Książkowy przykład niesprawiedliwości. Film o zabójstwie Grzegorza Przemyka trafil do krakowskich kin

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
Tomasz Ziętek i Mateusz Górski w jednej ze scen z filmu "Żeby nie było śladów" - polskiego kandydata do Oscara dla najlepszego filmu międzynarodowego
Tomasz Ziętek i Mateusz Górski w jednej ze scen z filmu "Żeby nie było śladów" - polskiego kandydata do Oscara dla najlepszego filmu międzynarodowego INA FASSBENDER/AFP/East News
W krakowskich kinach można już oglądać film „Żeby nie było śladów”, opowiadający historię zabójstwa Grzegorza Przemyka w 1993 przez komunistyczną milicję. Obraz w reżyserii Jana P. Matuszyńskiego jest polskim kandydatem do Oscara w kategorii najlepszy film międzynarodowy. W minioną sobotę film zdobył Srebrne Lwy na festiwalu polskich filmów fabularnych w Gdyni.

FLESZ - Po co nam Polski Ład?

Polska, 1983 roku. W kraju wciąż obowiązuje, mimo zawieszenia, wprowadzony przez komunistyczne władze stan wojenny, mający na celu zduszenie solidarnościowej opozycji. 12 maja Grzegorz Przemyk, syn opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej, zostaje w Warszawie zatrzymany i ciężko pobity przez patrol milicyjny. Chłopak umiera po dwóch dniach agonii.

Jedynym świadkiem śmiertelnego pobicia jest jeden z kolegów Grzegorza, Jurek Popiel, który decyduje się walczyć o sprawiedliwość i złożyć obciążające milicjantów zeznania. Początkowo aparat państwowy bagatelizuje sprawę. Jednak gdy ponad 20 tysięcy ludzi przemaszeruje przez ulice Warszawy za trumną Przemyka, władza decyduje się użyć wszelkich narzędzi przeciwko świadkowi i matce zmarłego, aby ich skompromitować i zapobiec złożeniu przez Jurka zeznań w sądzie.

„Ludzie o miedzianym czole, utożsamiający milicję z władzą, postanowili poświęcić prawdę dla swoich doraźnych korzyści, skompromitować wymiar sprawiedliwości w Polsce cynicznymi manipulacjami, które będą kiedyś książkowym przykładem niesprawiedliwości” – te słowa matki Grzegorza Przemyka stały się punktem wyjścia do reportażu Cezarego Łazarewicza. Ceniony dziennikarz przeprowadził drobiazgowe śledztwo w sprawie zamordowanego licealisty i opisał jego efekty pod tytułem „Żeby nie było śladów”.

Książka trafiła w ręce pary producentów z firmy Aurum Film – Leszka Bodziaka i Anety Hickinbotham. Ponieważ mieli oni dobre doświadczenia ze współpracy ze śląskim reżyserem Janem P. Matuszyńskim przy obsypanym nagrodami filmie o rodzinie Beksińskich – „Ostatnia rodzina” – postanowili zainteresować go przeniesieniem opowieści Łazarewicza na kinowy ekran. Matuszyński uznał, że reportaż to świetny materiał na film i zaczął poszukiwać pomysłu na jego realizację. Napisania scenariusza podjęła się Kaja Krawczyk-Wnuk, konsultując się z autorem „Żeby nie było śladów”.

Reżyser postanowił oprzeć fabułę swego filmu o losy fikcyjnej postaci – Jurka Popiela. Dzięki temu mógł przyjąć konwencję typową dla dzieł tzw. „nowego Hollywood” z lat 70. Inspiracją były dla niego tak głośne filmy, jak „Rozmowa” Francisa Forda Coppoli, „Trzy dni Kondora” Sydneya Pollaca czy „Wszyscy ludzie prezydenta” Alana J. Pakuli. To pozwoliło mu nadać „Żeby nie było śladu” charakteru sensacyjnej opowieści, atrakcyjnej dla szerokiego widza.

- Ludzie, oglądając ten film, będą mogli wyciągnąć swoje wnioski i swoje przemyślenia. Starałem się jak najbardziej oddalić od jakiekolwiek tezy czy określania, co jest dobre, a co złe. Co w tej historii nie było to takie łatwe, bo postaci są dosyć mocno zarysowane - mówi w RMF FM Matuszyński. - Film wydaje mi się dosyć atrakcyjny. Ma taki fajny sznyt gatunkowy, sensacyjny, szpiegowski nawet momentami. Mam nadzieję, że to pozwoli widzom się w nim trochę rozpłynąć i że coś z nimi zostanie - podsumowuje.

W postać Jurka Popiela wcielił się w „Żeby nie było śladów” jeden z najciekawszych aktorów młodego pokolenia – Tomasz Ziętek. Widzieliśmy go już w tym roku w filmie „Żużel” Doroty Kędzierzawskiej, a za kilka dni w serwisie Netflix będzie miała swą premierę kolejna produkcja, w której zagrał główną rolę – „Hiacynt” Piotra Domalewskiego. Rodziców głównego bohatera filmu Matuszyńskiego odtwarzają Agnieszka Grochowska i Jacek Braciak. Postać Barbary Sadowskiej kreuje ceniona aktorka teatralna Sandra Korzeniak. Generała Jaruzelskiego zagrał Tomasz Dedek, a generała Kiszczaka – Robert Więckiewicz. Jako Grzegorza Przemyka zobaczymy młodego aktora Mateusza Górskiego.

„Żeby nie było śladów” można oglądać w krakowskich kinach Agrafka, Cinema City, Kika, Mikro, Pod Baranami, Multikino i Sfinks.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie