Paszport przecież mam

Jan Poprawa
Na Wyspie Kraków: Wybory poruszyły pokłady chamstwa, kłamstwa i tępoty, zalegające kraj cały - pilnować trzeba każdego słowa, by się nie dać wessać w ów wstrętny wir.

Dziś trzeba zacząć od wyborów, to jasne. W końcu nie co tydzień zdarza się coś takiego. Tyle że o wyborach pisze dziś każdy, czy to w gazecie, czy na ścianie publicznej kloaki, czyli internetu. W gazetach (poza parafialnymi wyjątkami) czytamy więc to co zwykle, wykładane po bożemu. Ale jeśli sądzić z komentarzy na internetowych forach - to niedzielne wybory poruszyły tym razem najgłębsze pokłady chamstwa, kłamstwa i tępoty, zalegające kraj cały, osobliwie zaś dorzecze górnej Wisły. Całkiem jak niedawna powódź, która część Polski pokryła ohydną pianą, która odwieczne polskie brudy zmieszała z tym, co niezbędne do normalnego życia. Więc pilnować trzeba każdego słowa, by się nie dać wessać w ów wstrętny wir.

Aby nie poddać się narkotykowi politykowania - szukam więc w atmosferze minionej niedzieli czegoś szczególnego, osobliwego, wartego zastanowienia. Cóż by to jednak być mogło, gdy efekt wyborczej niedzieli do złudzenia przypomina coś, co już było? Jedna rzecz być może, wykraczająca poza sferę polityki. Oto bowiem spory sukces wyborczy odniósł najmłodszy z kandydatów, pan Napieralski. I nie tyle on sam mnie zainteresował, co ów sukces, tak mało spodziewany.

Pan Napieralski jest przystojnym, młodym człowiekiem ze Szczecina. W pracowitej swojej kampanii, dość dobrze fotografowanej przez publiczne telewizje (najwyraźniej ewentualny sukces młodego polityka nie zagrażał ich faworytowi) nie powiedział jednak nic oryginalnego, powtórzył tylko nieco słusznych, choć szablonowych deklaracji. Jakiż więc powód niewątpliwego sukcesu tego kandydata, owego "brązowego medalu" w wyścigu (który na torze kolarskim zwie się "australijskim"), gdzie najsłabsi odpadają?

Napieralski jest młody. Z racji wieku łatwo więc utożsamić się z nim innym ludziom młodym. Napieralski jest dobrze wychowany, w manierach nieco staroświecki (to komplement) - więc nie budzi niechęci w ludziach dojrzałych. Jest pracowity - to cieszy ludzi zapobiegliwych. Odwołuje się wreszcie do dobrze wrytych w pamięć frazesów - co zapewne pokrzepia tych, którym się nie powiodło. Generalnie więc start i sukces pana Napieralskiego zwrócił uwagę na konieczność odnowienia kadrowego polskiego życia publicznego. Dowiódł, że makijaże i udawane "przemiany osobowości" politycznych artefaktów innej epoki już nie wystarczą. Gdyby nie pan Napieralski - nie przekonalibyśmy się tak namacalnie, że jest coś, co może połączyć i młodych, i starych, i wyzyskiwanych, i wyzyskiwaczy (że użyję określeń ze starych definicji kapitalizmu)…

Równolegle do polskich wyborów rozgrywa się w najodleglejszym krańcu Afryki turniej o mistrzostwo świata w piłce nożnej. Tam mamy sporo przykładów podobnego zużywania się autorytetów. A że futbolowa kariera trwa krócej niż kariera polityka, więc na naszych oczach odchodzą trzydziestoletni piłkarscy staruszkowie, zaś młodziankowie (zwłaszcza maluchy z Argentyny) zachwycają świeżością i wigorem. Zmęczeni całorocznymi zawodowymi obowiązkami reprezentanci Anglii czy Italii snują się i miotają po boiskach, a mniej zazwyczaj nagłośnieni (i słabiej opłacani) Duńczycy czy Urusi leją mistrzów, aż miło. Bo teatr życia to jest stała wymiana obsady w spektaklu wyznaczanym przez wartości.

W miniony weekend wyborczy pracowałem w Bydgoszczy. Tam niezastąpione animatorki życia kulturalnego, panie Krystyna Wulert i Barbara Sobotka, od pewnego czasu organizują cykl zajęć pod wspólnym hasłem "Akademia słowa". Młodym ludziom z Pomorza i Kujaw opowiadałem więc o tym, co w mojej branży i moim mieście jest szczególne i niepowtarzalne. Mówiłem o tym, co było i czego dziś nie ma, chociaż być może. Opowiadałem o Ewie Demarczyk i jej sztuce, o fenomenie tzw. "poezji śpiewanej", zrodzonej w "Piwnicy pod Baranami", a potem poniesionej w świat m.in. za pomocą Studenckiego Festiwalu Piosenki. Młodzi ludzie słuchali tego jak bajki, jak opowieści z tysiąca i jednej nocy. Nikt z nich nie tylko nie widział Ewy, ale i jej nie słyszał! No, może poza jedną osobą, Małgorzatą Żurańską-Wilkowską, której umiejętności, talent, uroda i inteligencja dawno powinny podbić światek polskiej piosenki, w którym (niestety) spełnia się jedynie nieustająca wymiana dobrego na gorsze…
Czy z takiego dotknięcia przeszłości odrodzić się może jednak jakaś wartość?

Być może. Ale tylko wtedy, gdy zaproponuje ją młodym ktoś świeży i świadomy tego co było, tyleż twórczy, co osadzony w uniwersalnym miąższu kultury. Jak na mundialu Lionel Messi, co własną wyjątkowość dodał do wszystkiego dotychczas kojarzącego się nam z Diego Maradoną.

Oczywiście wszystko to można przenieść i w sferę polskiej polityki, nawet w obyczaje wyborcze. Tu jednak jestem pesymistą. Polityka w naszym kraju opiera się nie na gruncie trwałym, nie na ludzkiej świadomości. Nawet nie na ruchomych piaskach, które przecież potrafią być kamiennie trwałe, jeśli nie wieje wiatr. Ona wyrasta z błota.

Wczoraj z przestrachem i obrzydzeniem śledziłem, jak na internetowym forum Onetu w ciągu kwadransa pojawiło się sto odrażających, antysemickich komentarzy na temat krakowskiego Festiwalu Kultury Żydowskiej. Wiem, pisali je idioci. Ale wiem też, że czwartego lipca oni pójdą głosować.

Paszport mam.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie