"Tyrmand i Ameryka". Jak pierwszy bikiniarz PRL-u stał się konserwatystą w USA

Monika Jagiełło
Leopold Tyrmand z synem
Leopold Tyrmand z synem zdjęcia z książki
Gdy w 1965 roku Leopold Tyrmand dopinał ostatnie szczegóły swego wyjazdu do USA miał w głowie szkicowy zarys tego, jak widzi kilka najbliższych lat swojego życia. Nie chcąc za bardzo rozstawać się z rodowitym językiem swojego rzemiosła, planował zatrudnić się w roli windziarza, bądź otwierającego bogatym staruszkom drzwi do limuzyn "pomocnika". To miało mu wystarczać na życie i dawać mu tyle czasu, ile potrzebował, by napisać jeszcze kilka książek po polsku. Stało się jednak zupełnie inaczej.

Nie będzie wielką przesadą, jeśli napisać, że pierwszy polski piewca jazzu po przeprowadzce na amerykański brzeg praktycznie wypadł poza literacki horyzont Polaków. Jego publicystyczna przygoda z paryską "Kulturą" zakończyła się chłodnym, choć pełnym szacunku rozstaniem, nie odbijając się jednak szerokim echem wśród rodaków. Zaś jego amerykańskie losy - czyli niespełna dwadzieścia ostatnich lat jego życia pozostały dla większości już zupełną zagadką.

Dedykowana Rebbece i Matthew Tyrmandom (dzieciom pisarza z małżeństwa z Mary Ellen Tyrmand) biografia przybliża losy frontowego bikiniarza PRL-u w kraju, który pokochał z pasją równą krytyce, jaką darzył niepokojące go tam zjawiska. Gdy w 1993 r. ukazało się pierwsze wydanie "Tyrmanda i Ameryki" (jeszcze pod tytułem "Amerykański brzeg Leopolda Tyrmanda") wiadomo było, że autorzy Katarzyna I. Kwiatkowska i Maciej Gawęcki przebrnęli przez tomy i tony notatek, zdjęć oraz przebyli wiele rozmów z najbliższymi pisarza tworząc spójną opowieść o człowieku, który w czytelniku (jak i samych autorach, co szczerze wyznają) wzbudzi wiele kontrowersji, nie pozostawi obojętnym i... może nieco rozczaruje.

Nic nie wyszło bowiem z Tyrmandowych planów życia pisarza - windziarza. Co prawda, po postawieniu pierwszych kroków na amerykańskiej ziemi wszystko zapowiadało się obiecująco. Rausze i obiady z Irvingiem Stonem, Erskinem Caldwellem, czy Saulem Bellowem, uniwersyteckie odczyty i pełne zaciekawienie barwnym przybyszem "stamtąd" - komunistycznej Polski. Tyrmand odbywa też wymarzoną podróż do kolebki jazzu - Nowego Orleanu i bierze udział w niezwykle dla niego poruszających sesjach jazzowych w słynnym Preservation Hall. To właśnie wtedy notuje: "Jazz nosi w sobie przekleństwo ambicji pierwszeństwa (...). Każdy chce więc być pierwszy i jedyny". Mniej, bądź bardziej świadomie to zdanie stało się przekleństwem dla samego Tyrmanda. Nigdy bowiem nie udało mu się w Stanach zdobyć tak kultowego statusu, jakim darzono go w Polsce. Nigdy też jednak nie było mu dane w USA zostać oficjalnie wyklętym i skazanym na towarzysko - zawodowy ostracyzm, którego doświadczał na niedługo przed swoim wyjazdem z Polski. Czy dla Tyrmanda miejsce "nigdy ostatniego i nigdy pierwszego" publicysty-emigranta było wystarczające? Bo przecież po całkiem udanym książkowym debiucie, czyli "Zapiskach dyletanta" z 1970 r., jego pozycja jako pisarza słabła z każdym następnym tytułem. Tyrmand zmagał się z nową rzeczywistością, jak i nowym językiem, wędrując przez jego niuanse z głową w słowniku i przestrogą o dwulicowym obliczu wolności w Ameryce na ustach. Nigdy nie udało mu się wyzbyć "rysy" przybysza.

Czy wystarczało mu stworzenie i prowadzenie konserwatywnego ośrodka, jakim był Instytut w małym, przemysłowym Rockford i wydawanie "Kronik Kultury", w których pojawiały się coraz ostrzejsze, wręcz pamfletowe w swej wymowie teksty? Mary Ellen Tyrmand potwierdza, że ze swego pomysłu pisarz był dumny i czuł się spełniony. Mimo faktu, że przecież swoją działalnością docierał do niewielkiego grona odbiorców.

Autorzy książki wyraźnie mówią: "W Polsce otacza Tyrmanda legenda i aura zawiści, w Ameryce trwa pamięć o nim, ale ci, którzy go znali, są przeświadczeni, że przybył do Ameryki w złym momencie". Rzeczywiście, Tyrmand nie mógł gorzej trafić, głosząc swoje skrajnie antykomunistyczne poglądy (choć kto znał Tyrmanda wie, że konserwatyzm w jego wydaniu był nieco przewrotny) w kraju, który przeżywał okres fascynacji tym, co działo się w państwie Wielkiego Brata. Być może gdyby swoje tezy wygłaszał w epoce Reagana znalazłby uznanie? Przecież jego propozycja działania dla konserwatystów poprzez kulturę była niemałą nowością, jeśli nie przełomem.

19 marca 1985 r. Leopold Tyrmand umiera na atak serca. Na ręce Mary Ellen spływają kondolencje od przyjaciół, znajomych, obserwatorów i uczestników kulturalnego życia Stanów Zjednoczonych. W tym także list od Ronalda Reagana.

Ostatnich dwadzieścia lat jego życia to głównie publicystyka. Niekiedy bardzo zjadliwa. Co się stało z Tyrmandem-pisarzem? Może został w Warszawie?

"Tu, w Rockford ulicy Żelaznej nie ma. Prozę mogłem robić tylko tam. Ale w Polsce by mnie nie drukowali. Albo drukowaliby raz na dziesięć, dwadzieścia lat".

W tej książce poznajemy człowieka trudnego i nieugiętego. Ekscentrycznego i twardego. Brak tu pikanterii na miarę "Dziennika 1954". Ale przecież czy tylko o to chodzi?

***

Dodatkowym atutem - jak zawsze w wypadku wydawnictwa Słowo/Obraz Terytoria, jest oprawa książki i papier, który aż chce się powąchać. Może jedynie sam Tyrmand-antykomunista lekko by się obruszył o to, iż okładka jego biografii jest koloru intensywnie czerwonego... W każdym razie, książka dla każdego "Tyrmandologa", którego ominęły dwa poprzednie wydania biografii pióra Kwiatkowskiej i Gawęckiego, "Tyrmand i Ameryka" jest po prostu obowiązkową lekturą.

Wybieramy najlepszego piłkarza i trenera Małopolski! Weź udział w plebiscycie!

Konkurs dla matek i córek. Spróbuj swoich sił i zgarnij nagrody!

Która stacja narciarska w Małopolsce jest najlepsza? Zdecyduj i oddaj głos!

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
janek
miernotę literacką jakim był czesiek miłosz
Dodaj ogłoszenie