System na początek został uruchomiony w Białce Tatrzańskiej na ośrodkach: Kotelnica, Bania i Kaniówka. Cały czas w fazie testów jest jednak także na innych ośrodkach narciarskich w okolicach Zakopanego skupionych we wspólnym systemie biletowym Tatry SuperSki (m.in. Jurgów, Czarna Góra, Bukowina Tatrzańska, Kluszkowce, Witów, Zakopane). Działa on stosunkowo prosto i co najważniejsze ośrodki narciarskie by go zastosować nie musiały kupować żadnych nowych urządzeń.
- Jedynie zmodyfikowaliśmy ustawienia w już istniejącym sprzęcie - wyjaśnia Adam Marduła, z ON Kotelnica.
Jak zapewne wie wielu narciarzy ośrodki narciarskie w całej Polsce od lat walczą z procederem "odsprzedaży" karnetów czasowych. Chodzi o to by narciarz, który przyjedzie na stok i kupi sobie karnet umożliwiający zabawę np. przez 10 godzin nie mógł go odsprzedać komuś innemu po np. 5 godzinach.
By uniemożliwić taki nielegalny obrót wyciągi już kilka lat temu zamontowały przy bramkach wpuszczających ludzi na wyciąg kamery. Te robią zdjęcia każdemu narciarzowi podczas momentu gdy pierwszy raz używa karnetu. Później system przy każdym kolejnym użyciu karnetu analizuje czy do skanera przykłada go osoba w tym samym ubraniu. To nie wyklucza oszustwa w całości ale ogranicza go do minimum.
- Dlatego teraz gdy przepisy sanitarne nakazują by każdy narciarz miał zasłoniętą twarz maseczką lub np. szalikiem przeprojektowaliśmy trochę nasz system - mówi Marduła. - Kamery robią zdjęcia głowy narciarza a system sprawdza czy ma on zasłonięte usta i nos. Przez cały poprzedni tydzień to testowaliśmy. W weekend działaliśmy już w tym zakresie pełną parą i niestety kilku osobom musieliśmy wyłączyć karnety bo łamały przepisy sanitarne.
Jak wyjaśniają na Kotelnicy nikt nie mógł być jednak takim stanem rzeczy zaskoczony. W całym ośrodku sporo jest tablic informujących o zasadach. Co chwila informacje o konieczności zasłaniania ust i nosa puszczane są też z głośników.
Pomimo tego w weekend w Białce były osoby "oporne", które jeździły bez maseczek. W sumie nie było ich dużo bo ośrodek wyłączył za to przewinienie karnet kilkudziesięciu osobom, ale już sama informacja o tym zrobiła swoje bo reszta narciarzy zachowywała się bardzo rozważnie.
- Każdy komu wyłączyliśmy kartę musi przyjść do nas do biura i się wytłumaczyć - mówi Adam Marduła. - Jeśli udowodni, ze jest zwolniony z noszenia maseczki to bilet znów mu włączamy. Jeśli przeprosi i udowodni, że nie wiedział o przepisach lub się zagapił to również może kontynuować jazdę. W innych przypadkach takiemu delikwentowi oddajemy cześć pieniędzy za karnet (jego koszt minus czas jaki już dana osoba wykorzystała).
- Nieistniejące już tatrzańskie schroniska. Słyszeliście o nich?
- Koronawirus w Polsce [DANE, MAPY, WYKRESY]
- Parking pod Babia Górą w prokuraturze. Powstał nielegalnie
- Drożyzna nad morzem? Na Podhalu obiad zjesz za 15 zł
- Przyrodnicy uratowali przed utonięciem 500 susłów
- Urokliwe miejsca w Tatrach, gdzie nie będzie dzikich tłumów
