Mamy pierwszy finał w historii Wojas Podhale - Cracovia!

Stefan Leśniowski
Ostatni mecz w półfinale z GKS-em był najlepszy w wykonaniu nowotarskich "Szarotek"
Ostatni mecz w półfinale z GKS-em był najlepszy w wykonaniu nowotarskich "Szarotek" Stefan Leśniowski
Powiedzenie "do trzech razy sztuka" pasuje jak ulał w przypadku Podhala. W poprzednich dwóch sezonach tyszanie w półfinale eliminowali górali. Tym razem role się odwróciły, a styl w jakim do tego doszło w decydującej rozgrywce, budzi szacunek. Tym samym mamy małopolski finał.

"Szarotki" niesione fantastycznym dopingiem od pierwszego gwizdka sędziego rzuciły się do huraganowych ataków. Sobecki zasypywany był gradem strzałów. Już w 1 minucie Kolusz mógł uszczęśliwić kibiców, ale źle trafił w krążek. Chwilę później Baranyk nie trafił do pustej bramki.

Podhale atakowało, a tyszanie się tylko bronili. W 7 minucie Zapała, który powrócił po kontuzji (ożywił atak), w narożniku lodowiska oszukał jednego z rywali i dograł do Kolusza. Jego strzał z backhandu obronił Sobecki, ale napastnik Podhala poszedł za swoim strzałem i dobity krążek ulokował pod poprzeczką.

Goście dopiero wtedy śmielej zaatakowali. Otrzymali dar od sędziów w postaci gry w przewadze. Kotłowało się pod bramką Zborowskiego, ale żadnej groźnej sytuacji tyszanie nie stworzyli. W pozostałych minutach próbowali zaskoczyć ostatnią instancję gospodarzy strzałami z dystansu (Proszkiewicz, Parzyszek, Witecki).

Po drugiej tercji gromkie brawa żegnały hokeistów Podhala. Były zasłużone, bo gospodarze rozegrali fenomenalną partię. Powiało halnym. Tyszanie nie potrafili sobie poradzić z porywistym wiatrem, który z każdą minutą wiał z większą siłą. Popełniali mnóstwo błędów w defensywie. Mieli jednak sporo szczęścia, "guma" o milimetry mijała światło bramki, bądź tańczyła w polu bramkowym. Nowotarżanie byli szybsi, jakby rozgrywali pierwsze, a nie dziesiąte spotkanie w play off. Już w 35 sekundzie tej części gry Baranyk za tyską bramką tak długo czarował, czarował, aż zahipnotyzował defensywę i Sobeckiego.

Objechał bramkę i - jak mawiają hokeiści - z zakrystii pokonał ostatnią instancję przyjezdnych. Kolejne gole padły w końcówce tercji. "Szarotki" na moment pozwoliły poszaleć gościom w ich tercji, a potem wyprowadziły zabójczą kontrę. Akcja palce lizać! Krążek jak po sznureczku wędrował od kija Voznika do Barkrika, aż wreszcie znalazł się na kiju Dziubińskiego. Ten z pierwszego uderzył i Sobecki nawet nie zdążył zareagować. Wszystko odbywało się na dużej szybkości. 24 sekundy później hala eksplodowała szałem radości, po tym jak Kmiecik trafił do siatki pod pachą bramkarza.

"Na kolana! Na kolana! GKS!" - skandowali kibice, gdy Kolusz najpierw przepięknym strzałem z nadgarstka podwyższył na 5:0, a chwilę później dobił uderzenie Łabuza i zmusił Sobeckiego do opuszczenia posterunku. Tychy po prostu nie istniały. "Próbowały" grać, ale to były nieudolne próby. Nie miały pomysłu na sforsowanie defensywy górali.

- Mieliśmy problemy ze zdobywaniem bramek - mówi trener tyskiej drużyny, Jan Vavrečka. - Podhale świetnie grało w defensywie. Z kolei nasi obrońcy przy pierwszym i drugim golu odpuścili. Zabrakło moim zawodnikom serca, jakie miało Podhale.

- Zagraliśmy świetny mecz - mówi uszczęśliwiony Milan Jančuška, który miał łzy w oczach po końcowym gwizdku. - Zawodnicy pokazali góralski charakter. Zagrali z sercem. Dobrze dzisiaj broniliśmy, byliśmy świeżsi od rywala. Przez całą serię graliśmy na cztery formacje atakujące i to zdecydowało w półfinale.

Podhale Nowy Targ - GKS Tychy 6:0 (1:0, 3:0, 2:0). Stan rywalizacji 4:3 dla Podhala i awans do finału.
Bramki: 1:0 Kolusz - Zapała (6:09), 2:0 Baranyk - Bakrlik (20:35), 3:0 Dziubiński - Bakrlik - Voznik (37:04 sygnalizowana kara), 4:0 Kmiecik - Dziubiński - Malasiński (37:28), 5:0 Kolusz - Zapała (47:34), 6:0 Kolusz - Łabuz (50:14).
Widzów: 3000.
Sędziowali: Meszyński (Warszawa) i Pachucki (Gdańsk) oraz Kubiszewski i Smura (Katowice). Kary: 6 i 10 minut.

Wojas Podhale: Zborowski - Dutka, Sroka, Baranyk, Voznik, Bakrlik - Ivičič, Sulka, Kapica, Zapała, Kolusz, - Łabuz, D. Galant, Malasiński, Dziubiński, Kmiecik - Ziętara, Bryniczka, Gaj. Trener Milan Jančuška.

GKS: Sobecki - Gonera, Śmiełowski, Witecki, Parzyszek, Bacul - Kotlorz, Majkowski, Paciga, Garbocz, Proszkiewicz - Mejka, Jakeš, Bagiński, Krzak, Woźnica - Maćkowiak, R. Galant, Wołkowicz. Trener Jan Vavrečka.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie