Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Króliki angory, kaczki z turbanem na głowach i bezroga krowa - to wszystko w niezwykłym gospodarstwie w Kobylance

Halina Gajda
Halina Gajda
Ewa Król-Gucwa prowadzi gospodarstwo Królewskie Króliki. Jest jedną z zaledwie kilku osób w Polsce, które prowadzą hodowlę królików-angorów
Ewa Król-Gucwa prowadzi gospodarstwo Królewskie Króliki. Jest jedną z zaledwie kilku osób w Polsce, które prowadzą hodowlę królików-angorów halina gajda
Do Królewskich Królików w Kobylance trafić nie jest łatwo, bo nawigacja wskazuje, że ich siedziba mieści się w... korycie potoku. Ale wystarczy się rozejrzeć, by trafić na trop gospodarstwa. Choć bramy broni czworonożny Nemo, to po krótkich negocjacjach, wpuszcza gości za bramkę. Dla pewności obwącha, spróbuje przejść między nogami. Gdy mu się nie sprzeciwiać, pozwala zajrzeć dalej, a więc do rzeczonych królików i reszty zagrody w postaci stadka ciekawskich kóz, Pipi, młodej jerseyki, ekipy biegusów, które z rasowymi kurami walczą o tytuł najpiękniejszych na podwórku.

Ewa Król-Gucwa, z zawodu zootechnik o swoim stadku mówi tak: u mnie wszystko jest rasowe, poza domowym dachowcem. Fakt, trójmaścista kotka trzyma się z daleka od zamieszania, które robią kozy wespół z krową Pipi, stadkiem wielce urodziwych kaczek, szlachetnych kur i oczywiście gromadą królików. Te ostatnie mają wprawdzie swoje ściśle wyznaczone miejsce w gospodarstwie, i choć na co dzień są niezbyt widoczne, to jednak wiodą prym. Bo pani Ewa w królikach angorach się zakochała, choć wcześniej się zarzekała, że wszelkie stworzenia weźmie pod dach, ale nie tę rasę.

- Miałam doświadczenie z królikami krótkowłosymi i wiedziałam, ile wysiłku wymagało utrzymanie ich w dobrej kondycji. Za szaleństwo uznałam hodowanie rasy, który jest po wielokroć delikatniejsza – zdradza. - No i mam za swoje – dodaje ze śmiechem.

Królicza miłość nie taka oczywista

Po chwili pośród żonkili pojawia się kicająca ekipa. W zasadzie to powinno się napisać o każdym z nich – puchata kula plus królik zasadniczy. Nie wiadomo, gdzie się zaczynają, a gdzie kończą. Dopiero po chwili, gdy oswoją się z nowym otoczeniem, stają na tylnych łapkach, stawiają uszy, marszczą nosy. Pierwsza myśl: musowo przytulić!

- Czarne są bardziej temperamentne i skłonne do uciekania, a białe to klasyczne leniwce-kanapowce. Gdzie postawisz, tam zostaną – opisuje z uśmiechem.

Pani Ewa od razu obala jeszcze jedną popularną tezę – króliki wcale nie mnożą się, jak króliki. Do tego potrzebna jest chemia. Albo iskra. Jak u ludzi. Pan królik wcale nie musi zaakceptować podstawionej mu panny. Okaże to dosadnie.

- Owszem, poskacze koło niej raz z jednej strony, raz z drugiej. Nos zmarszczy, uszka postawi. I na tym koniec. Położy się i będzie odpoczywał – opisuje ze śmiechem. - O podjęciu działań ku ojcostwu, nawet nie pomyśli – dodaje.

Bywa i tak, że królicza mama porzuci swoje dzieci. Wtedy zaczyna się polka pani Ewy: budzik nastawiony co kilka godzin, karmienie, pielęgnowanie, chuchanie i dmuchanie, by niczego im nie brakowało, nic im nie zagrażało…
- A efekt i tak bywa różny – mówi wprost.

Golarką w angora

Króliki angory mają jeszcze tę cechę, że trzeba je strzyc. Dla ich dobra i zdrowotności. Bo z natury mają długie włosy, które gdy rosną, to wypychają te istniejące. Jeśli nie będą miały miejsca, skóra zacznie chorować. To nie koty, które wylizaną sierść zwymiotują. U królików włosy będą gromadziły się w jelitach. Wcześniej, czy później dojdzie więc do poważnych komplikacji zdrowotnych i śmierci. A tego przecież nikt nie chce.
- Jedno strzyżenie to około trzystu gramów futerka, choć zdarzało się, że było go nawet 600 gramów – wyjaśnia.
Co robić z taką ilością puchu? To samo, co dzieje się w przypadku owiec. Trzeba zgręplować. Królicza włóczka jest bardzo, bardzo delikatna. Dlatego pani Ewa zaleca, by do przędzenia dołożyć trochę wełny owczej. Będzie wtedy trwalsza.
- Cenią ją sobie zwłaszcza zwolennicy opasek do wygrzewania – dodaje.

Kacza ekipa z turbanem na głowie

Królicze gospodarstwo nie tylko kica, ale też gdacze, kwacze, muczy i pobekuje. Kwaczą biegusy czubate. Najbardziej ekstrawaganckie pośród kaczek – kolorowe piórka, nieco bardziej wyprostowana postawa i ten charakterystyczny turban na głowie. Wyglądają, jak żywcem wyjęte z kreskówki. Można zamknąć oczy i wyobrazić sobie taką kaczą elegantkę z torebką pod skrzydłem…

- Nazwa gatunki wzięła się z tego, że nie mają tego charakterystycznego kaczego chodu, tylko naprawdę biegają – opowiada.

Biegusy walczą o tytuł miss czy też mistera podwórka z ozdobnymi kurami, które, jak to kury, panoszą się wszędzie. Skrzydlatemu towarzystwu z pewną dezaprobatą przygląda się Pipi, młoda jarseyka. Co zastanawiające, nie ma rogów.
- Specjalnie szukałam takiej – opowiada.
Pipi stara się rządzić na łące, ale dowodzenie gromadą kóz nie jest łatwe. Jej też nie zależy specjalnie na władzy, ale gdy tylko przy ogrodzeniu pojawia się człowiek, cała gromada natychmiast robi zwrot i z impetem biegnie do niego. Wszyscy po jedno – czochranie. A to ucho nadstawią, szyję wyciągną, pysk pod rękę wsadzą. Nie ma siły, każdy musi dostać swoją porcję pieszczot.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Dziwne wpisy Jacka Protasiewicz. Wojewoda traci stanowisko

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska