Amerykański sen o bulwarach Wisły

Redakcja
CHRISTOPHER Sharples - Wizjoner z Nowego JORKU
CHRISTOPHER Sharples - Wizjoner z Nowego JORKU Wojtek Matusik
Z Christopherem Sharplesem, amerykańskim architektem, który przyjechał do Krakowa, by z grupą studentów Krakowskiej Akademii znaleźć sposób na ożywienie brzegów naszej rzeki - rozmawia Piotr Rąpalski

Amerykanie są zazdrośni o to, że my mamy zamki, a wy nie?
Jesteśmy zazdrośni o każdy kraj, który ma dłuższą historię (śmiech). Problem nasila się gdy masz 4,5-letniego synka, który kocha rycerzy i zamki.

Miał Pan przypadek, że ktoś w Nowym Yorku zamówił u Pana zamek?
Nie przypominam sobie, ale kiedy byłem w szkole, pierwszym moim projektem był zamek. Fascynowało mnie to. Były przypadki, kiedy Amerykanie importowali zamki do Stanów z Europy, cegła po cegle.

Spacerował już Pan po Krakowie?
Tak. Nocą. Wśród przyjemnych kawiarenek. Próbowaliśmy różnych smaków, np. grzanego krupniku, który bardzo nam przypadł do gustu, zwłaszcza w zimowy wieczór.

Architekt chyba raczej powinien chodzić w dzień?
Niekoniecznie. W nocy można więcej zobaczyć. Oświetlenie podkreśla kształt budynków. Lepiej można się przyjrzeć detalom w grze cieni i świateł. Włoski architekt Carlo Scarpa chodził oglądać swoje dzieła tylko nocą z latarką.

Kraków nie wydaje się Panu miastem skrytym w mroku?
Ja nie lubię światła. Wolę włóczyć się w cieniu, w którym jest coś pięknego. Poza tym oświetlanie wszystkiego na siłę jest nieekologiczne, a architekci muszą na to zwracać uwagę. Z drugiej strony, w dobrze oświetlonym mieście, jak Nowy Jork, spacerujący po ulicach mieszkaniec czuje się bezpiecznie. No, może Nowy Jork tutaj nie jest idealnym przykładem (śmiech).

Spacerując po naszym mieście co Pan zauważył? Jaką mamy architekturę?
Piękne jest to, że warstwy historii nakładają się na siebie. Stare przenika się z nowym. Idziesz do restauracji i jesz w miejscu, w którym ludzie 500 lat temu też spożywali posiłki. To mówi dużo o podejściu Krakowa do architektury. Budynki się rozwijają, są pełne życia, tak jak i miasto. Przeszłości nie można zamrażać jak w muzeum,
ale należy ją wykorzystywać w codziennym życiu.
Mówimy o wnętrzach, ale z zewnątrz budynki często są szpetne.
Niekoniecznie. Idąc ulicą widzę jak nowe materiały łączycie ze starymi. Macie dużo budowli z cegły, w różnej formie, w różny sposób połączonej. Do tego dochodzi kamień, marmur, gips, żelazo, drewno, szkło. Taka łatanina jest fascynująca. W Nowym Jorku staramy się łączyć te materiały, ale używając technologii XXI wieku. Ożywiamy przeszłość, którą wy macie zapisaną w murach Krakowa.

Przodkowie zrobili dobrą robotę, ale co z dzisiejszymi deweloperami?
Muszą być czuli na architekturę i piękno. Rozumieć historię. Pracowałem w wielu krajach i faktycznie inwestorzy uciekają od cegły, czy drewna, bo kojarzy się to z niskim standardem. Podobnie jak w Stanach musimy edukować ludzi, aby zrozumieli, że to materiały, które można uszlachetnić na modłę XXI wieku. Architekci muszą projektować budynki, nie tylko jako dach nad głową, ale miejsca, których konstrukcja wpływa na mieszkańców. Coraz więcej ludzie przyjeżdża do miast, bo one znów stają się przyjazne. Dlatego nowym wyzwaniem architektów jest to, aby projektować je jak najbardziej wydajnie, by mogły wchłonąć więcej ludzi, ale zarazem nie iść na przekór ekologii. Wasze budynki stoją już setki lat. Nie trzeba na ich miejscu budować nowych. To najlepsze świadectwo ekologiczne.

No, ale co z koszmarnymi budynkami, które powstają w okolicach Starego Miasta.
Brzydota może być też piękna. Potrzebujemy jej, różnicy, żeby docenić dobre rzeczy. Jeśli ustalisz zbyt sztywne i ostre zasady dotyczące tego, co jest piękne, a co nie, zabijesz kreatywność. Architekt i inwestor muszą być wyczuleni na to, jakie emocje wywołają powstające budynki w oczach ich użytkowników.

Co powie Pan tym, którzy mówią "zostawmy bulwary wiślane takie jakie są"?
Ciekawe jest to, że poruszacie to samo zagadnienie co my w Nowym Jorku. Przez lata odwracaliśmy się od rzeki. Tam były fabryki i doki. To było najgorsze miejsce do zamieszkania. Dlatego parki i tereny zielone powstały wewnątrz Nowej Jorku, jak np. Central Park. W minionej dekadzie, szczególnie po 11 września, miasto zaczęło zwracać się ku brzegom. Tu macie tę samą możliwość. Trzeba tylko poradzić sobie z problemem powodzi, ale z respektem dla żywej rzeki, i tworzyć architekturę, która otworzy Kraków na Wisłę. Tym będziemy się zajmować ze studentami na warsztatach w Krakowie. Szczególnie poprzemysłowymi terenami Zabłocia. Nie znaczy to, że bulwary trzeba całe zabudować. W rejonie Wawelu macie naturalny teatr narodowy, gdzie pod średniowieczną architekturą odbywają się koncerty, a ludzie słuchający ich wypełniają brzegi rzeki.
Co trzeba zbudować na Zabłociu?
Miejsca otoczone zielenią, gdzie np. studenci z pobliskiej szkoły będą mogli się uczyć. Do tego infrastrukturę związaną z wodą, jak np. przystanie dla łodzi. Później muzea i np. wielki targ kwiatów.

A wieżowce?
Z tym jest problem, bo zawsze pojawiają się ludzie, urzędnicy, którzy twierdzą, że nic nie powinno być wyższe niż most Brookliński. Mieszkałem kiedyś w Filadelfii i były czasy, że nie wolno było budować nic wyższego niż kapelusz jednego z przedstawicieli ratusza (śmiech).
Ale jeśli chcemy zwiększać wolną przestrzeń dla społeczności musimy piąć się w górę i odsłaniać miejsca zajęte przez niższe budynki. Wieżowce nie mogą być budowane tak, żeby zasłaniać Stare Miasto. Zabłocie ma wielki potencjał. Wieżowce mogą korespondować z kopcami Wandy i Krakusa.

Czy w Stanach inwestorzy wywracają projekty architektów do góry nogami i budują według własnego uznania?
Często pierwsze, o co klient pyta architekta, jest "dlaczego budynki muszą kosztować tak dużo?". I moim zdaniem tak powinien się rozpoczynać dialog. Architekci muszą zrozumieć, że poza pięknym projektowaniem jest też cena. Wielu architektów nie rozumie sił rynku. Inwestorzy myślą, że oni projektują dla zaspokojenia swojego ego. No, a prasa w Nowym Jorku nie pomaga robiąc z architektów gwiazdy. A my musimy być rzemieślnikami. Nie tylko projektować, ale kalkulować. W naszym biurze spotykamy się z budowlańcami, inwestorem, ludźmi przygotowującymi materiały, podwykonawcami. Nie oddajemy tylko teczki z projektem "macie i budujcie". Projektowanie to proces społeczny. Wyświetlamy model tego, co chcemy zrealizować w 3D i rozmawiamy. Omawiamy każdą rurę. Budujemy wirtualnie, żeby nie popełniać błędów w rzeczywistości. 15-20 proc. kosztów budowy generują błędy. Ich omijanie to nie tylko zysk, ale i ekologia. Skracamy czas budowy i zmniejszamy marnowanie materiałów. Oszczędzamy i może inwestor powie wtedy "wydajmy te pieniądze na architektów" (śmiech).

Hotel Forum powinien być zrównany z ziemią?
Jego zorientowanie przy linii Wisły jest wspaniałe. Dochodzisz do niego jakby z boku, od rogu. Budynek cię prowokuje. Nie mówi od razu wszystkiego o sobie. Możliwe, że powinien być zrobiony z czegoś innego niż beton, ale ta forma jest ciekawa. Robi kontrast ze starą częścią miasta. Teren na pewno powinien zostać zrewitalizowany i otwarty. Możecie hotel zburzyć, ale jakie macie gwarancje, że to co po nim powstanie będzie lepsze?
Podoba się panu most Kotlarski?
Wygląda jak odwrócony do góry nogami szkielet łodzi, albo statek kosmiczny po wylądowaniu. To niewykorzystana możliwość. Dobrze byłoby oddzielić poziom samochodów i tramwaju od chodnika. Przejście dla pieszych i rowerów powinno być niżej, nad wodą.

A na Starym Mieście coś Pana urzekło?
Przestronny Rynek Główny. Marmurowe elementy na Wawelu. Z tego, co wiem, były dziełem Włochów sprowadzonych przez królową Bonę. Piękny jest kontrast kobiecego tchnienia z pozostałą częścią masywnej bryły zamku. I Brama Floriańska. Fascynujące jak artyści używają starej infrastruktury, takiej jak obronny mur, do sprzedaży obrazów. To piękne. Widziałem też kilka naprawdę pięknych willi na Woli Justowskiej.

Nowojorczyka nie denerwują te wąskie uliczki?
Taki jest urok średniowiecznych miast. Często są zamknięte jakiś budynkiem czy kościołem. Wąskie, wijące się, ostro zakręcające. Ulice w Nowym Jorku tworzą siatkę. Są szerokie i długie. Jakby szły ku przyszłości.

To może Nowy Jork jest jak Nowa Huta?
(śmiech)

Czy każde z miast kiedyś będzie jak Nowy Jork? Podzielone na dzielnice biednych, bogatych, emigrantów stąd czy stamtąd?
Są dobre i złe strony tego. Pojawiają się konflikty społeczne, ale kultury się też przenikają. Ważne, żeby nie tworzyć getta. Robić dzielnic tylko mieszkaniowych, tylko komercyjnych, czy tylko przemysłowych. Wszystko trzeba mieszać z sobą, z zachowaniem terenów otwartych, publicznych. To tworzy jakby samowystarczalne sąsiedztwa, gdzie na wypoczynek czy do pracy nie trzeba tłuc się na drugą stronę miasta. Ludzie powinni chodzić do pracy, a nie jeździć.
Kraków może się rozwijać bez metra?
Budując metro omińcie Stare Miasto. Kiedy budowali system w Nowym Jorku trwało to 3 lata. Przez ten czas miasto było jednym wielkim bałaganem, wyłączone z życia. Wielki plac budowy. Na razie dajcie spokój. Póki wasze miasto można jeszcze bez problemu przejść na piechotę, rozwijajcie tramwaje jak w Portland czy San Francisco. Lepiej wykorzystać pieniądze na infrastrukturę miedzy lotniskiem a miastem. Dla 1 mln mieszkańców metro nie jest konieczne. Innym dobrym kierunkiem jest budowanie trzeciej obwodnicy, skąd można by patrzeć na piękny Kraków.

Próbujemy od lat. Jacy są Nowojorczycy?
Każdy z nas ma własną opinię na każdy temat. Od światowej polityki po to, który budynek jest najładniejszy w mieście.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie