przeciągu 6 miesięcy. Mama Klaudii zmarła w szpitalu na tętniaka mózgu, pół roku później na nowotwór prostaty z przerzutami do kości zmarł jej dziadek.

Śmierć dziadka była przerażająca. Nie pomagały żadne leki przeciwbólowe, dzień przed Wigilią pokonał go właśnie nowotwór. Te traumatyczne wydarzenia przypłaciłam jako bardzo młoda osoba ciężką nerwicą, z którą walczę do dziś. Gdy już wszystko zapowiadało się dobrze, usłyszałam diagnozę - nowotwór kości. Choroba, której bałam się najbardziej. Wtedy też zdałam sobie sprawę, że muszę stawić czoła trudnemu przeciwnikowi, jakim jest osteosarcoma. Nierówna walka od samego początku, ale przecież mam dla kogo żyć - mówi.

Klaudia prosi o wsparcie. Pieniądze można wpłacić tutaj: LINK DO ZBIÓRKI

Kolno wolne od koronawirusa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie